Tuesday, 5 July 2016

Janusz SZPOTAŃSKI - "Zebrane utwory poetyckie"

Janusz SZPOTAŃSKI - "Zebrane utwory poetyckie"

Szpotański (1929 -2001) był autorem prześmiewczych poematów komicznych, w których szydził z rządzących w PRL-u. Popularności, oprócz satyrycznych utworów, przysporzył mu sam Gomułka nazywając go "człowiekiem o moralności alfonsa", a jego sztukę "Cisi i gęgacze czyli bal u prezydenta" (w której Gomułkę nazwał Gnomem), - "reakcyjnym paszkwilem, ziejącym sadystycznym jadem nienawiści do naszej partii". Ze względu na ponowną aktualność spostrzeżeń Szpotańskiego zbiór gorąco polecam.
Ten genialny zbiór zaczyna wstęp,..
Po prostu żyłem
Przedmowa w formie wywiadu, którego autor, w drodze wyjątku,
udzielił łaskawie redaktorowi niniejszego wydania,
Salezemu Eckermannowi, nie chcąc nawet słyszeć,
iż sam miałby je opatrzyć jakimkolwiek wstępem
W tym niby – wywiadzie udzielonym fikcyjnemu dziennikarzowi Szpotański wprowadza czytelnika w swój intymny mały świat, w którym poczucie absurdu skłania autora nie tylko do satyry, lecz i do profetycznych uwag. Przede wszystkim przedstawia swoje poglądy, w tym na polską literaturę:
"....literatura polska poza dosłownie paroma wyjątkami nigdy mnie specjalnie nie frapowała ani nie rozbudzała intelektualnie. Podobnie jak Gombrowicz, uważałem ją i nadal uważam — globalnie rzecz biorąc — za nieautentyczną, kabotyńską, a w najlepszym razie nieciekawą, płytką. Natomiast jeśli miałbym ją jakoś wewnętrznie zhierarchizować, czyli powiedzieć, co z całego jej skarbca wzbudzało we mnie jakieś zainteresowanie, czy nawet uznanie, to poza wspomnianymi już Mickiewiczem i Leśmianem wymieniłbym jeszcze Witkacego — i przede wszystkim właśnie Gombrowicza. Ten, rzeczywiście, zawsze mi się podobał, a nawet, można powiedzieć, wywarł na mnie pewien wpływ. Jako umysł ceniłem też Irzykowskiego..."
Gdybym Szpotańskiego nie ubóstwiał od co najmniej 50 lat, szczególnie za kategorię "gęgaczy", to, po powyższym wyznaniu tak zbieżnym z moimi poglądami na temat polskiej literatury, i tak bym się w nim zakochał. Z zamiłowania szachista, Szpotański niechcący stał się pisarzem. Tak to tłumaczy:
"...nie zamierzałem być pisarzem, nigdy świadomie nie kształtowałem swego losu w tym kierunku, a gdy już chwytałem za pióro i układałem te swoje opusy, to nie myślałem nigdy o skutkach, by tak rzec, zawodowych (tzn. że tworząc je, staję się „piszącym”), lecz jedynie o skutkach życiowych, a więc, z jednej strony, ludycznych (rozbawianie innych i moja własna zabawa); a z drugiej… no, niech panu będzie — społecznych (granie na nosie władzy, szydzenie i kpina z tego i owego). No i, nie ukrywam, emocjonowało mnie w tym również to, co nazwałbym wyzywaniem losu, igraniem z ogniem, prowokowaniem rzeczywistości. Te dreszczyki przyszły jednak dopiero z czasem. Bo gdy zaczynałem, to nawet przez myśl mi nie przechodziło, do czego może to doprowadzić..."
A doprowadziło, w pierwszym rzędzie do 3 lat więzienia. Marta Tychmanowicz pisze na:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Janusz-Szpotanski-trzy-lata-wiezienia-za-obraze-wladzy,wid,15311997,wiadomosc.html?ticaid=1174e6&_ticrsn=3
