Monday, 28 September 2015

Maria NUROWSKA - "Gorzki romans"

Maria NUROWSKA - "Gorzki romans"

Po niemiłej sytuacji z romansidłem pt "Dwie miłości" (2006) czuję potrzebę postawienia Nurowskiej wielu gwiazdek, zgodnie z moim przyzwyczajeniem (to już szósta recenzja jej twórczości). Źle wróży rok publikacji - 2003, zbliżony do „wpadki”.
Autorka informuje, że to remake je powieści „okaleczonej przez cenzurę” pt „Innego życia nie będzie”. Gorzej, że autorka kłamliwie pisze, że bohaterom..:
„....system komunistyczny odebrał szansę na normalne, szczęśliwe życie..”
Wprost przeciwnie, to system zwany przez autorkę komunistycznym dał szansę szczęśliwego związku między synem (str. 162) „adwokata, ozdoby warszawskiej palestry”, który popełnił mezalians przez ślub z córką krawca, i chłopską, niewykształconą dziewczyną, której wujek ma załatwić lewy papier o ukończeniu szkoły średniej i wysłać na kursy maszynopisania. Z tym dziwactwem autorki wiąże się bezpośrednio trudne do zrozumienia następne: karierowicz Stefan musi porzucić żonę, bo ktoś tam z jej dalszej rodziny coś tam zrobił, a bezpieka nie interesuje się w ogóle „burżuazyjnym” pochodzeniem bohatera !!??
Mała dygresja z tym „komunizmem” autorki, która urodzona zaledwie rok po mnie posługuje się „nowomową”, której w PRL-u nie znałem. Bo, w oficjalnym języku to ZSRR dążył do komunizmu, a KDL-y (Kraje Demokracji Ludowej) do socjalizmu. Komunizm nie toleruje prywatnej własności środków produkcji, czego przeciwieństwem była reforma rolna, jak i brak planów likwidacji rzemiosła i małych zakładów wytwórczych. W praktyce używano określeń takich jak: kacapy, swołocz bolszewicka, okupanci, katownie bezpieki etc, a przymiotnik „komunistyczny” kojarzył się przede wszystkim z KPP, której elitę mordował Stalin od 1937 r. Do tego dochodziły powiedzenia, jak: „rano kluski, wieczór kluski, ziemia polska, a rząd ruski”. No i panowała jeszcze szczególna nienawiść do „rezunów”, bez względu po której stronie walczyli.
Wracając do książki, szmata, maminsynek Stefan jest w swojej słabości, podatny przede wszystkim na wolę matki, która sama po udanym awansie społecznym, pilnie strzeże syna przed mezaliansem. Bo w jej wyobraźni synek-szuja może jeszcze upaść niżej.
Polskie drogi w PRL-u to temat niewyczerpany, a jednocześnie doskonale mojemu pokoleniu znany, przeto losy bohaterów Nurowskiej niczym mnie nie zaskoczyły, nie zadziwiły, a nawet znudziły stereotypami. Nie mam pretensji, że postacie psychologicznie uproszczone, ani o lejącą się wódkę, lecz o to, że nie rozumiem celu tej książki. Co chciała autorka przekazać? Że słaby jest słaby, a mocny - mocny? Że los jest nieprzewidywalny? Niebezpiecznym wydaje się, że u Nurowskiej jakość jej książek przechodzi w ilość.
„Złote” myśli odnotowałem dwie:
str. 180: „Każdy człowiek jest inny i to jest w nim pasjonujące...”
- to truizm, oraz retoryczne pytanie, str.188: „..a dlaczego zmarnowano życie dużego narodu w Europie Środkowej/”
Chodzi o Polaków, ale ja nie odpowiem, bo nie podzielam tego poglądu. Za silny jest mój naród, by mu życie zmarnować.