Wednesday, 13 July 2016

Anatolij RYBAKOW - "Dzieci Arbatu" cz. I, II, III tom I, II

Anatolij RYBAKOW - "Dzieci Arbatu" tom I
Anatolij Naumowicz RYBAKOW (1911 – 98), rosyjski Żyd, stał się sławny dzięki temu czterotomowemu dziełu, którego pierwszą część próbuję zrecenzować. Wikipedia:
„...Jego najpopularniejsze dzieło to powieść 'Dzieci Arbatu', na którą składają się cztery części. Pierwsza, od której pochodzi tytuł całości, opisuje życie w okresie poprzedzającym tzw. wielką czystkę (1933-1934) i w trakcie jej trwania poprzez pryzmat doświadczeń zwykłych obywateli. W cyklu 'Dzieci Arbatu' można zauważyć wyraźne związki z biografią samego autora. Na przykład główny bohater, Sasza Pankratow, podobnie jak on zostaje zesłany na trzy lata na Syberię. Chociaż powieści zostały napisane w latach sześćdziesiątych (1966), to publikacji w ZSRR doczekały się dopiero w roku 1987 (na druk zezwolono w latach 1966 i 1978, ale w obu przypadkach zezwolenie zostało cofnięte przez władze sowieckie). Kolejne tomy cyklu ukazywały się w latach 1988 (Trzydziesty piąty i później), 1990 (Strach), 1996 (Proch i pył)...."
Książka odzwierciedla perfekcję autorytarnych rządów Stalina, a przyświeca jej sentencja Machiavellego (s. 297):
"Władza, oparta na miłości ludu do dyktatora jest władzą słabą, gdyż należy do ludu, władza oparta na strachu ludu przed dyktatorem jest władzą silną, gdyż zależy jedynie od samego dyktatora"
Rybakow powyższe koryguje:
"...Trwała i stabilna władza opiera się i na strachu przed dyktatorem, i na miłości do niego, Wielki władca to ten, który poprzez strach wpaja ludowi miłość do niego..."
No cóż, stwierdzenie kontrowersyjne, lecz Pankratow nie jest naszym alter ego, a Rybakowa, więc autor przez "to" przeszedł. A my - nie. I jeszcze (s. 240):
„...rządzić można wyłącznie w ten właśnie sposób: bezwzględność aparatu trzyma w karbach bezwzględność ludu. Z ludem cackają się jedynie inteligenci, których lud odrzuca potem jak śmieci...”
Bezwzględność jest konieczna, bo.... (s. 176):
„....chamstwu trzeba przeciwstawić jeszcze większe chamstwo, ludzie uznają to za siłę..”

Teraz trafne spostrzeżenie na temat "mądrości” ludu: (s 199):
"...ludzie nie lubią, gdy uważa się ich za głupców. Ludzie uznają czyjąś wyższość umysłową, gdy łączy się ona z wyższością sprawowanej władzy, Wyższość umysłowa jest dla nich do przyjęcia tylko w osobie władcy, wtedy uważają, że podporządkowują się mądremu władcy, to ich nie poniża, wprost przeciwnie, podnosi we własnych oczach, usprawiedliwia to bezwzględne podporządkowanie się, ludzie znajdują pociechę w myśli, że podporządkowują się rozumowi, a nie sile..."

Nie dość, że książka wiernie odzwierciedla mechanizm aparatu terroru, nie dość, że w sposób iście sensacyjny przedstawia losy szerokiej liczby bohaterów, to jeszcze skłania do niepohamowanego śmiechu przenosząc czytelnika w obecną polska rzeczywistość (s. 285):
„...Tak, mamy dyktaturę, dyktatura - to przemoc. Ale przemoc większości nad mniejszością..”
Brakuje tylko argumentu: „Bo my wygraliśmy demokratyczne wybory!”
A jak się nie śmiać z pogadanki ideologicznej (s. 231):
„..- Prosty człowiek sam po sobie sprząta i dlatego w każdych warunkach pozostanie człowiekiem. Arystokrata przyzwyczajony jest do tego, że sprzątają po nim inni. I gdy nie ma tych innych, przekształca się w bydlę..”
Rybakow przemyca niejako wiele trafnych uwag, często niezauważanych przez czytelników pochłoniętych akcją. Np (s. 274):
„....rozłam nie osłabia bynajmniej ruchu politycznego, wręcz przeciwnie: rozszerza jego bazę społeczną, przyciągając różnych zwolenników, zaś walka z odszczepieńcami umacnia nurt zasadniczy. Najlepszym przykładem tego jest chrześcijaństwo...”

