Friday, 22 July 2016

Alfred DOBLIN - "Berlin Alexanderplatz"

Alfred DÖBLIN - "Berlin Alexanderplatz"
Dzieje Franciszka Biberkopfa

DÖBLIN (1878 – 1957) - niemiecki pisarz i lekarz żydowskiego pochodzenia. Omawiana powieść z 1929 roku, uważana jest za pierwszą i najważniejszą niemiecką powieść wielkomiejską,
Wg Wikipedii:
"..Drobny przestępca, Franz Biberkopf, wychodzi z więzienia i rozpoczyna życie w półświatku. Kiedy jego mentor morduje prostytutkę, która była dla Biberkopfa ostoją, zdaje on sobie sprawę, że nie wyplącze się z kryminalnego towarzystwa. Akcja dzieje się w Niemczech lat 20., w robotniczych dzielnicach niedaleko Alexanderplatzu, które cechują nędza, brak perspektyw, przestępczość i powstający nazizm. Książka napisana jest z użyciem metody montażu: narracja toczy się z zastosowaniem wielu punktów widzenia, efektów dźwiękowych, artykułów prasowych, piosenek, przemówień...."
Ta powieść znalazła się na liście "100 najlepszych książek Norweskiego Klubu Książki"
Wikipedia: "100 najlepszych książek Norweskiego Klubu Książki – lista 100 najważniejszych książek w historii, głównie powieści, która powstała w 2002 roku. 100 pisarzy z 54 krajów zaproponowało po 10 utworów. Lista miała przedstawiać literaturę całego świata, wszystkich kontynentów, kultur i epok historycznych. Nie stworzono żadnej hierarchii, wszystkie książki są sobie równe.."
Tak uznana książka staje się „klasyką” i każdy profesjonalista chce zabłysnąć powiedziawszy coś oryginalnego. I tak najczęściej omawianą książkę porównują z „Ulissesem” Joyce' a, a bohater jej Franz Biberkopf ma być wart zapamiętania jak Woyzeck, Obłomow czy Madame Bovary.
Po wstępnym rozeznaniu postanowiłem nadrobić zaległości i rzetelnie to 600 stronicowe dzieło przeczytać. Udało się, choć wewnętrzne monologi bohatera usypiały mnie systematycznie. Bo autor umożliwia nam poznanie bohatera równolegle: „od zewnątrz” jako grubego, potężnego, muskularnego proletariusza Berlina, miłośnika alkoholu i kobiet, a ściśle alfonsa, jak i „od wewnątrz” poprzez stały strumień wewnętrznych monologów wypełnionych jego snami, niepokojami, marzeniami i złudzeniami. Ta koncepcja służy do łamania barier pomiędzy świadomym zachowaniem a impulsami z podświadomości ukształtowanej chaotycznym wewnętrznym życiem.
I w materii tych wewnętrznych monologów mam największy problem, bo nasz bohater przez prawie całą książkę podobno chce się zmienić, tylko parszywy los to mu uniemożliwia. A ja uważam, że to są „wishful thinking”, których realizację utrudnia uzależnienie alkoholowe i słaby charakter. W dodatku wyrabia w sobie poczucie cierpiętnika na podobieństwo biblijnego Hioba. Uważam, że Doblin przedobrzył, gdyż nawet jeśli założymy, że to nie autor, a sutener źle zrozumiał Księgę Hioba, to odniesienie jest zbyt odważne.
Oprócz monologów, na zbytnią objętość, wpłynęła wspomniana w notce z Wikipedii „metoda montażu”, dzięki której dostajemy wprawdzie szeroki obraz życia w Berlinie w 1928 roku lecz proporcje zostały zachwiane, czyli trochę za dużo tych dygresji i dykteryjek.
Na zdecydowany plus zaliczyć należy ciekawe zakończenie, którego nie mogę Państwu zdradzić oraz mój pozytywny odbiór tej lektury po 87 latach od publikacji. Na minus, że ja - łowca intelektualnych perełek znalazłem tylko jedną (s. 597):
„Rozsądny człowiek nie ulega naciskowi stada”.