Saturday, 23 July 2016

Piotr GŁUCHOWSKI Jacek HOŁUB - "Ojciec Rydzyk - IMPERATOR"

Piotr GŁUCHOWSKI Jacek HOŁUB - "Ojciec Tadeusz Rydzyk - IMPERATOR"

Głuchowski (ur. 1967) i Hołub (ur. 1972), obaj dziennikarze "Gazety Wyborczej" podjęli trudne zadanie napisania biografii człowieka dzielącego polskie społeczeństwo na dwa nieprzyjazne obozy.. Ja, z kolei, nie zamierzam przedstawić mojego stosunku do ojca Rydzyka, lecz ocenić książkę w oderwaniu niejako od zalet i wad jej bohatera.
I już na stronie 22 mam pierwsze przekłamanie:
„...w tamtym czasie do pierwszej klasy szło się dopiero po skończeniu siódmego roku życia...”
Znam „tamten czas” z autopsji, bo jestem od o. Rydzyka starszy tylko o 2 lata i tak w mojej klasie, jaki i w klasach rodzeństwa czy dzieci sąsiadów, mniej więcej połowa dzieci podejmowała naukę w wieku 6 lat, a niektóre nawet pięciu lat. Przekładało się to na kończenie wyższych uczelni w wieku 22, a czasem 21 lat (np. prymuska na moim Wydz. Chemii PW). Ot,. taki drobiazg...

Nie podoba mnie się ton wypowiedzi panów autorów na temat niespełnionych marzeń Tadzia, pobierającego nauki gry na akordeonie (s. 25):
„....Lepszy akordeon, niemieckie cacko marki Hohner, stoi na wystawie jednego z prywatnych sklepików w centrum... ...Tadeusz często staje przed sklepową witryną tylko po to, by popatrzeć na ten skarb. Nigdy go nie będzie miał..”
Tadzio, z biednej rodziny z Olkusza, jedno z sześciorga dzieci. Brak znajomości realiów, bo ja grając na trąbce w orkiestrze szkolnej w szkole w na Saskiej Kępie, tj elitarnej warszawskiej dzielnicy, nawet o niej nie marzyłem, a żeby piłkę pokopać to musieliśmy czekać na jednego z dwóch właścicieli piłki, natomiast w zimie łyżwy większość przykręcała do codziennego obuwia. Wniosek: cierpienia Tadzia z powodu akordeonu - wydumane.
Następne przekłamanie jest w wykonaniu samego Rydzyka (s. 25):
„..Należałem do harcerstwa, takiego czerwonego harcerstwa, z którego mnie wyrzucili w drugiej klasie. Nie chodziłem na zbiórki, bo były zawsze w niedzielę... ..kiedy zmarł Bierut.. ..wszyscy uczniowie siedzieli w ławkach w czerwonych chustach, tylko ja jeden nie miałem takiej chusty..”
Jeżeli go wyrzucono w drugiej klasie, to kiedy należał? Jeśli nawet, to krótko i to do zuchów Zbiórki w niedzielę może były w Olkuszu, bo w Warszawie nie słyszałem o takich breweriach. Nie przestrzegano noszenia czerwonych chust na co dzień, a przed śmiercią Bieruta (1956) formalnie zniesiono ten wymóg.
Stronę 37 kończy przygotowywanie się do matury i przesłuchanie przez esbeków w 1962 a następna strona to rok 1971, Dziewięć lat życia, między siedemnastym a dwudziestym szóstym - zniknęło. Nie wiemy nawet czy go przepchnięto przez egzamin maturalny ? Wikipedia podaje:
„... Uczył się w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów w Tuchowie, następnie studiował teologię biblijną w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. 1 lutego 1971 złożył wieczyste śluby zakonne. 20 czerwca 1971 przyjął święcenia kapłańskie...."
A w biografii - biała plama. Podkreślone dwukrotnie, że był niezdolny, szczególnie do matematyki, a w tych latach najważniejsza na maturze była właśnie matematyka. A więc piękny temat śledczy dla autorów – dziennikarzy: był szwindel czy nie? Ponadto chłopak z prowincji podejmuje, jak wynika z Wikipedii, studia w Warszawie i co? Nic, tępy musi być skoro żadnych wrażeń. Do tego ani słowa o jego stosunku do obowiązku służby wojskowej, a to właśnie tych roczników dotyczył umyślny, w ramach walki z Kościołem, pobór do wojska i ubeckie podsuwanie rozrywek alkoholowych i seksualnych.
Najciekawszy okres tworzenia osobowości Rydzyka, transformację nieśmiałego prowincjonalnego chłoptasia w super pewnego siebie kaznodzieję i polityka - POMINIĘTO
No to wniosek jest jeden: ta książka nie zasługuje na miano biografii. Dalsze wyczyny Rydzyka mnie nie interesują bo czytam systematycznie prasę i na bieżąco obserwowałem jego poczynania, a skleroza tej materii jakoś nie tknęła.
Zresztą co my, czytelnicy, teraz dostajemy ? Ni stąd, ni zowąd, wspaniałego kapłana, o którym autorzy mówią (s. 39):
"...Był postępowy technicznie i ideowo"
- świetnego organizatora, a przede wszystkim katechetę przyciągającego masowo młodzież.
Reszta jest mnie znana i praktycznie autorzy niczym mnie nie zaskoczyli. Natomiast postanowiłem na koniec przedstawić moje stanowisko wobec poczynań bohatera tej nieudanej biografii. Jest on dla mnie dowodem na słuszność podstawowego kanonu ekonomicznego o podaży i popycie. Ojciec Rydzyk, pewnie z łaski Bożej, obdarzony został wyjątkowym wyczuciem co katolicki polski lud chce od niego usłyszeć, jakie ma tęsknoty i czego się po nim spodziewa. A czego? Pochwały dla jego ksenofobii, ksobności , haseł nacjonalistycznych i antysemickich, rusofobii, a tak w ogóle utwierdzenia go w swojej racji, wyjątkowości i wielkości, co prowadzi do pawia narodów czyli kompleksu wyższości. I Rydzyk swoim wiernym to daje, po prostu ich dowartościowuje. A że jest to filozofia typu: Kali ukraść - dobrze, Kalemu ukraść - źle to już temat na inną okazję. Kończę wezwaniem: NIE OBWINIAJCIE RYDZYKA ZA SWOJE WŁASNE GRZECHY.