Tuesday, 4 August 2015

Janusz ANDERMAN - "Cały czas", "To wszystko" (wersje poprawione)

Janusz ANDERMAN - "Cały czas"

UWAGA!! Z okazji umieszczenia na LC 750 opinii, postanowiłem parę "odświeżyć", publikowanych w czasie, gdy nie miałem tylu znajomych i obserwujących, a dotyczących niewątpliwie wartościowych książek. Po „Achmatowej” Piwkowskiej czas na dwie książki Andermana.

„CAŁY CZAS” (wyd. 2006) przeczytałem jednym tchem, oderwać się nie mogłem, a w głowie mi szumiało i kipiało. Toż to atmosfera, w której JA żyłem, którą JA oddychałem. Książka nie tylko genialna, lecz przede wszystkim wiernie oddająca rzeczywistość w jakiej żyliśmy. Szczególnie wstrząsająca i dosadna jest scena pogrzebu ojca bohatera, prominentnego działacza „Solidarności”. Po płomiennych przemówieniach i kondolencjach ze strony tuzów „Solidarności”, podchodzą z wyrazami współczucia towarzysze z PZPR; tatuś bowiem był najlepszym „lektorem” w Komitecie Wojewódzkim Partii, czyli wybitnym, charyzmatycznym wykładowcą, świetnie indoktrynującym działaczy wyższego partyjnego szczebla i szkolącym „lektorów” POP-ów (Podstawowych Organizacji Partyjnych). Podchodzi następny żałobnik i mówi:
„-Byłem razem z Jerzym w oddziale Węża, w Armii Krajowej”.
„-Z jakim Jerzym?” - pyta syn, wiedząc, ze ojcu było Mietek.
„-To pseudo od Michała Wołodyjowskiego. Drugie imię małego rycerza... Miał być przedstawiony do Krzyża Walecznych, ale jak raz wojna się skończyła”.

Tak, tak, to ten przeklęty polski romantyzm inspirowany, w II RP, lekturą sienkiewiczowskich pierdół. Spieprzaj dziadu, bo już następnego żałobnika mamy.
„Myśmy z Mieciem wyduszali bandy zbrojne, myśmy byli w oddziałach KBW”

- czyli Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, formacji ściśle podległej UB, walczącym z podziemiem post-AK-owskim, z WIN-em i NSZ-em. Tu moja uwaga: AK została rozwiązana rozkazem gen. Okulickiego z dnia 19.01.1945, a żołnierze wezwani do ujawniania się i wstępowania w nowe socjalistyczne struktury. Tak postąpiła, korzystając z amnestii, zdecydowana większość oficerów i żołnierzy AK.. Ci co zostali „w lesie”, ulegli indoktrynacji zaślepionych kacyków i czekali na III Wojnę Światową i na Andersa na białym koniu, choć fachowcy twierdzą, ze Anders białego konia nigdy nie miał. Tak więc, wbrew obecnej propagandzie, uprawianej przez IPN i innych oszołomów, służby specjalne PRL-u nie mogły walczyć z AK, bo ona została rozwiązana, lecz tylko z ugrupowaniami POST-AKOWSKIMI. Co do dwóch pozostałych organizacji należy stanowczo odróżnić tragedię patriotów z WIN-u i innych ugrupowań post akowskich, od znienawidzonych przez większość Polaków bandziorów, często kolaborujących z Niemcami, np. z NSZ.

