Tuesday, 11 August 2015

Urszula LEDZEWICZ - "Gorsze uczucia"

Urszula LEDZEWICZ - "Gorsze uczucia"

Znalazłem, że Ledzewicz prowadzi zajęcia na Uniwersytecie w Illinois, że skończyła matematykę na Uniwersytecie Łódzkim w 1979, a doktorat obroniła w 1984, z czego dedukuję, że urodziła się około 1956 roku. Wyczytałem też, że ta książka jest o "skomplikowanej miłości".
Nie wiem, co to „skomplikowana miłość”, wiem natomiast, że mamy pederastę usuniętego ze szkoły, dwie lesbijki, niewierną żonę, łajdaka seksualnego niszczącego małżeństwo, a w tym parę oszustów biorących fikcyjny ślub, by przykryć swoje niecne czyny, no i rogacza. Ani jednej normalnej osoby, bo jedyna jaka była to umarła na raka. Mamy jeszcze intelektualne rozmowy lesbijek o mumiach i filozofii no i trzy trupy. Nie bardzo wiem po co autorka tak się trudziła z pisaniem pierwszej, żenująco schematycznej pierwszej części, bo druga rozmachem pierwszą przyćmiewa.
Zaczyna się od kilku tysięcy ofiar niedobrych Arabów, którzy zniszczyli WTC, a potem mamy wojnę w Iraku, w której nie wiadomo kto z kim walczy. Bo według autorki istnieje (str. 152) jeden naród arabski, zhańbiony atakiem na WTC, a w Iraku ginie „dobra” ciężarna Arabka, siostra bohaterki oraz też „dobry” Arab, żołnierz amerykański, który popełnia samobójstwo, by nie strzelać do ziomków. Przypomnę więc, że choćby w I w. św. Polacy wcieleni do trzech armii, głównie strzelali do siebie, a w dodatku byli tego samego wyznania. Tutaj, w Iraku, o tym, że Amerykanie wsparli szyitów przeciw sunnitom Saddama, autorka nie wie, bo przecież dla niej istnieje tylko jeden wspomniany naród arabski. Ale to wszystko drobiazg, bo zgodnie z przewidywaniami, kończy książkę ckliwy, super szmirowaty happy end, wszyscy się nawracają (nie powiedziane na co?), przebaczają sobie, stają się tolerancyjni, a formalny muzułmanin oddaje swoją katolicką(??) nerkę mamuśce, która już nie tylko marzy o niańczeniu muzułmańskich wnuków, ale i o przytuleniu córki lesbijki, co dom rodzinny hańbą okryła.
Usiąść i płakać!! Ku przestrodze podaję: Wydawnictwo Nowy Świat.
PS Obraz „arabów” pani doktor z Illinois, jest całkiem różny od mojego, w którym przebywam od 25 lat wśród wyznawców islamu wywodzących się z Afganistanu, Albanii, Bangladeszu, Pakistanu, Indii, Iraku, Iranu, Egiptu, Somalii, Syrii, Kosowa i in. oraz olbrzymiej grupy Afro-Amerykanów, którzy coraz częściej stają się muzułmanami.