Monday, 3 August 2015

Inga IWASIÓW - "Bambino", "Ku słońcu"

Inga IWASIÓW - "Ku słońcu"


Inga IWASIÓW /ur.1963/, profesor Uniwersytetu Szczecińskiego, literaturoznawczyni, krytyczka literacka. Wydała dziewięć książek, o dziewięć za dużo. Również na LC nie zdobyła uznania, gdyż żadna z książek uhonorowanych licznymi opiniami nie sięgnęła pułapu 7 gwiazdek. Co gorsza podpadł mnie przez nią, mój ulubiony profesjonalista Michał Paweł MARKOWSKI, pisząc o jednej z jej książek następująco:
„ ‘Ku słońcu’ to książka, która swą mądrą skromnością dystansuje wiele fałszywych fajerwerków w polskiej literaturze”.

Co to znaczy? Odczytuję to jako pochlebstwo, by nie użyć brzydkiego określenia „kolesiostwo”. Szczęśliwie, po namyśle, widzę to jako nic nie mówiący, gest dżentelmena wobec „koleżanki” z branży.

Nim przystąpię do oceny twórczości Iwasiów, winny jestem wyjaśnić, czemu jej książki wziąłem do ręki. Otóż, „Tygodnik Powszechny” zamieszczał jej recenzje, które skrupulatnie czytałem. Dowiedziawszy się o książkach jej autorstwa, postanowiłem sprawdzić czy własna twórczość pani profesor upoważnia do ostrej krytyki innych. Oczywiście, np krytyk muzyczny nie musi być kompozytorem, lecz jeśli już nim jest, to winien te same kryteria oceny stosować wobec twórczości własnej i innych.

W „Ku słońcu” zainteresowała mnie tylko trafna ocena polskich pisarek: (str. 216)
„Każda kandydatka … ma nieusuwalne felery: skłonność homoerotyczna i kłopoty z dziećmi Konopnickiej; zdrada męża oraz ideału Matki Polki Orzeszkowej; frywolność Nałkowskiej; biseksualizm Dąbrowskiej; wariactwo na tle kobiecości Komornickiej; kazirodczy związek Przybyszewskiej z ojcem”.

Fajne, ino, że Dąbrowską bardziej kompromituje list kondolencyjny po śmierci Stalina, co szokuje szczególnie ze względu na związek z Mistrzem Loży masońskiej, Stanisławem Stempowskim. Co do nieznanej mnie Komornickiej, to jest to Maria /1876-1948/, pisarka modernistyczna, autorka „Baśni, Psalmodii”. Podobało mnie się również podkreślenie „prowincjonalności polskiej kultury”. Niestety. Pozytywów to koniec.
Bełkotliwe, nudne opowieści żenują brakiem znajomości realiów PRL-u. Urodzona w 1963 roku autorka nie zna ich z autopsji (jak ja, starszy o 20 lat), a do poczytania o nich się nie przyłożyła. Porównanie z Tyrmandem czy Hłaską ujawnia fałszywy obraz z jej książek. Szerzej o tym w recenzji „Bambino”.
Ale clou moich krytycznych wywodów dotyczy poniższego cytatu z omawianej książki, książki adresowanej do „szerokiego” czytelnika:
„....zamiast nomadyzmu wyzwalała lokalność jako kategorię opisu. Dawała się czytać feministycznie, postkolonialnie, politycznie (w sensie foucaultowskim i rancierowskim, dodawano) i zarazem hermeneutycznie”.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że dla normalnego, przeciętnego czytelnika to BEŁKOT.
Pani Profesor! Proszę zostać przy recenzjach i działalności dydaktycznej.


Inga IWASIÓW - "Bambino"

Inga IWASIÓW /ur.1963/, profesor Uniwersytetu Szczecińskiego, literaturoznawczyni, krytyczka literacka. Więcej wiadomości i w ogóle szersza recenzja przy jej „Ku słońcu”. Tutaj króciutko to, czego tam nie ma.
Zadowolony jestem bo dowiedziałem się co to jest MARMIT występujący w obu powieściach. Marmit ta maż na kanapki, skondensowana przyprawa maggi.
Ale na tym moja radość się kończy, bo "Bambino" to bełkotliwa, nudna opowieść, żenująca brakiem znajomości realiów PRL-u. Urodzona w 1963 roku autorka nie zna ich z autopsji (w przeciwieństwie do mnie, starszego o 20 lat), a do poczytania o nich się nie przyłożyła. Pominę problematykę polityczną i społeczną, bo porównanie jej radosnej twórczości z Tyrmandem czy Hłaską wszystkie nieścisłości ujawni, a zajmę się tytułowym "Bambino", w znaczeniu marki gramofonu. W książce czytamy:
"W 1969 to nowość... ...matka odtwarza Karin Stanek.."

Kompromitująca wpadka, bo ja „Bambino” kupiłem w roku urodzin autorki tj w 1963, a Karin Stanek poznałem w Sopocie rok wcześniej, gdzie przy wejściu na molo Czesław Wydrzycki (Niemen) śpiewał „Głęboka studzienkę”. Szczyt gwiazdorstwa Stanek to rok 1963, a w 1969 mało kto o niej rozmawiał.
Ale to drobiazg, bo cała książka to bełkotliwa chała, i dlatego proponuję Pani Profesor skupić się na działalności dydaktycznej i recenzenckiej.