Wystarczy, bo czeka II tom. Kończę porównaniem polityki i przyjaźni (s. 188):
….W przyjaźni nie ma równych. W przyjaźni jak w polityce: ktoś przewodzi, ktoś słucha, ktoś wpływa, ktoś ulega wpływom..”

"Dzieci Arbatu" tom II

Państwowe Wydawnictwo "Iskry" zrobiło sobie "dża-dża", rozpoczynając część drugą w tomie pierwszym. Mogło być gorzej. Czytam więc od rozdziału 11 części drugiej, a jeszcze w tym tomie jest część trzecia. Książka jest dalej ciekawa, lecz pięćdziesiąt lat jakie upłynęły od jej napisania sprawia, że mniej nas fascynuje, bo prowadząc akcję trójtorowo tj wśród zesłańców, wśród młodych Moskwian oraz w otoczeniu Stalina, ten trzeci wątek trochę nudzi. Po prostu w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat naczytaliśmy się tyle para-biografii Stalina, ze ta niewiele nowego wnosi.
Zacznę od wartościowych cytatów, których wynotowałem wyjątkowo mało, bo tylko trzy. Pierwszy jest truizmem na temat sprawowania władzy (s. 6):
„...Sztuka rządzenia polega na stawianiu właściwych ludzi na właściwym miejscu i, co najważniejsze, na usuwaniu ich, kiedy stają się niepotrzebni...”
Drugi - o motywacji „wierności” (s. 7):
„..Przekonania mają to do siebie, ze się zmieniają, strach nie mija nigdy...”
Też to specjalnie odkrywcze nie jest, bo wszyscy wiemy, że najsilniejszym ludzkim uczuciem jest strach, co więcej - pełni funkcję nadrzędną wobec innych. Najciekawszy wywód znalazłem o poniżeniu, który wygłasza w książce Stalin (s. 183 -4):
„...o własnym poniżeniu nikt nigdy nie zapomina. Wszystko można zapomnieć: obelgi, urazy, niesprawiedliwość, ale upokorzenia nie zapomni nikt, taka już jest natura człowieka. Zwierzęta polują na siebie, walczą ze sobą, zabijają się, pożerają jedno drugie, ale nie upokarzają się nawzajem. Tylko człowiek poniża drugiego człowieka. I żaden człowiek swojego poniżenia nie zapomni, i temu, przed kim się poniżał nie wybaczy. Wręcz przeciwnie. Będzie go nienawidzić.... ...Im bardziej się poniżają, tym bardziej pragną wziąć odwet za swoje poniżenie,,,”
Ta tyrada jest ważna dla całości, bo właściwie głównym tematem książki jest godność człowieka, a poniżanie go charakterystyczną cechą autorytaryzmu stalinowskiego.
Jeszcze raz powtórzę, że książkę czyta się świetnie jak powieść sensacyjną, a przeraża fakt, że główny bohater Pankratow - alter ego Rybakowa, zaczyna jako wyjątkowo zaangażowany młody aktywista, przewodniczący Komsomołu i mimo tragicznych przejść, kocha Stalina i komunizm, a zło widzi tylko w postępowaniu poszczególnych ludzi. Nawet najbardziej absurdalne wyroki i oskarżenia idą na konto błędów w systemie, a nie na konto samego systemu. Tak zrozumiałem, i to jest przerażające. Niestety, w 1956 zaczął się proces obalania „kultu jednostki”, natomiast całościowe potępienie ideologii zaczęło się co najmniej 20 lat po napisaniu tej książki .
Grunt, że się świetnie czyta, a najfajniejsze są prostytutki i oszust – bilardzista.