Sunday, 30 August 2015

Józef CZAPSKI - "Na nieludzkiej ziemi"

Józef CZAPSKI - "Na nieludzkiej ziemi"

Pisząc recenzję książki Marii Czapskiej "Europa w rodzinie", zauważyłem, ze zdziwieniem, brak paru moich słów na temat wspomnień jej brata, Józefa zawartych w omawianej teraz książce. Prędko więc staram się to niedopatrzenie usunąć. Nim przejdę do książki przypomnę, że to Józef Czapski (1896-1993) powiedział w Maisons – Laffitte, że patriotą można być nie mieszkając w ojczystym kraju.
Przed zasadniczym tekstem zatytułowanym "Na nieludzkiej ziemi" mamy wspomnienia Czapskiego z pobytu w Starobielsku. Zaznaczmy od razu, że Czapski jest jednym z 79, którzy uratowali się z transportu przybyłego do Starobielska w dniu...
„...5.IV.1940 roku, liczącego 3920 oficerów wraz z kilkudziesięcioma więżniami cywilnymi i około 30 podchorążymi i chorążymi”.
Już pierwsze strony wzbudzają we mnie emocje, a, bym nie został oskarżony o, nazwijmy to delikatnie - nadinterpretację, posłużę się głównie cytatami: (str12)
"Sam zostałem wzięty do niewoli 27.IX.1939 r. na granicy województwa lwowskiego w Chmielku, wraz z dwoma szwadronami zapasowymi 3 pułku, które BEZ KONI, PRAWIE BEZ BRONI, po kilkutygodniowym przerzucaniu z miejsca na miejsce, w ciągłym cofaniu na wschód, a potem kluczeniu od wschodu na zachód, zostały otoczone tankami i artylerią sowiecką. Parlamentariusze sowieccy zajmowali stanowisko podobne do parlamentariuszy lwowskich. Widocznie mieli takie same instrukcje. Zaręczano nam, że szeregowi zostaną wypuszczeni (co zresztą zostało zrobione), oficerowie zaś mieli być jedynie dowiezieni do Lwowa i tam puszczeni na wolność. DZIŚ WYDAJE SIĘ ŚLEPOTĄ, ŻEŚMY SOBIE JUŻ ZARAZ NIE UŚWIADOMILI, o co chodziło wojskom sowieckim..." (podk.moje)
Na następnej stronie jeszcze lepiej, nasza wyszkolona kadra oficerska, świadoma historii wojny 1920 r., gotowa była uwierzyć słowom „bojca”, że... (str.13)
„....wykapią was w bani, pokażą nasz teatr i odeślą...”
Nawet w czasie sukcesywnego „wyludniania” obozu „Starobielsk I”, pozostający nawet nie przypuszczali, że wywożonym może się coś niedobrego stać..
Z tej części wydaje się ważne odnotować reakcję miejscowej ludności na wejście Sowietów (str.14):
„To były dni, kiedy jeszcze większość mas ukraińskich i żydowskich z entuzjazmem witała sowieckie wojsko..”
Żeby, dla młodych czytelników to było jasne: Czerwona Arma wyzwalała tubylców spod znienawidzonej władzy „polskich panów”!!! I to, co w powyższym zdaniu, oświadczył prawdziwy polski patriota i arystokrata, pochodzący z (str.49) „Białej Rusi”.
Zasadnicza część zatytułowana „Na nieludzkiej ziemi” napisana została w latach 1942-47 i jak ładnie pisze autor.... (str.49):
„...dżwiga za sobą muł własnego życia, a także drogi skarb wspomnień dawniejszych o ludziach, którzy odeszli, i chwilach, które nie wrócą..”
Czapski zaczyna swoją opowieść od dnia uwolnienia , na podstawie układu Sikorski - Majski z 30.07.1941 r., a ściślej jego następczego, układu wojskowego z 14.08.1941, przeciw któremu była część Rządu Londyńskiego z rywalem i wrogiem Sikorskiego - Sosnkowskim na czele.
Lektura tych wspomnień wymaga pewnego przygotowania, któremu obecnie szerzona rusofobia na pewno nie służy. Trzeba sobie uświadomić, że Katyń czy inne miejsca zagłady kryją przede wszystkim ciała Rosjan, że skrajny głód też dotyczył głównie Rosjan, i że zaciskająca się „obręcz NKWD” ze strony 59, zaciskała się przede wszystkim na rosyjskich szyjach i co najważniejsze, że naród rosyjski nadzieje wyzwolenia widział w poddaniu się „giermańcowi”. Czapski pisze:
„....ustrój sowiecki był wówczas u progu załamania od wewnątrz. Dopiero niewiarygodne z początku dla Rosjan wieści o nieludzkich, masowych, bezmyślnych okrucieństwach nazistów odwróciły nastroje...”
Bo stało się jasne, ze jest to wędrówka z deszczu pod rynnę. Tak to Hitler sam sobie zgotował los, ale co gorsza dał wspaniały prezent Stalinowi i jego NKWD.
Czapski porusza setki wątków, przywołuje dziesiątki nazwisk, relacjonuje swoje spotkania z Sikorskim czy Okulickim, a przede wszystkim prowadzi poszukiwania kolegów z obozów. Książka jest tak esencjonalna, że nie sposób jej relacjonować. Jedno jest pewne, że jest różna od wszystkich innych, bo dominują dokumenty, a beletrystyki praktycznie nie ma. To trzeba przeczytać samemu.
W koszmarnych warunkach tworzono armię polską pod dowództwem gen. Andersa, zgodnie z koncepcją sowiecką powstałą JUŻ w 1939 roku. (zgodnie z nią podjęto trud wyleczenia dobrze wyszkolonego oficera carskiej Rosji, zamiast zlikwidowania go wraz z innymi oficerami w Katyniu, Miednoje czy Charkowie). Czapski ciągnie wspomnienia aż do momentu opuszczenia terenu ZSRR przez armię Andersa. Nim do tego dochodzi, wraca jeszcze raz do sprawy kontaktów z Rosjanami opisując wieczór spędzony na czytaniu wierszy z przypadkową Rosjanką, który podsumowuje... (str.256):
„Raz jeszcze przeżyłem wówczas ten rzadki, tak bardzo rosyjski błyskawiczny kontakt z człowiekiem, którego nigdy nie widziałem i już nigdy pewnie nie zobaczę... ...Mówiliśmy ze sobą długo i tak jakbyśmy się znali zawsze. Rozstaliśmy się w ciemną noc na wąskim zakurzonym balkonie hotelu...”
ECCE HOMO!!
Książkę uzupełnia tłumaczenie artykułu Czapskiego pt „Prawda o Katyniu” , opublikowanego w „Gavroche” z dnia 12 maja 1945.
Duża rzecz!!