Wracajmy do andermanowskiego nieboszczyka. Z KBW został oddelegowany do Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Jaśle, a za zasługi skierowany na Uniwersytet Marksistowsko-Leninowski. Potem poszedł w dyrektory, no i mógł pomóc następnemu żałobnikowi, który już nadchodzi. A któż to? A to ksiądz proboszcz, któremu nieboszczyk „załatwił” blachę miedzianą na dach kościoła itd, itp. No cóż, takie były losy Polaków, nacechowane oportunizmem. Aha, polecę tu lekturę żartobliwej książki Andrzeja Zaorskiego, syna PRL-owskiego Ministra Kultury pt „Ręka, noga, mózg na ścianie”, wspominającej te same czasy, a którą dostałem od autora z dedykacją

U Andermana kapitalna jest rozmowa bohatera z wyżej opisanym ojcem:
„Przecież nie ruszą, te skurwysyny, 10 milionów /należących do „Solidarności” – przyp. mój/, nie mają szans”.
„- Jakie skurwysyny?” - pytał A.Z.
„- Jak to jakie?! Partia ! Zjednoczona ! Robotnicza !. I tak dalej.”
„ - Przecież ojciec też należy do partii”
„- Należę, należę..... Od razu należę. Przecież jak bym się nie zapisał, to bym nie . . był dyrektorem. Partia !! A gdzie byśmy dzisiaj byli, gdyby nie partia ? My, w sensie rodzina. Ja bym do dziś pewnie krowy pasał. Taktycznie się zapisałem, jak wszyscy. . Ale „Solidarność” u siebie założyłem natychmiast. I sto procent załogi mam.”
Lektura tej książki, to połączenie przyjemnego z pożytecznym, bo Anderman przedstawia „tamte czasy” rzetelnie, ale w sposób groteskowy.

Janusz ANDERMAN - "To wszystko"

Ta książka, to smutna prawda o terażniejszej polskiej rzeczywistości. Nie ma co recenzować, wystarczą cytaty.
Anderman wspaniale opisał tu „KRAINĘ KRZYWYCH LUSTER”:
„Wszyscy wiedzą, że znależliśmy się w krainie krzywych luster, w których nie sposób rozpoznać samego siebie..... Wokół trwa zimna walka o władzę, o to kto będzie dyktował warunki. Na początku rozczarował ten szlachetny i idealistyczny związek zawodowy, niezauważalnie przejmując rolę spełnianą od dziesięcioleci przez partię komunistyczną. A potem na arenę wkroczył Kościół najpierw cichcem, ostrożnie badając grząski grunt, ukradkiem, a potem już całą gębą. Teraz ten Kościół, rozparty na stęchłych piernatach najgorszych tradycji międzywojennej prawicy, ma ostatnie słowo.... Krytyka księdza to atak na cały Kościół, a więc na Polskę i na wszystko co polskie, na polskiego Boga. A kto może podstępnie godzić w serce Polski ? To oczywiste: Żydzi i masoni. Polska jest znów przedmurzem chrześcijaństwa.....”

"Wizja sprzed lat, że Polska może wejść do Unii Europejskiej, wpierw Kościół przeraziła. Obawiano się, że kraj straci narodowy charakter... Ale kiedy okazało się, że z Unii popłynie przede wszystkim rzeka pieniędzy, nastroje się poprawiły. Te pieniądze to między innymi dopłaty do gruntów rolnych. Więc Kościół tak twardo wziął się do odzyskiwania ziem skonfiskowanych mu niegdyś, po wojnie, przez komunistów, że dzisiaj ma ich grubo więcej, niż posiadał przed wojną.
Walka o władzę świecką przybrała kuriozalne wymiary.....Niesłychanie istotnym orężem stały się archiwa zbudowane z papierów, od dziesiątków lat pracowicie produkowanych i gromadzonych przez tajne służby. Ich wartość nie podlegała dyskusji i była niepodważalna. Nie dopuszczano nawet możliwości, że jakieś akta mogą być sfałszowane. Poza tymi, które dotyczyły Kościoła......”

I jeszcze: mamy czasy...:
„....kiedy nawet byli dygnitarze partii komunistycznej chełpią się swoją głęboko zakamuflowaną działalnością opozycyjną.”
Niestety, to wszystko prawda. Lubię Andermana i dlatego przewiduję kontynuację tematu, po lekturze następnych jego książek.