Tuesday, 25 August 2015

Wacław RADZIWINOWICZ - "Gogol w czasach Google'a"

Wacław RADZIWINOWICZ - "Gogol w czasach Google'a"
Korespondencje z Rosji 1998-2012

Radziwinowicz (ur.1953), dziennikarz "Gazety Wyborczej", od 1997 korespondent jej z Moskwy, za omawiany zbiór reportaży (2013) mianowany do Nike 2014, laureat Nagrody Fikusa 2014. Wstęp, rekomendujący książkę, napisał sam Adam Michnik, a to dla mnie znaczy wiele. Warto go przytoczyć:
"Smakujemy Rosję, rozpoznajemy jej zapach i dźwięk: kraj o tragicznej przeszłości, trudnej i złożonej teraźniejszości, niepewnej przyszłości. I taka ona jest – Rosja, dziwny kraj ludzi okrutnych i podłych, ludzi szlachetnych i genialnych, ludzi dobrych.
Kraj pełen zagadek. Zastanawiał się Mickiewicz w "Dziadach", co będzie:
"Ale gdy słońce wolności zaświeci,
jakiż z powłoki tej owad wyleci?"
Ciągle stawiamy sobie, wraz z Wackiem Radziwinowiczem, to pytanie..."

Nim przejdę do zasadniczej recenzji poruszę to, co w Polsce zwykliśmy nazywać „obrazą uczuć religijnych”. Radziwinowicz naśmiewa się z afery z „Pussy Riot” (str.671):
„- „Puśki”, jak się je nazywa w Rosji, weszły do moskiewskiej katedry 21 lutego. Tam zrzuciły z siebie „skromne” kurtki i chustki i w kusych kolorowych sukienkach, rajtuzach i pstrokatych kominiarkach przeskoczyły przez barierki okalające przestrzeń wokół ołtarza, gdzie wstęp dla kobiet jest surowo zabroniony, i tam tańczyły oraz – jak opowiadali świadkowie oskarżenia – wykrzykiwały „ordynarne słowa” i „bluźnierstwa”. Jakie konkretnie, zszokowani tym, co widzieli, świadkowie powtórzyć nie potrafili.."

