Sunday, 6 September 2015

Perrine LEBLANC - "Kolia"

Perrine LEBLANC - "Kolia"

Leblanc (ur. 1980 r., w Montrealu) zadebiutował "Kolią" ( w Quebec pt "L'homme blanc") w 2010 r (ang. wyd. 2013) i zdobył: the Governor General's Literary Award for French Fiction, Quebec's "Canada Reads" competition, oraz the Grand prix du livre de Montreal . Był także nominowany do nagrody Grand Prix magazynu Elle.
Przede wszystkim wkurza mnie tytuł, bo to nie chodzi o naszyjnik, a o imię Kola od Mikołaja. Na okładce czytam słowa:
"Leblanc opowiada nam, niemożliwą do zapomnienia, historię nieprzemijalnej przyjaźni, cierpienia i ostatecznie - przetrwania".
Bohater, którego wbrew tytułowi, będę nazywał Kolą, urodził się w 1937 roku we wschodniosyberyjskim gułagu. Od małego głoduje i kradnie, aż do momentu, gdy pod swoje skrzydła bierze go szwajcarski „zek” (współwięzień) Iosif. Nie wiemy, jak przeżył 10 lat, teraz w warunkach obozowych edukuje się. Iosif uczy go nie tylko czytać i pisać, ale także matematyki i francuskiego. Trwa to krótko bo od 1947 r.,, a kończy się na długo przed śmiercią Stalina (1953), kiedy to Iosif „znika”. Na mocy amnestii w 1953 roku Kola zostaje zwolniony z gułagu i skierowany do Chabarowska,gdzie po pół roku dostaje dokument upoważniający go do podróży po całym ZSRR (!!!!!). Autor zapomniał, że Kola jest nieletni i ma 16 lat!!). Wsiada sobie w pociąg i jedzie 3000 km do Moskwy. Urodzony i wychowany w tajdze, ma genialne zdolności adaptacyjne i po chwili rozbija się moskiewskim metrem podziwiając zdobne marmury. Pracę podejmuje w moskiewskich ściekach i dalej bla, bla...bla..
Autor nie czytał ani Sołżenicyna, ani Applebaum, nie mówiąc o naszym Domino; a jeśli czytał, to nic nie zrozumiał. Kanadyjski MŁOKOS porywa się na temat tabu, nie mając absolutnie żadnego wyczucia tematu czy też zdolności zrozumienia tej, egzotycznej dla niego, aury, w której przyszło żyć plemieniu o nazwie homo sovieticus.
Dochodzą mnie wieści o zamiarze publikacji tj chały w języku polskim. Niepotrzebny trud!