Sunday, 9 August 2015

Mirosław J. NOWIK - "Tetetka" Wspomnienie o Teresie Tuszyńskiej

Mirosław J. Nowik - "Tetetka. Wspomnienia
o Teresie Tuszyńskiej"

Nowik (ur. 1960) napisał biografię, o pokolenie starszej, Teresy Tuszyńskiej (1942-1997). Przytacza słowa Kazimierza Kutza:
"Zmarnowano ją. Zmarnowano wszystko. Jej talent, wdzięk, urodę. Wszyscy chcieli wyłącznie brać od niej, ale nie dając nic w zamian".
Tylko, że za formą bezosobową stoją konkretni ludzie, którzy młodziutką dziewczynę rozpili, wykorzystali seksualnie i cynicznie doprowadzili do ruiny w wieku 21 lat. I pies im mordę lizał, bo była moją rówieśniczką i mego pokolenia gwiazdą, lecz my byliśmy za młodzi, więc tylko jako bierni obserwatorzy przypatrywaliśmy się degrengoladzie szerzącej się w "SPATiF"-ie, "Kameralnej" czy u "Dziennikarzy". A z kim się zadawała, częściowo Nowik opisuje. To grupa samców średnio starszych o 10-12 lat. Jej "odkrywcą" tj 16 – letniej panienki, która edukację zakończyła na pierwszej klasie liceum, był Wiernicki (ur. 1931). Nie rozumiem, co ma autor na myśli, mówiąc o zdobywaniu "obycia wśród starszych od siebie kolegów"(str. 50) przez szesnastoletnią siusiumajtkę z ukończoną z wielkim trudem szkołą podstawową? Po co ta obłuda? Chodzi przecież o wódę i seks.
Zacznijmy od tego, że Nowik nie wyczuwa atmosfery lat, kiedy Tuszyńska wchodziła w "dorosłe" życie. Pisze: (str. 25)
"Warszawa połowy lat pięćdziesiątych bawiła się na wielu imprezach plenerowych w rytmach przebojów Marty Mirskiej, Mieczysława Fogga, Chóru Czejanda, Reginy Bielskiej, Janusza Gniatkowskiego i Olgierda Buczka.."
Tylko, że to nas nie interesuje, bo "w połowie" Tuszyńska i ja byliśmy dziećmi, a po "połowie" był Polski Pażdziernik, wiec poparcia dla Gomułki i kardynała Wyszyńskiego, i powiew wolności, której symbolem stał się JAZZ. W 1958 roku, w pierwszej "Stodole", mieszczącej się w baraku pozostałym po "towarzyszach radzieckich", którzy zbudowali nam PKiN, grał na przemian sekstet i septet Zabieglińskiego, a w Hybrydach - cała śmietanka polskiego jazzu.
Dwie strony podaje przyklad niesurbodynacji uczennicy Tuszyńskiej, która w semestrze (nie było semestrów, a okresy): (str. 26)
"..nie była obecna na czterdziestu godzinach lekcyjnych.."
Toż to wyjątkowo pilna uczennica, bo ówczesna młodzież, poza klasowymi kujonami, wagarowała notorycznie. Pisze o dyscyplinie szkolnej i wyrabianiu "zdrowego kręgosłupa moralnego" i co gorsza super kosmiczne bzdury: (str.27)
"Chodzenie do kawiarni i na zabawy inne niż szkolne było zdecydowanie naganne. Uczeń powinien siedzieć w domu i się uczyć.."
podczas, gdy w szkołach rządził rock and roll, kawiarnie były pełne szkolnej młodzieży, (już w godzinach rannych – wagarowicze!), jak np sławny "Sułtan" w piwnicy, na Saskiej Kępie, a po lekcjach (lub w czasie), do dzisiaj wspominane przez Gąsowskiego "prywatki". Po latach "stalinizmu" Polska zachłysnęła się odwilżą, pozorem wolności, a w korzystaniu z niej przodowała młodzież. TO JEST ISTOTNE, bo ten "luz" sprzyjał demoralizacji "piętnastek" i "szesnastek", które kiedykolwiek indziej miałyby problem z dostaniem się do studenckiego klubu czy nocnej knajpy.
W książce brak solidnych przypisów, a przecież, gdy się pisze: (str. 28)
"...Często bawiła się w Stodole, tańczyła z Heniem Melomanem..."
...to aż się prosi, by wyjaśnić kto zacz. A była to kultowa postać tamtych lat, bo nobilitowała go tj Henryka Kurka, już praca w raczkującej telewizji, do tego był najpopularniejszym "pedałem" (nie używało się "geja" czy "homoseksualisty") młodego pokolenia, ale przede wszystkim mistrzem młodzieżowego tańca, szczególnie z piękną Mariolą. Bo starym "pedziom" przewodzili dalej Iwaszkiewicz i Waldorf, a młodym - Henio. Tu, muszę dodać, że Henio był wyjątkowo miłym, kulturalnym facetem, przez wszystkich lubianym i jako taki przeszedł do legend Warszawy.
