Tuesday, 15 September 2015

Maria DĄBROWSKA - "Opowiadania"

Maria DABROWSKA - "Opowiadania"

Żadnego utworu Dąbrowskiej (1889-1965) jeszcze nie recenzowałem, ale przyszła kryska na....
Skąd ta moja niechęć do wybitnej polskiej pisarki? Wprawdzie obecnie staram się podzielać poglądy Jerzego Giedroycia na temat "pisarz a dzieło", lecz przeżycia z dzieciństwa pozostawiają ślad niemożliwy do wytarcia. Twórca paryskiej "Kultury" i promotor polskich pisarzy, Giedroyc (1906-2000) twierdził, że koniecznością jest rozpatrywanie twórczości polskich pisarzy w całkowitym oderwaniu od ich postawy moralnej w rzeczywistości, gdyż w przeciwnym przypadku nie mieliśmy by czyich dzieł czytać. Wystarczy pomyśleć o czołowych nazwiskach literatury polskiej XX wieku, np o Iwaszkiewiczu, Andrzejewskim, Gombrowiczu czy Miłoszu, by przytaknąć ochoczo słowom Giedroycia.
Starając się sprostać tej maksymie, nie zamierzam krytykować biseksualizmu Dąbrowskiej, jej miłości do najpiękniejszej kobiety Lwowa - Stanisławy Blumenfeldowej, zamordowanej w 1943 r., związku z Anną Kowalską (1903-69), a po śmierci jej męża, Jerzego w 1948, jak również przyjaciela pisarki Stempowskiego w 1952, zamieszkania wspólnego lesbijek z córką Kowalskich -Tulą (ur.1946). Muszę tu, dla młodzieży, napomknąć, że Stanisław Stempowski (1870-1952), 19 lat starszy od Dąbrowskiej, to nie tylko ojciec Jerzego - "Hostowca", przyjaciela Giedroycia, ale przede wszystkim Wielki Mistrz Loży Narodowej Polski, z którym w 1939, skromnym pracownikiem Biblioteki Narodowej, rozmawiali najwyżsi wysłannicy Hitlera.
Ad rem, czyli mojej niechęci. Rok 1953. Śmierć Stalina. Mam 10 lat, kończę IV klasę i pilnie przysłuchuję się rozmowom w "gabinecie" mojego Ojca. Temat jest jeden: czołobitność niektórych tuzów polskiego świata intelektualnego po śmierci Wodza. Innych pisarzy - rozmówcy kwitują jednym słowem: pętaki. Ale problem z Dąbrowską. Szok i żenada. Wybitna pisarka, patriotka, towarzyszka życia wielkiego Stanisława Stempowskiego, i tak się uświniła!!! Komentarz: no tak, Stempowski by jej nie pozwolił, ale niestety zmarł rok wcześniej. Zasada Giedroycia nie ma tu zastosowania, bo jednak istnieją granice ześwinienia. Ten kompromitujący tekst kondolencyjny Dąbrowskiej jest obecnie skrzętnie ukrywany, bo zakłóca apologetyczny wizerunek pisarki. Wtedy jednak drogo zapłaciła za to. Według "encklopediaksiążek":
"W 1953 kandydowała do Nagrody Nobla, ale ponoć ktoś wysłał do Sztokholmu jej tekst na temat śmierci Stalina, który napisała pod przymusem Putramenta. W rezultacie jury zaczęło negatywnie patrzeć na jej „Noce i Dnie” ....."
Jej “wypowiedź” zapamiętali czytelnicy, otrzymywała obraźliwe anonimy i listy od znajomych, w których wyrażano zdumienie i dezaprobatę. Przez pewien czas objął ją towarzyski bojkot. Obecnie jej bałwochwalczy list albo się pomija, albo uważa się za "wypadek przy pracy". DĄBROWSKA WIELKĄ PISARKĄ JEST i basta. Wprawdzie jej arcydzieło "Noce i dnie" należy do arsenału książek nigdy przeze mnie nieprzeczytanych do końca (mimo licznych prób), "Ludzie stamtąd" to chała, czyli knot, a "Dzienniki" nudzą, lecz wybitną była i już.
Omawiany zbiorek zaczyna się od opowiadania pt "Marcin Kozera", które wg informacji na okładce, jest lekturą szkolną. Biedne dzieci!! Jest to naiwna historia nawrócenia anglojęzycznego chłopca o polskim pochodzeniu na "polskość". Rzewna pozytywistyczna grafomania. Tylko, że Dąbrowska swoją dydaktykę pisała w JUŻ wolnej Polsce!! Dalsze opowiadania to sentymentalne wspomnienia z dzieciństwa, tak ckliwe, tak przesłodzone, że mdli.
Miłośnicy Konopnickiej i Sienkiewicza, czyli "Janka Muzykanta", "Naszej szkapy" czy "Latarnika", czytajcie opowiadania Dąbrowskiej i wzruszajcie się, ale beze mnie!!