Friday, 18 September 2015

Matt REES - "Kolaborant z Betlejem"

Matt REES - "Kolaborant z Betlejem"

Rees (ur.1967), pisarz, dziennikarz stworzył postać detektywa Omara Jussefa, a ta książka jest pierwszą z (niestety) serii (wyd. 2007). Niestety, bo Rees mimo przyjścia na świat w Walii, jest typowym prostakiem amerykańskim, który ma we łbie zakodowany, propagandowy, amerykański sposób patrzenia i widzenia. Mimo, że był dziennikarzem na Bliskim Wschodzie, pozostał obcym, i to dla wszystkich: i arabskich katolików, i muslimów, i bandytów Arafata, i Żydów, przeto jego uproszczony świat biało-czarny do czytelnika nie przemawia. Jedyne co z pobytu tam wyniósł to nazwy arabskich smakołyków, którymi dręczy czytelnika.
Rzecz się dzieje w Betlejem, gdzie policja jest palestyńska, czołgi i transportery izraelskie, a z dachów strzelają bojownicy islamscy. No i oczywiście palestyńscy chrześcijanie, którzy piją whisky. Trup sieje się gęsto, armaty strzelają, rakiety i samoloty latają, a jakby tego było mało, to jeszcze pod ochroną czołgów koparka uszkadza rurę ściekową i chałupę bohatera zalewają fekalia. A, jest jeszcze Amerykanin, któremu rękę i pół twarzy urwało i oczywiście, samobójcy opasani trotylem.
Wszyscy wszystkich się boją, a kobiety to dodatkowo gwałtu. I nagle dowiadujemy się, że to całe piekło jest niczym, ta cała gehenna to mały pikuś w porównaniu z życiem w Rosji (str. 185):
"- Nie mamy łatwego życia, wnusiu, ale są ludzie na świecie, którym żyje się jeszcze gorzej... ..Wyobraź sobie, że przyszłoby nam żyć w Rosji. Prawie całe stulecie strasznych cierpień pod komunizmem, a teraz mafie i choroby jak AIDS, z którymi nikt nie walczy. To fakt, że u nas jest źle, ale tam jest jeszcze gorzej. Nawet pogoda w Rosji jest gorsza niż tutaj...".
Szaleju się najadł, dzięki czemu jego dzieło kandyduje do najgłupszej książki, jaką w życiu czytałem