Następny szok powoduje str.50:
"Ówczesny świat młodych polskich artystów rządził się swoimi regułami. Zwykle nie obchodziła ich polityka. Nawet nie bardzo orientowali się, kto właśnie jest premierem czy ministrem jakiegoś resortu. Wielu kompletnie to nie obchodziło..."
Absurd! Polityka dominowała; elitę, szczególnie "Hybryd" stanowiła młodzież wywodząca się z elit PRL-u. Jednocześnie Gomułka zaciskał pasa, a CENZURA szalała; szczególnie egzystencja młodego "artysty" zależała od cenzora i politycznych koneksji. Przecież nawet obecnie opluwany Urban znalazł się na "cenzurowanym" i miał zakaz druku. A kim byli 30-35 – letni uwodziciele, przepraszam – promotorzy Tuszyńskiej, bywalcy SPATiFu i Kameralnej ? Nietykalną "ELYTĄ", proszę Państwa, komunistycznej Polski. Do tego, właśnie w tym czasie zaczęła się walka "natolińczyków" z "puławianami", czym żyła cała Polska.
Siedemnastoletnia Tuszyńska trafia pod opiekę sławnej Jadwigi Grabowskiej (1898-1988), o której koneksjach Nowik nic nie pisze. A warto by, bo była JEDYNĄ w PRL-u, która młodziutkie, zielone dziewczyny zabierała w podróże do Paryża.
Na stronie 52 mamy:
"..."bączku" piwa lub kieliszku zielonogórskiego wina..."
Skąd autor to wziął ? Rzecz się dzieje w mojej Warszawie, piwo pije się u Józka bądż Mońka, ale nikt nie zna "bączka"; wina dominują węgierskie, bułgarskie i gruzińskie, a zielonogórskiego nigdy nie widziałem, bo krajowe "alpagi" były z Warki.
Wspominki starych samców o zachwycie aktorstwem Tuszyńskiej w 1959 r, gdy była siedemnastoletnią amatorką są żenujące i świadczą tylko o ich nadmiernym pobudzeniu seksualnym na skutek pojawienia się wyjątkowo ładnej i zgrabnej małolaty. A, że imponowała świeżością? Owszem, ale na ich tle, zblazowanych trzydziestoletnich starców.
A w ogóle po co tworzyć mity? Wspaniała, piękna dziewczyna, zniszczona przez "środowisko", zapamiętana z jednej roli, zagranej w wieku 17 lat, w dodatku z postsynchronem, w "Do widzenia, do jutra"
Tuszyńska fortuny nie zbiła, bo była amatorką, jak Himilsbach, który czuł się zawsze pokrzywdzony, gdy zarabiał mniej od Maklakiewicza (dla przykładu: za dzień zdjęciowy Janek – 900 zł, a Zdzisiek – 1500 zł). Jakże błędnie Nowik pisze: (str. 82)
"..Piękni, młodzi, popularni, pewni wspaniałej przyszłości..."
Wprost odwrotnie, bo wszystkim, nawet Polańskiemu, Cybulskiemu czy Kobieli, doskwierała NIEPEWNOŚĆ jutra.
Dalej plotki, ploteczki na temat m. in. Czyżewskiej i całego środowiska, aż na str. 118 istotna informacja:
"Rok 1959 to dla Teresy okres intensywnego życia i gwałtownych uczuć..."
To prawda, i w tym problem, który ja nazywam demoralizacją uroczej siedemnastolatki i początkiem staczania się w dół. Niestety, nie znajduję w książce słowa potępienia dla sprawców tej degrengolady. Jednego z nich szczególnie zapamiętałem, bo przychodził do "mojego" "Sułtana", coraz to z nową siksą; to Pawlikowski, a inny, amator małolat do dzisiaj ucieka przed amerykańskim systemem sprawiedliwości.
Ale odnajduję jednego przyzwoitego człowieka, to Kazimierz Kutz, którego wypowiedzi są odpowiedzialne i merytoryczne. Str.123:
"..Myślę, że jej wyzywający stosunek do mężczyzn brał się z faktu, że była nieustannie molestowana. Była to jej samoobrona..."
Dalsza historia jest żenująca i nie rozumiem jakiemu celowi mają służyć opisy, nazwijmy to delikatnie, swobody seksualnej, jaka propagowała Tuszyńska. Dojechałem do końca z dużym niesmakiem, bo po co komu te wszystkie brudy? Tania sensacja dla małych...