Ciekawe, czy Radziwinowicz przeciwstawiłby się potępieniu polskiego Episkopatu, gdyby to miało miejsce w warszawskiej Katedrze św. Jana? Dobry humor go nie opuszcza i śmieje się, że Cerkiew nie akceptuje Tołstoja, którego słowa sam przytacza (str.605):
"Pisarza za hardego grzesznika uważa do dziś Cerkiew. 110 lat temu wykluczyła go z grona wiernych. A on nie tylko się nie ukorzył, lecz nawet odpowiedział zuchwałym listem, pisząc: „To, że wyrzekłem się Cerkwi nazywającej samą siebie prawosławną, jest absolutną prawdą. To, że odrzucam Trójcę niepojętą i niemającą żadnego sensu w naszych czasach bajkę o upadku pierwszego człowieka, bluźnierczą historię o Bogu urodzonym przez dziewicę dla odkupienia ludzkości, to też absolutna prawda”. Tego hierarchowie do dziś wybaczyć mu nie mogą. Kilka lat temu patriarcha Aleksy II mówił, że pisarza można by przywrócić na łono Cerkwi tylko wtedy, gdyby sam zmienił stosunek do jej nauki. A hrabia od 100 lat niczego już przecież zmienić nie może."
I znów porównawczo odwołam się do katolicyzmu, tylko, że teraz już do Kościoła Rzymskiego i jego doktryny, a w dodatku, a raczej przede wszystkim, do DOGMATU całego chrześcijaństwa. Czy to wierni mogą przełknąć? Jeśli nie, to o co panu chodzi, panie autorze?
Nie jestem religijny, dlatego „te” sprawy chciałem mieć z głowy, a teraz mam i mogę przejść „ad rem”.
Niestety, srodze zawiodłem się na tym zbiorze korespondencji, reportaży czy felietonów (obojętne jakby je nazwać), lecz to chyba z powodu mojego wieku, bo ja to wszystko znam. Ale nim przedstawię zarzuty podzielę się tym, co mnie zaciekawiło, rozbawiło bądż wzbogaciło.
Już na pierwszych stronach znajduję słowa, które brzmią jak motto do opowieści o narodzie rosyjskim (str.26)
„– Tak, pana nam trzeba, srogiego pana, żeby porządek trzymał....”
Śmieszy mnie wywód autora o niebezpieczeństwie dla Rosji płynący z osadnictwa chińskiego na wschodnich rubieżach Rosji (str,ok.150). Śmieszy tym bardziej, że mieszkam w Kanadzie, gdzie Vancouver już opanowali Chińczycy, a w Toronto strzyże mnie Chińczyk za 6$, zamiast od 15$ wzwyż, a dwie milutkie Chineczki robią mnie pedicure i manicure za 30$, zamiast od 45$ wzwyż. Jeśli zdarzy mnie się zamówić jedzenie, to też od konkurencyjnych Chińczyków. Po prostu: wolny rynek.
Z kolei, ubawił mnie Radziwinowicz opinią Politkowskiej (1958-2006, - utopiona w wannie) z 2002 roku, o Putinie (str.210):
„– On wygląda na mężczyznę niechcianego. Żal mi go nawet, ale bardziej żal kraju, na czele którego stoi mężczyzna, którego nie kochały kobiety. Michaiła Gorbaczowa kochały bardzo. Borysa Jelcyna w młodości, zanim zaczął chorować, też.”
W okolicach strony 310, autor naśmiewa się z kultu Susanina. Sądzę, że część z Państwa nie zna go, więc ułatwię poznanie cytując Wikipedię:
„Iwan Osipowicz Susanin.. ..rosyjski bohater narodowy. Jak głosi legenda, został wynajęty przez jeden z polskich (lub litewskich) oddziałów wojskowych zimą 1612-13 w charakterze przewodnika, celem doprowadzenia do ukrywającego się we wsi cara Michała Fiodorowicza. Susanin, nie chcąc zdradzić miejsca pobytu cara, zaprowadził Polaków w błotnisty las, gdzie został przez nich za karę zamęczony na śmierć... ...Iwanowi Susaninowi i jego bohaterskiemu czynowi jest poświęconych kilka dzieł malarskich, jak również literackich i muzycznych; do najbardziej znanych należą opera Mchała Glinki "Życie za cara" (1836), opera Catterino Cavosa "Iwan Susanin" oraz dramat Nikołaja Polewoja "Kostromskie lasy"...."
Odczucie, które podzielam, znalazłem na str. 528:
".... rzygać mi się chce, kiedy mam do czynienia z debilami, którzy w duszy nie mają nic poza pustym gadaniem o »wielkości« swego narodu”.
Teraz ciekawostka o popularnym Akuninie: w trakcie konfliktu z Gruzją (str.419):
"Policja podatkowa zamknęła te stołeczne kasyna, których właścicielami byli Gruzini. Przyczepiła się nawet do jednego z najbardziej dziś cenionych pisarzy rosyjskich, który za literackim pseudonimem Borys Akunin „ukrywa” swoje prawdziwe gruzińskie nazwisko Grigorij Czchartiszwili"
I o wódce (str.491):
"Inny ulubiony przez Rosjan produkt to, zgodnie ze starą tradycją, wcale nie „wodka”, ale „chlebnoje wino”. Na etykietkach produkowanego w Rosji Smirnoffa drukowana jest właśnie ta dawna nazwa mocnego trunku. Brała się stąd, że chleb to po rosyjsku i chleb, i ziarno zboża. Więc wódka, produkowana tu właśnie z żyta, od cara Piotra I do czasów Dmitrija Mendelejewa, który opracował teoretyczne zasady jej produkcji, nazywała się właśnie chlebnym winem."
Odnotowałem jeszcze współczucie autora dla córki Stalina, Allilujewej, ktora umarła ponoć w nędzy (str.610):
"Żyła w biedzie, bo miliony, które zarobiła na książkach, roztrwoniła...."
Skoro roztrwoniła.... A jeszcze coś podobnego do nas: (str.380):
"Buntownik zasiadł na Kremlu.
I szybko przestał być ulubieńcem narodu. Teraz to on odpowiadał za narastający chaos, bandytyzm na ulicach rosyjskich miast, za rosnącą biedę..".
Plusy kończę wspomnieniem ciekawego reportażu o Ludmile Aleksiejewej.

Rozumiem, że jest to zbiór reportaży z wielu lat, tylko, czy wszystkie musiały tu się znależć?: czy musiano kierować się chronologią pisania? Co najmniej jedna trzecia wydaje się zbędna, a wiele innych mnie nie śmieszy. Bo co mnie obchodzą nie wykryci sprawcy morderstw, kiedy czekam na ujawnienie morderców np Papały? Nie bawią mnie tortury w Czeczeni, gdy mam pod nosem Guantanamo, a pamietam też zboczeńców w Iraku. A korupcji policjantów, kto w Polsce nie doświadczył? Z kolei tragedia w Biesłanie i uzasadniona nienawiść po niej, to małe piwo w porównaniu z oskarżeniami Macierewicza po katastrofie smoleńskiej.
Sześć gwiazdek, bo spodziewałem się czegoś ciekawszego i dopracowanego.