Thursday, 3 July 2014

Wilhelm DICHTER - "Szkoła bezbożników"

Wilhelm DICHTER - “Szkoła bezbożników”
Antoni Libera w interesującej książce pt „Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie” poświęcił jeden z rozdziałów Dichterowi. To mnie skłoniło do ponownego sięgnięcia po omawianą książkę. Rozpoznałem na niej własną adnotację: „Słabe, nie czytać”. Mimo to przeczytałem i nie żałuję. Bo książka DOBRA, choć zdenerwowała mnie okrutnie.
Wydawało mnie się, że już jakieś 40 lat temu, zwalczyłem w sobie antysemityzm wyssany z mlekiem matki i nabyty w realiach PRL-u. Niestety, w trakcie lektury tej książki o luksusach z jakich korzystała żydowska elita PRL-u powracają demony.
I znów odczytuję książkę inaczej niż panowie redaktorzy. To nie jest książka o fascynacji komunizmem; jest to książka o poszukiwaniu przez Żydów swojego miejsca w Polsce powojennej. Idee fixe wygłasza Kamila: /str.63/
„. Są trzy sposoby pozbycia się Żydów: asymilacja, Madagaskar i Oświęcim.”
„Żydzi na Madagaskar” przerabialiśmy w II RP, w czasie II w.św. - Holocaust, pozostaje więc asymilacja, którą notabene autor po wielu latach przegrywa, skoro zostaje zmuszony do wyjazdu z Polski po marcu 1968 r. Matka bohatera wyrażnie stwierdza: /str.83/
„-W mojej rodzinie nie było komunistów - powiedziała zimno”
Naiwni Polacy czekają na Andersa na białym koniu, by wyzwolił Polskę z „niewoli bolszewickiej”, a Żydzi dostosowują się do nowych warunków i obejmują strategiczne wakaty w każdej dziedzinie życia. Wraz z tym odnawia się polski antysemityzm, tylko, że tym razem uzasadniony, bo przeciw PRL-owskim elitom. Nauką rządzi „krwawa Luna” Brystygierowa, życiem kulturalnym Borejsza /prawdziwe nazwisko Goldberg/, a jego rodzony brat Różanski jest głównym oprawcą Polaków w kazamatach bezpieki. Biuro Polityczne KC jest od początku do końca zażydzone, a o losach Polaków decydują Żydzi Hilary Minc i Jakub Berman. Wg raportu płk Nikołaja Seliwanowskiego skierowanego do Ławrentija Berii, Żydzi stanowili 50% kierownictwa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Wszyscy byli KARIEROWICZAMI, bo prawdziwych Żydów-komunistów skupionych w KPP, Stalin wymordował przed wojną.
I nasz bohater sowicie korzysta z przywilejów jakie zdobył dziadek i konkubinat matki:, jeżdzi do szkoły „demokratką”, z mamusią, która tak nie lubi komunistów, do Sopotu i Karpacza, wcina najlepszą czekoladę i ma ołówek H5.
Jednocześnie autor nie ukrywa swoich poglądów o Polakach: /str.123/
„... potrzeba było stu Polaków, aby uratować jednego Żyda, lecz wystarczył jeden, aby wydać stu..”.
Nie widzę, jak panowie redaktorzy zmiany mentalności bohatera wskutek miłości /??!!!/. On jest otoczony Żydami wszelkiego pokroju, o najprzeróżniejszych poglądach, a gdy powstaje państwo Izrael w 1948 r. wzmaga się trend syjonistyczny i zaczyna się emigracja Żydów do nowego państwa. Sprzyja temu nowa fala stalinowskiego antysemityzmu w ZSRR, wskutek czego i Żydzi w Polsce nie są już pewni swoich stołków. Zaczyna się polityczna walka w Biurze Politycznym KC PZPR, okres prosperity /dla niektórych/ zmierza do końca i dlatego w otoczeniu autora-bohatera przestaje się służalczo wychwalać marksizm dialektyczny i ufać tatusiowi Stalinowi.
Reasumując: jest to książka przedstawiająca świat PRL-u widziany oczami młodego uprzywilejowanego Żyda, którego część otoczenia należy do represyjnego aparatu BOLSZEWICKIEJ WŁADZY. A, że „audiatur et altera pars” /należy wysłuchac i drugiej strony/, to czytajcie. A jak Was krew zaleje, to pamiętajcie, że ostrzegałem.