Monday, 14 September 2015

Jerzy PILCH - "Tysiąc spokojnych miast"

Jerzy PILCH - "Tysiąc spokojnych miast"

Nie wiem, czy Państwo zauważyliście, że wśród moich ponad ośmiuset recenzji umieszczonych na LC brak ocen książek niektórych popularnych polskich autorów? Wśród nich Pilcha, Dukaja czy Kapuścińskiego? Oczywiście każdego z innych przyczyn. Dzisiaj czas na wyjaśnienie mego stosunku do twórczości tego pierwszego. Pamiętam jego pierwsze utwory, następnie felietony w "Tygodniku Powszechnym", którego jestem wiernym czytelnikiem od ponad 60 lat, jak i dalsze, wraz z dziennikiem. Pilch (ur. 1952), zaczął publikować w 1988, omawianą książkę wydał w 1997, a z "TP", szczęśliwie dla mnie znikł w 1999; niestety w 2012 - powrócił. Nigdy nie mogłem zrozumieć przyczyn drukowania go w tym katolickim tygodniku, przez złośliwych nazywanym "Żydownikiem Powszechnym", gdyż ani katolikiem, ani Żydem nie jest. Także nie mogłem nigdy zrozumieć fenomenu DZIESIĘCIU nominacji jego utworów do "Nike". Jestem z Warszawy, a w niuansach życia kulturalnego Krakowa słabo się orientuję. Przyznaję też, ze Pilch ma lekkie pióro, ale.....
Ale nie znoszę megalomanii, a Pilch niewątpliwie zasłużył na tytuł Super Megalomana I.. Jego zdolność autokreacji, jak i umiejętność skupiania uwagi na sobie, osiągnęła szczyty, podczas gdy nawet jego wynurzenia w obsesyjnie ukochanym temacie tj alkoholizmie czy pijaństwie, są żałosne w porównaniu z takimi mistrzami tematu jak Grochowiak czy Iredyński. Miałem już problemy z akceptacją megalomańskich popisów Miłosza, a przecież Pilch nawet noblistą nie jest.
Czas robi swoje. Postanowiłem zweryfikować swoje zdanie poprzez lekturę jednej z lepszych jego książek, bo ze stosunkowo wczesnego okresu twórczości, gdy woda sodowa nie uderzyła mu tak bardzo do głowy. I cóż..
A no, od początku mamy deliryka Trąbę, który mimo ostatniego stadium upodlenia alkoholicznego zna (str. 19) wiersze Baudelaire'a, geografię Chin (str. 21), „typologię gniewu według Jana Damasceńskiego” (str. 57), Grzegorza z Nissy, łaciński zwrot „ad vocem” (tamże), a jego pomysł zabicia Gomułki wypływa z post alkoholicznej frustracji, którą tak przedstawia (str.20):
„- A co można uczynić, kiedy nie ma co czynić, kiedy wiadomo, że nie zbuduję już domu, nie założę rodziny, nie wychowam dziecka, nie uporządkuję i nie spiszę swoich poglądów, nie oddam należytej czci przodkom, a nawet nie porzucę moich nałogów ? Co można zrobić, kiedy nagle daje znać o sobie straszliwy brak, pustka, droga tonąca w azjatyckiej trawie, brzeg urwisty, nicość i mdłości? Co pozostało, kiedy nic nie pozostało?...Zabić kogoś pozostało”.
A nie lepiej siebie?
Ja nie kwestionuję talentu Pilcha, a podkreślam jedynie moją niechęć do jego „bajeru”, niemniej czasem jestem mu wdzięczny, jak np. za przypomnienie „ogona” (str. 79), w którego nie grałem co najmniej od 40 lat. Pilch sypie anegdotami i dykteryjkami, jak o księciu Jabłonowskim nie lubiącym króla, o bitwie pod Crecy w 1346 roku, czy luteraninie Frankembergu (str. 124-5), wiedząc, że nikt nie będzie szczegółów sprawdzał. Gorzej, że o tym gadają milicjant z delirykiem. Czytelnik i tak to kupi!
Jeszcze dyskusyjna opinia o przyczynach picia (str. 173):
„...Tylko amatorzy, laicy i grafomani twierdzą, że pije się po to, aby złagodzić potworność świata i stłumić nieznośną wrażliwość. Przeciwnie, pije się, by pogłębić ból i wzmóc wrażliwość...”
Doczytałem do końca, nawet parę razy się uśmiechnąłem i postanowiłem zaprzestać walki z całym światem, czego dowodem niech będzie 7 gwiazdek. A ja, i tak, więcej książek Pilcha nie będę recenzował.