Thursday, 13 August 2015

Michał WITKOWSKI - "Fototapeta"

Michał WITKOWSKI - "Fototapeta"

Opublikowana w 2006, rok po "Lubiewie". Sedno tego nieudanego przedsięwzięcia trafnie przedstawił Dariusz Nowacki na wyborcza.pl:
".."Fototapeta" jest i zarazem nie jest najnowszą książką Michała Witkowskiego. Autor zgromadził w niej opowiadania opublikowane w prasie literackiej przed ukazaniem się sensacyjnego "Lubiewa", kolekcję uzupełnił dużym fragmentem zaniechanej powieści "Psie Pole". Innymi słowy, wyczyścił swoją szufladę, zapewne do samego dna.

Małostkowością byłoby jednak zgłaszanie pretensji, że zamiast nowego dzieła dostajemy ścinki. Witkowski, nawet gdyby bardzo chciał, w ciągu ostatniego roku nie mógł napisać niczego nowego, ponieważ nazbyt był zajęty konsumowaniem owoców wielkiej, zupełnie nieprawdopodobnej sławy..."

No i mamy osiem "kawałków", bardzo różnych. Z pierwszego z 2001 r., odnotowałem zwrot: "włosów mam jak mysz na cipie". Drugi z 2006 r. o wycieczce do ZSRR: temat zgrany, a autor poza wulgarnością niczym nie imponuje. Natomiast w trzecim, z 2002 r., mnie podpada, bo plucie na komunizm urodzonemu w 1975 nie przystoi, bo nigdy nie miał z nim do czynienia, a po tragicznym okresie do 1956 i zawiedzionej nadziei lat 1956 – 1970, mieliśmy wyrażną poprawę w latach siedemdziesiątych, z której nie umieliśmy skorzystać. Zdenerwowało mnie szczególnie zdanie dotyczące lat osiemdziesiątych (str. 116):
„Wyrzucanie tych niesmacznych kanapek z kiełbasą, w której więcej tłuszczu niż mięsa. Gdziekolwiek, byle wyglądało na to, że się je w szkole zjadło..”
To chłopcu z dobrobytu we łbie się przewróciło, bo wprawdzie minęły czasy, gdy tow. Wiesław szczycił się, że jada tylko salceson, ale kiełbasa dalej była rarytasem. W dodatku autor – bohater chwali się rodziną inteligencką, czyli szczególnie wygłodzoną na skąpych 2,5 kg kartkach miesięcznych, w porównaniu z 4 kg dla fizycznych. Tytuł tego żałosnego trzeciego kawałka „Mosina”, pochodzi ze starego (XIX w) powiedzenia, szczególnie aktualnego w pierwszych dekadach PRL-u, tj „elegantka z Mosiny”, ironicznie, podkreślającego zaradność polskich kobiet, które starały się być eleganckie mimo braku wszystkiego. Bardziej jednak ten tytuł pasuje do wysiłków autora, który starał się być dowcipny i ironiczny, a wyszedł humor z Mosiny.
Proszę Państwa, czasu przede mną coraz mniej, więc przerywam lekturę w połowie, bo nie mogę go więcej marnować na ten bełkot, a jest mnie szczególnie przykro, bo polubiłem Witkowskiego czego dałem wyraz w swoich ocenach (2 razy po 9 gwiazdek)