Tuesday, 7 April 2015

Mariusz URBANEK - "Genialni, Lwowska szkoła matematyczna"

Mariusz URBANEK - "Genialni - Lwowska szkoła matematyczna"

Co ja biedny mam zrobić? Dałem Urbankowi 10 gwiazdek za Tuwima, a to jeszcze lepsze. Nim przejdę do omówienia książki, kopiuję przykład tzw paradoksu omnipotencji, który niesforny uczeń Stefan Banach przedstawił księdzu-katechecie: /str.27/

"Czy Pan Bóg wszechmogący mógłby stworzyć taki kamień, którego nawet on nie mógłby unieść?"

To jeden z najlepszych paradoksów porównywalnych jakie słyszałem, na poziomie szczytowych mistrza Bertranda Russella. I takich anegdot Urbanek przytacza wiele uatrakcyjniając lekturę książki, której tematem jest Królowa Nauk - Pani Matematyka, słynąca ze swojej niedostępności dla wielu.

Praca Urbanka ma kolosalne znaczenie popularyzatorskie, gdyż wiedza przeciętnego Polaka o polskich światowych uczonych ograniczona jest do Kopernika i Curie-Skłodowskiej, której nota bene prawie nikt na świecie nie kojarzy z Polską /Marie Curie, żona Piotra/, gdy tymczasem podziwiani i cenieni są Banach, Steinhaus czy Ulam. Samo nazewnictwo matematyczne jest formą uznania dla matematyków szkoły lwowskiej, co potwierdza np w stosunku do Banacha - Wikipedia anglojęzyczna:

"Some of the notable mathematical concepts named after Banach include Banach spaces, Banach algebras, the Banach-Tarski paradox, the Hahn-Banach theorem, the Banach-Steinhaus theorem, the Banach-Mazur game, the Banach-Alaoglu theorem and the Banach fixed-point theorem".

Fascynujący początek znajomości Steinhausa z Banachem, opisany przez pierwszego:
"Idąc letnim wieczorem r. 1916 wzdłuż plant krakowskich, usłyszałem rozmowę, a raczej tylko kilka słów; wyrazy "całka Lebesgue'a" były tak nieoczekiwane, że zbliżyłem się do ławki i zapoznałem się z dyskutantami; to Stefan Banach i Otton Nikodym rozmawiali o matematyce".

Steinhaus, światowej rangi uczony, współtwórca notacji Steinhausa-Mosera czy twierdzenia Banacha-Steinhausa, wynalazca longimetru Steinhausa twierdzi, że jego największym odkryciem był Stefan Banach.
Fenomen lwowskiej szkoły matematycznej, poza trustem mózgów polegał na tym, że ją tworzyli bogaci i biedni, ziemianie i chłopi, Żydzi i Polacy, abstynenci i pijacy, bo ich rozmiłowanie w matematyce pokonywało wszelkie bariery społeczne.

A nie było to łatwe, choćby ze względu na szalejący antysemityzm:
str.69: "Co kilka tygodni korporacje studenckie organizowały na uniwersytecie "dni bez Żydów", nie wpuszczając studentów pochodzenia żydowskiego na uczelnię.."
str.71: "...ograniczenie do 10 procent liczby miejsc dla studentów niepolskiego pochodzenia.. ..było oczywiste, że chodzi o zmniejszenie na uczelniach liczby studentów Żydów. A ci którzy się dostawali, byli dodatkowo objęci tzw gettem ławkowym /na sali wykładowej mogli zajmować wyłącznie wyznaczone ławki/...."
str.38: "Na polskich uczelniach dominowały środowiska narodowe i na Żydów patrzono niechętnie. Oczywiście mało kto z profesorów przyznawał się do antysemityzmu, ale kiedy dochodziło do głosowania nad nominacją kandydata na wakującą katedrę, okazywało się, że wymagane przez ustawę "kwalifikacje osobowe" uniemożliwiają wybór Żyda. "Zdumiewające, że zawsze znalazł się profesor X, który dokopał się czegoś rzekomo niepochlebnego w przeszłości kandydata, a jeszcze bardziej zdumiewająca była szybkość, z jaką wszelkie wątpliwości znikały, jeśli kandydat miał przejść na wiarę katolicką" - pisał Marek Kac, student i asystent Steinhausa, po wojnie profesor matematyki .. ..na Uniwersytecie Rockefellera w Nowym Jorku".
str.38: "Steinhaus był jednym z niewielu polskich profesorów o żydowskich korzeniach, którzy dla kariery nie zdecydowali się na zmianę wiary".

Książka jest arcyciekawa również ze względu na koligacje rodzinne, w które wprowadza nas autor, jak chociażby, że siostra Steinhausa wyszła za Chwistka, a córka za Jana Kotta. I w tym jest szkopuł, bo jeśli czytelnik nie słyszał o Chwistku, Kott-cie, Kuratowskim, Sierpińskim czy wszystkich matematykach związanych ze szkołą lwowską, to ma problemy z percepcją. Oczywistym również jest, że czytelnicy, którzy chociaż troszkę poznali arkana wyższej matematyki odczują większą przyjemność z tej lektury. Niemniej wartość poznawcza i lekkość podania faktów z życia niedocenionych w Polsce wielkich uczonych pozwala na polecenie tej książki każdemu.