Wednesday, 22 April 2015

F. Scott FITZGERALD - "Wielki Gatsby"

F. Scott FITZGERALD - "Wielki Gatsby"

CZY TO JEST ARCYDZIEŁO ? Podobnie jak z "Buszującym w zbożu" Salingera, postanowiłem zweryfikować swoją ocenę po ponad 50 latach. Wtedy czytałem w amoku wywołanym nagłą dostępnością współczesnej literatury amerykańskiej w PRL-owskich księgarniach.. Po tzw "wielkiej czwórce" /Hemingway, Steinbeck, Faulkner, Caldwell/, tj pojęciu nieznanym poza Polską /bo, jakby nie patrzeć to Caldwell nie pasuje/ wydano Fitzgeralda, którego każdy utwór pochłaniany był przez nas z nabożeństwem. Oczywiście "Wielki Gatsby" cieszył się największą popularnością.

Prof. Bartoszewski wielokrotnie podkreślał znaczenie pojęcia "PRZYZWOITOŚĆ", a ściślej wartości tkwiącej w zasadzie zachowania się przyzwoicie w każdych okolicznościach. Fitzgerald zauważa już na pierwszej stronie: "...iż poczucie fundamentalnych zasad przyzwoitości nie wszystkim przy urodzeniu jest równo dane..". Potwierdzenie tego daje kontynuacja lektury, bo trudno być przyzwoitym, gdy BOGIEM jest MAMONA. Rozpatrzmy trzy znaczące pozycje literatury amerykańskiej początku XX wieku: "Martin Eden" /1909/, "Tragedia Amerykańska" /1925/ i "Wielki Gatsby" /1925/1953/. Podwójna data omawianej pozycji jest bardzo istotna, bo społeczeństwo amerykańskie w 1925 roku, zniewolone protestanckim etosem pracy, nie było zdolne do percepcji wszechobecnej nudy i frustracji, o której świadczy poniższa rozmowa: /str.18/

"- Powinniśmy coś wymyślić - powiedziała panna Baker, ziewając tak, jakby nie siadała do stołu, lecz kładła się do łóżka.
- Doskonale - powiedziała Daisy - Ale co ? - zwróciła się do mnie bezradnie..."

Książka odniosła sukces dopiero po wznowieniu w 1953 r. W wymienionych wyżej utworach bohaterowie stają się ofiarami "awansu społecznego". Nie warto było. "American Dream" żle się skończył. Fitzgerald ujawnia prawdę o Gatsby'm już po jego śmierci: NIE pochodził z bogatej rodziny z San Francisco, lecz z biednych GATZ-ów z Płn. Dakoty; NIE był absolwentem Oxfordu, lecz ciężką pracą zdobywał pieniądze, które miały pomóc mu zrealizować marzenia. Toż to romantyczny nuworysz jak Wokulski. MUSIAŁ PRZEGRAĆ. A kanalia Tom Buchanan ma się dobrze i na przedostatniej stronie wchodzi "do jubilera kupić jakiś naszyjnik z pereł albo może tylko parę spinek.."
Pozostaje odpowiedzieć na początkowe pytanie. Bez wątpliwości: "Yes, yes, yes !!"