Monday, 21 September 2015

Zygmunt MIŁOSZEWSKI - "Ziarno prawdy"

Zygmunt MIŁOSZEWSKI - "Ziarno prawdy"

Druga (dla mnie) książka Miłoszewskiego, również z Szackim. Już przy pierwszej książce ciążyła mnie objętość, tu jeszcze bardziej. W ogóle wyrosło pokolenie chłopów-gaduł; dominują książki obszerne, których skrócenie o połowę przyniosłoby komfort czytelnikom, a autorom większą ilość fanów.
Akcja toczy się w Sandomierzu słynnym z antysemickich malowideł, lecz również ziejącym nienawiścią, charakterystyczną dla prowincjonalnych miasteczek, do każdego bogatego (str. 103):
"- Pan naprawdę nigdy nie mieszkał w małym mieście, prokuratorze. Nienawidzą go, bo jest bogaty, piękny, ma wielki dom i błyszczący samochód. W katolickim świecie może to oznaczać tylko jedno, że jest złodziejem, ciemiężycielem ubogich, który dorobił się kosztem innych..."

Śledztwo w sprawie rytualnych morderstw toczy się w atmosferze zagrożenia przed interpretacją „oszołomów” (str. 175):
„Bolesław Piasecki...wielki Polak... ...w pięćdziesiątym siódmym roku Żydzi z SB porwali i zamordowali mu syna.. Pan prokurator dziwi się, że zbrodnia jest niewyjaśniona, oficjalnie oczywiście nie jest, oficjalnie żadna komunistyczna zbrodnia nie jest wyjaśniona. Czy to oznacza, że ksiądz Popiełuszko żyje i dobrze się miewa, a w kopalni Wujek nikomu nie stała się krzywda? Zabójstwo młodego Piaseckiego może i nie jest wyjaśnione, tylko tak się dziwnie składa, że nazwiska, jakie wypłynęły w tej sprawie, to funkcjonariusze SB żydowskiego pochodzenia. Zwracam też uwagę, że w polskiej tradycji nie ma zwyczaju mordowania dzieci, aby ukarać rodziców...”

Autor naśmiewa się z kabotynizmu polskich antysemitów, bo przedwojenny „endek” Piasecki, po wojnie odstawił antysemityzm na drugie miejsce, podejmując się roli sowieckiego „konia trojańskiego” mającego zniszczyć Kościół Katolicki w Polsce. A wielkim człowiekiem może i był, skoro namówił do współpracy wielu porządnych ludzi, w tym Tadeusza Mazowieckiego. Nim zorientowali się czym jest PAX i jego przybudówki, w tym INCO, zdążył wiele polskiemu Kościołowi zaszkodzić. Tak więc w 1957 roku, więcej powodów do zrobienia mu „kuku”, mieli katolicy niż Żydzi.

I teraz przejdźmy do sedna sprawy. Miłoszewski w ciągu czterech lat dzielących te dwie książki (2007/2011) bardzo urósł. Obecnie omawiana jest pod każdym względem lepsza i dojrzalsza, a w dodatku obok wątku kryminalnego z zaskakującym zakończeniem, rozprawił się wspaniale z antysemityzmem w ciemnogrodzie, opartym na mitach i zabobonach.
Z przyjemnością daję 8 gwiazdek i „klikam” przynależność do jego fanów.