Saturday, 1 August 2015

Michał WITKOWSKI - "Drwal"

Michał WITKOWSKI - "Drwal"

Po udanej przygodzie z "Barbarą Radziwiłłówną z Jaworzna – Szczakowej" (9 gwiazdek) stosuję się do rad znajomych i sięgam po "Drwala" i recenzji o nim, co powoduje nagły atak migreny. Bo.....

....NIE JEST TO KRYMINAŁ, lecz intelektualna zabawa z czytelnikiem, nawiązująca do książek innych autorów, w tym przede wszystkim do Gombrowicza, którego np "Kosmos", ktoś uparty mógłby również nazwać kryminałem.
....NIE WYDAJE MNIE SIĘ SŁUSZNE UŻYWANIE OKREŚLENIA AUTOIRONII, bo powieściowy pisarz Michał Witkowski jest odrażającym ANTYBOHATEREM. Poważne przestępstwa kryminalne, których dopuszcza się antybohater, daleko wykraczają poza granice autoironii. Nie mogę ich wymieniać, by nie psuć Państwu lektury, więc powiem tylko, że jest kreaturą bez żadnych zasad moralnych. Wyjałowiony intelektualnie pasożytuje na życiorysach innych ludzi, niczym wampir, nie zważając na ich cierpienia. Jego słabość fizyczną i psychiczną autor podkreśla na każdym kroku, m. in. Przedstawiając go jako niepijącego pijaka, niepalącego palacza, niezażywającego ćpuna, a przede wszystkim samotnika, który nie umie żyć bez ludzi. Taką samoprezentację, jako skrajnie odrażającego typa, można traktować tylko jako żart czy też prowokację.

Bo faktycznym bohaterem jest luj, o którym Piotr Kępiński na książki.newsweek.pl pisze:
"....„lujekpospolity, kundelek, lujekwsiowy! Gęba rumiana i poczciwa, na której natura toczyła tę najsłodszą walkę pomiędzy chłopcem a mężczyzną, która dopiero w najbliższych latach miała zostać rozstrzygnięta”.
I tak naprawdę to ów gombrowiczowski luj jest głównym bohaterem tej powieści. Za dużo nie rozumie, nie łapie w lot niuansów, niewiele go obchodzą Polska i świat. Jest jakby symbolem naszych czasów – obojętnym, ale sympatycznym przechodniem, który za nic ma historię, chce tylko czuć się bezpiecznie. Pełni on w „Drwalu” funkcję pojedynczego, niemego chóru, który tylko patrzy na rzeczywistość, nie będąc w stanie jej skomentować. Gdzieś się dzieje historia, ukryte są tajemnice, ale wszystko to nic. Lujek musi być najedzony, napity, ubrany. To jest najważniejsze. Witkowski zdaje się sugerować, że każdy z nas ma takiego właśnie lujka w sobie, który albo zabija naszą wrażliwość, albo ją konserwuje. W efekcie mamy smutek, niedojrzałą dojrzałość, samotność. I dobrze. O tym jest ta powieść".

Słusznie Kępiński (i inni) nawiązuje do Gombrowicza, bo "gombrowiczyzną" utwór jest aż przesycony, co też jest umyślną prowokacją Witkowskiego. Mnie brakuje skojarzeń z Witkacym.
Lubię pisarzy inteligentnych, a Witkowski (ur.1975) niewątpliwie nim jest, a że u części czytelników nie znajduje uznania, nie można się dziwić, gdy przejrzymy na LC oceny czytelników takich luminarzy polskiej literatury jak Gombrowicz, Witkacy, Schulz czy Masłowska.