Thursday, 24 September 2015

Agnieszka BEDNARSKA - "Płaczący chłopiec"

Agnieszka BEDNARSKA - "Płaczący chłopiec"

Recenzuję na prośbę Autorki, co mogłoby spowodować złagodzenie moich obyczajów, ale ci co mnie znają wiedzą, że wobec "swojaków" jestem szczególnie wymagający, a ci co mnie nie znają, to mnie poznają, jak szwejkowskiego podporucznika Duba.
O Bednarskiej (ur.1973) wiem tylko, że, podobno, jest absolwentką Uniwersytetu Szczecińskiego i że mieszka od 10 lat w Anglii. No i że chce osiągnąć sukces w pisaniu. Jak sama mnie napisała, zależy jej na ocenie tej właśnie, trzeciej z rzędu, pisanej już z pewnym doświadczeniem. No to ostrzymy pióro i do roboty!
Zacznę od incydentalnej sprawy, bo, przy mojej sklerozie, mogę zapomnieć. Polka Danielle katuje się silnym antydepresantem fenelzyną, zapijając go alkoholem. To dlaczego ona jeszcze żyje? Miałem w rodzinie orła, który prozac popijał winem, ale on już dawno temu umarł !!
Skoro jestem przy Danielle, to nie odpowiada mnie koncepcja autorki o traumie Polki z powodu kiedyś dokonanej skrobanki. Oczywiście, WOLNOŚĆ JEST i każdy może gadać czy pisać, co mu przyjdzie do głowy. Po prostu ja jestem z innej rzeczywistości. Z rzeczywistości, w której Polki dokonują co najmniej 200 000 skrobanek rocznie; z rzeczywistości, w której przeżyłem 72 i pół roku nie spotykając ani jednej kobiety, która nie przeszłaby przez ten zabieg (włącznie z moją babcią, mamą, siostrą, dwiema żonami i około 200 kochankami); z rzeczywistości, w której mądrzy ludzie zgodnie stwierdzili, że tzw zakaz aborcji jest produktem systemów totalitarnych; hitleryzmu, stalinizmu i katolicyzmu w wersji polskiej.
Teraz przechodzę do poważnych zarzutów. Pierwszy dotyczy całego pokolenia, to GADULSTWO. Znane nazwiska, których twórczość doceniam, od Twardocha, poprzez Orbitowskiego, po ostatnio recenzowanego Miłoszewskiego, nabijają objętość swoich książek, i w ten nurt wpisuje się Bednarska. Wszystkie ich książki, zyskałyby na skróceniu, co najmniej, do połowy.
Teraz szczegółowy, dotyczący ściśle tej, omawianej książki. Przypuszczam, że miała to być powieść grozy, jak Poe, Grabiński, a szczególnie Paul Auster. Udało się to tylko częściowo: od niektórych fragmentów nie można się oderwać, niestety zdarzają się też strony nudne, rozwlekające akcję, patrz wyżej, uwagi o modnym gadulstwie.
Pomysł z tytułowym obrazem wszyscy omawiają, podając w dodatku przebieg akcji, to ja zajmę się innymi aspektami.
Na str 408 pada najważniejsze pytanie:
„– Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy portret ma nadprzyrodzoną moc, czy zakładasz, że ma tę moc, i chcesz się dowiedzieć, dlaczego to robi?”
No i tu Bednarska pozytywnie zaskakuje, bo to jakbym św. Augustyna czytał:
„..Nie musisz tego rozumieć, wystarczy, że to czujesz. To się nazywa wiara. Uwierz, a wtedy nie będziesz miała problemu, by zaakceptować istnienie świata poza światem.”
Dzięki tej stronie dzieło Bednarskiej nabiera innego wymiaru, bo zmusza do zastanowienia się nad podstawowymi dylematami męczącymi ludzkość, nad sensem egzystencji.
I podsumowanie: ogólnie oceniam książkę pozytywnie i będę z chęcią obserwował dalsze poczynania autorki. Nie zapominajmy, że Miłosz najlepsze „kawałki” pisał po dziewięćdziesiątce, a Myśliwski po siedemdziesiątce. Bednarska młoda jest, więc do perfekcji może już dojść po pięćdziesiątce. Mnie nie podobała się wielokrotna zmiana tempa, a jeszcze bardziej fragmenty na poziomie taniego romansidła, jak np. w okolicy str. 438 (z 567), gdzie byliśmy już o mały krok od „wyginania się w łuk”, symbolizującego Harlequiny.
Całość oceniam obiecująco i z czystym sumieniem Państwu polecam, a 6 gwiazdek stawiam, by autorka doskonaliła swój warsztat, a efekty będę mógł docenić dysponując rezerwą gwiazdkową.