Friday, 31 July 2015

Jacek DEHNEL - "Matka Makryna"

Jacek DEHNEL - "Matka Makryna"

Zacznę od wzmianki z Wikipedii:
"Makryna Mieczysławska, właśc. Irena Wińczowa (zm. 11 lutego 1869 w Rzymie) – fałszywa zakonnica katolicka. W 1845 roku przybyła do Paryża, gdzie podała się za przełożoną klasztoru bazylianek w Mińsku, zlikwidowanego na rozkaz prawosławnego biskupa Józefa (Siemaszki)...... ...Osiadła w Rzymie, gdzie cieszyła się ogromną popularnością i szacunkiem wśród polskich emigrantów. W 1849 roku została przełożoną utworzonego specjalnie dla niej klasztoru w Rzymie. Rosyjska dyplomacja dwukrotnie wydawała noty zawierające sprostowanie faktów podawanych przez kobietę i dowodzące, że jej historia była całkowicie zmyślona. Zarówno jednak polska emigracja, jak i zachodnioeuropejska opinia publiczna, dawały wiarę Mieczysławskiej. Bohaterką poematu uczynił ją Juliusz Słowacki...".
No to, podziwiam odwagę Dehnela, że wziął się za taki kontrowersyjny temat. Co gorsza, na Culture.pl (z 17.11.2014, wywiad Agaty Szwedowicz) czytam:
"Odwiedzał ją Mickiewicz, Słowacki napisał o niej poemat. 50 lat po jej śmierci dowiedziono, że była oszustką. "To opowieść o tym, jak dajemy się wodzić za nos, zwłaszcza gdy w grę wchodzi zbitka pojęciowa 'Polak-katolik'" - mówi Jacek Dehnel o swojej najnowszej powieści".
Cha, cha, no i masz Dehnel, doczekałeś się!! Nie ruszaj "Polaka-katolika" i ciesz się z oceny 6,62, to o klasę niżej od "Balzakiany" (6,87) i dwie klasy od znakomitej "Lali" (7,04). Polecam Państwu wspomniany wywiad, jak i szeroką, bardzo udaną recenzję na LC - "Katrin".
Dehnel przyjął początkowo konwencję dwóch równoległych wspomnień: fałszywej Makryny oraz oszustki Wińczowej. Najciekawiej się robi, gdy pseudozakonnica trafia w centrum Wielkiej Emigracji. W Paryżu adaptacja była łatwa: (192 z 658)
"....na początek starczyło powtarzać "Bóg" i "Polska", "Moskale" i "męczeństwo", a w różnych porządkach, a łzy już w oczach stawały..."
Ryzykant Dehnel chce chyba zostać męczennikiem, skoro szarga narodowe świętości, czyli kult polskiego cierpiętnictwa, na którego czele był m. in. Mickiewicz: (196,4)
"Najpierw był światek polski, gdzie wszyscy ścierali się ze wszystkimi: przesiadywali do nocy, roztrząsając drobiazgowo, kto lat temu piętnaście dobrze prowadził szarżę, kto gorzej, kto zdrajca i chodzi na pasku Moskali, kto pewnikiem srebrne rubelki bierze od rosyjskiego posła, a kto - to zawsze o samym sobie - szczery patriota; jedni gardłują o wolności dla chłopów, inni - o przebóstwianiu się w anioły; ci rozmodleni, tamci rozżaleni..... ...płaszczą się, spiskują jedni przeciw drugim... ...Zresztą tu każdy, jeden w drugiego, knuje, planuje, snuje projekta, jak Polskę wskrzesić. A wszystko to pustota, wszystko to z nudów, bo siedzą tu, wybiedzeni, wymęczeni.. ..wszyscy niemal bez kobit.."
Nie mógł autor pominąć Towiańskiego: (200)
"....To był ten ich mistrz? Ten co to po ślubie z żoną somnabulką, trzy noce na smętarzu przepędził i duchy z trumien wywoływał, żeby się państwu młodym wszystko ułożyło? Ten, co jeszcze w Wilnie głosił, ze kobity są dobrem wspólnym, należy się nimi dzielić i udostępniać wzajem, przez co go zamknęli u czubków i leczyli na nieszkodliwą manię?..."
Nim powrócę do sprytnej Żydówki pseudo-Makryny, wspomnę, że od zawsze fascynował mnie Frank Jacob (1726-1791), czyli Jankiel Lejbowicz, który zadrwił, oszukał i ośmieszył "czarnych", ale przyznać muszę, że Makryna czyli Irena Wińczowa, go przebiła.
Makryna zadomowiła się w Paryżu, a brak znajomości francuskiego zakryła patriotyzmem, który wskutek zniewolenia Polski, nie pozwala jej na posługiwanie się obcymi językami. Dehnel wykorzystał Makrynę do rozprawienia się z całą emigracją, a szczególnie ze Słowackim, którego nazwisko bohaterka zniekształca na wszelkie możliwe sposoby.
A w ogóle, co ja będę marudził, kiedy już sama historia Makryny jest ekstremalnie ciekawa, do tego Dehnel ma świetne pióro, a w dodatku jest inteligentny i to w sposób, który lubię. A co ona narozrabia w Rzymie, sami Państwo doczytajcie.