Sunday, 26 April 2015

Hans Christian ANDERSEN - "Baśnie i opowieści"

Hans Christian ANDERSEN - "Baśnie i opowieści"

Dysponuję wydaniem z 45 baśniami, lecz sądzę, że wystarczą one do wyrażenia opinii. Nie widzę w nim baśni pt "Mały Klaus i Duży Klaus", którą czytała mnie Mama 68 lat temu, baśń wyjątkowo wredną, jak mały cwaniaczek robił w konia poczciwego dużego, aż doprowadził go do zamordowania własnej matki. Od tamtego czasu unikałem okrutnych bajek tak Andersena, jak i Braci Grimm, którzy z kolei zmieniali się przy pisaniu nie przeczytawszy dokładnie, co namieszał braciak.

Już pierwsza baśń pt "Krzesiwo" jest niemoralna. Dzięki Dobrej Wróżce, którą autor bezpodstawnie nazywa Wiedżmą, żołnierz obłowił się złotymi monetami. W podzięce skrócił wróżkę o głowę, ukradł krzesiwo i poszedł do miasta przepuszczać forsę. Ani razu nie pomyślał o uczciwej pracy, natomiast zachciało mu się księżniczki, którą przyniosły mu czarodziejskie psy. Wykorzystując jej sen /możliwe, że po pigułce gwałtu/ wycałował ją, a przyłapany i skazany, w drodze na szubienicę pozabijał z pomocą psów sędziów, zastraszył parę królewską i gwałtem pojął księżniczkę za żonę. Już sam kult pieniądza nie wydaje się wskazany dla naszych milusińskich.

Druga baśń pt "Księżniczka na ziarnku grochu" jest tak głupia, że ręce opadają. Świadczy o tym fragment:
"Po tym poznano, że to rzeczywiście jest PRAWDZIWA księżniczka. Bo tylko prawdziwa księżniczka mogła poczuć ziarenko grochu przez dwadzieścia materacy i dwanaście puchowych pierzyn!
W trzeciej gożdzika nazwano gwożdzikiem, a czwarta - to wszystkim znana "Calineczka". Piąta pt "Towarzysz podróży" jest całkowicie pozbawiona logiki, bo po co nieznajomy przypinał sobie skrzydła łabędzia, skoro chwilę póżniej stawał się niewidoczny i fruwał z rózgami za zaczarowaną królewną. Ponadto dlaczego trup niesolidnego dłużnika miałby być obdarzony czarnoksięską mocą? Następna pt "Mała syrena" znudziła mnie okrutnie, a "Nowe szaty cesarza" są tak znane, że trącą myszką. Z kolei "Kalosze szczęścia" pozwalające na wszelkie wędrówki w czasie zadziwiają brakiem fantazji i choć pomysłów dużo, to porównanie z choćby przestarzałym "Wehikułem czasu" wypada mizernie. Następne opowiadanie pt "Historia roku" to nie baśń, ino słodkie infantylne bla-bla-bla na temat zmieniających się pór roku. Nuda. Natomiast następne opowiadanie pt "Pod starą wierzbą" to historia pięknej romantycznej miłości dwojga dzieciaków, których drogi się rozeszły; niestety, tragiczne zakończenie nie nadaje się dla naszych dzieci, a przecież Andersena pod ich kątem rozpatrujemy. "Dzikie łabędzie" to przestroga dla królów wdowców, by się ponownie nie żenili, bo nowa baba będzie złą macochą i synów pozamienia w łabędzie /?!/, a córkę wygna na wiochę oraz o chuciach królewicza, który bierze niemowę za żonę, nie wiedząc kim jest, a kierując się wyłącznie pożądaniem. Ale najgłupsze okazało się opowiadanie pt "Latający kufer" i mimo poczynionych wysiłków nie mogłem dopatrzyć się w nim jakiegokolwiek sensu a szczególnie wytłumaczenia porzucenia królewny. "Matka" to historia o skutkach częstowania nieznanego dziada grzanym piwem, a "Polny kwiat" - specialite de la maison dla naszych milusińskich, o zadręczeniu na śmierć skowronka przez miłych chłopaczków.

Kto chce niech czyta dalej, a ja wracam do Leśmiana, Brzechwy, Szelburg-Zarembiny, Kasprowicza oraz "Małego Księcia" i cyklu Loftinga o Dr Dollitle. Pa!!

PS Jedyne godne uwagi to "Nowe szaty cesarza".