Thursday, 10 January 2019

Maciej PŁAZA - „Robinson w Bolechowie”


Wikipedia:
„Maciej  Płaza  (ur. 1976 w Opinogórze) – polski tłumacz i prozaik. Doktor humanistyki. Tłumacz literatury anglojęzycznej oraz prac naukowych.  Laureat Nagrody „Literatury na Świecie” za rok 2012 w kategorii Nowa Twarz za przekład wyboru opowiadań H.P. Lovecrafta ‘Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści’ . Laureat Nagrody Literackiej Gdynia 2016   i Nagrody Fundacji im. Kościelskich 2016  oraz nominowany do Nagrody Literackiej „Nike” 2016   za tom opowiadań ‘Skoruń’ Laureat Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus 2018 za powieść ‘Robinson w Bolechowie’ …”
Proszę  zacząć  od   wysłuchania  autora,  określającego  tematykę  książki:  „o malarstwie,  o  matce, o  miłości”    na:
Następnie   proponuję  przeczytać  (można  i  po  lekturze)  szeroką  analizę  Łukasza  Żurka  pt  „Drugi  modernizm”  na:  https://www.dwutygodnik.com/artykul/7643-drugi-modernizm.html
No  i  Justynę  Sobolewską,  która  objaśnia  okładkę  i  ocenia  na 4/6,  na:
….oraz  Dariusza  Nowackiego,  który  zaczyna  swoją  recenzję  tak:
„Kunsztowne pisarstwo Macieja Płazy jest buntem przeciwko dominującemu dziś prostactwu form literackich i bylejakości języka. Autor "Robinsona w Bolechowie" pokazuje, że zdania wielokrotnie złożone nie tylko są jeszcze możliwe w polszczyźnie, ale też mogą zachwycić urodą…”
Napisałem  swoich  parę  słów,  lecz   usunąłem,  by  nie  nudzić,  wstawiając  zastępczo  ten  akapit  z  wulgarnym,  ale  dopuszczalnym  przymiotnikiem  „upierdliwy”,  którego  adekwatnego  synonimu  nie  znalazłem.  Bo  podzielając  przedstawioną  wyżej  opinię  Nowackiego  o  „urodzie”  (niekiedy)  „zdań  wielokrotnie  złożonych”,  śmiem  stwierdzić,  że  stosowane  one  permanentnie,  wywołały  we  mnie  chęć  określenia  autora  rozważanym  przymiotnikiem.  Przykład  z  pierwszej  strony: 
„…Jeszcze chwila, a bursztynowe światło wytopi się do końca, więc dalej, w głąb, gościnną, choć zdumioną tym najściem po latach..”
Więc,  co  ja?  Czytałem  tę  książkę   bezpośrednio  po  „Całym  życiu” Seethalera   i    gdybym  zaliczył  pierwszą  do  minimalizmu,  to   drugą,   nie  będąc  profesjonalistą,  określił  bym  jako  „maksymalistyczną”.
Niewątpliwie  ciekawa,   lecz  sadystyczne  skłonności  autora  wobec  czytelnika (mnie),  skutkujące  powolnym,  żmudnym  czytaniem  i  w  efekcie  moim  zmęczeniem,   zmuszają  mnie  do  zaniżenia  oceny  do  7/10.