"...Szpotańskiego aresztowano w styczniu 1967 roku w święto Trzech Króli i osadzono w więzieniu na Mokotowie. Prokuratura miała niezbite dowody na to, iż to on jest autorem tekstu pt. "Cisi i Gęgacze".... ... Obrońcami Szpotańskiego byli Władysław Siła-Nowicki i Jan Olszewski. Sąd wydał wyrok skazujący autora na trzy lata pozbawienia wolności...
...z trzech lat odsiedział dwa lata i siedem miesięcy. Z okazji kolejnej rocznicy, 25-lecia PRL, ogłoszono amnestię. Autorowi opery "Cisi i Gęgacze" darowano pięć miesięcy kary, z więzienia wyszedł jesienią 1969 roku. 30 lat później w wieku 70 lat Janusz Szpotański został oczyszczony z zarzutów...."
Szpotański, kończąc niby -wywiad, wyznaje swoje poniekąd credo pisarskie:
"...Wszystko, co później napisałem, a przynajmniej zasadnicza większość moich opusów powstawała.. ...jako reakcja na coś, a zarazem swoiste wyzwanie losu.
Opera, Caryca, Szmaciak … to wszystko były takie moje gry z rzeczywistością. Układałem te rzeczy niezwykle szybko. Carycę chyba w dwa dni, Szmaciaka — w dwa tygodnie. Układałem, potem przez jakiś czas recytowałem z pamięci na różnych towarzyskich spędach, wreszcie gdzieś to nagrywano, przepisywano i publikowano, po czym wynikały wiadome konsekwencje. Nawiasem mówiąc, publikacje niewiele mnie już obchodziły...."
Po tym, według mnie, istotnym wprowadzeniu przechodzę do utworów satyrycznych podzielonych na sześć części, z których pierwsza zatytułowana:
GNOM
- zawiera siedem utworów pisanych w różnych latach, a najważniejszy pt "Cisi i gęgacze czyli bal u Prezydenta" został napisany w 1964 roku, z powodu szumnych obchodów dwudziestolecia PRL-u. Jest to pamflet, w którym Gomułka został pokazany jako "Gnom", "Cichymi" nazwani zostali funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa i ich współpracownicy, a "Gęgaczami" określono intelektualistów skupionych wokół środowiska związanego z władzą, czyli rozgadaną opozycję. Poza Gęgaczami - opozycjonistami występują również "trwożliwi pseudoopozycjoniści" zwani Białymi Gnidami.
Utwór ten jest dostępny na: http://literat.ug.edu.pl/szpot/cisi.htm
Przeczytanie go zajmie Państwu mniej niż godzinę i dlatego ani słowa więcej, bawcie się sami! Jeszcze uwaga dla młodych: nie ma innego wyjścia, lecz dla pełnego zrozumienia tekstu trzeba sięgać do Wikipedii, bowiem ilość rzucanych nazwisk wymagałaby szerokich przypisów a bez tego zrozumienie np frazy (s. 42): "Chociaż zabrakło Gottesmana/ została jednak otomana.." jest niemożliwe. (Gustaw Gottesman (1918 -1998), polski Żyd, do 1963 naczelny "Przeglądu Kulturalnego")
Zakończmy "Operę" optymistycznym akcentem (s. 55):
"I tak się cały ustrój ten zawali,
bo prawnej sankcji nawet mu nie stanie,
Gęgacze wyjdą z więzień w wielkiej chwale,
a Gnom żałosnym gęgaczem zostanie."
Następnym utworem jest "Targowica czyli opera Gnoma" (poświęcona obchodom milenijnym) z 1966 roku. Dostępna na: http://literat.ug.edu.pl/szpot/targ.htm
Szpotański w przedmowie tłumaczy (s. 58):
"...cała rzecz dzieje się w przededniu Millennium, wszyscy więźniowie spodziewają się amnestii. Nadzieja ta jednak się nie spełnia: przybyły naczelnik więzienia oświadcza, że żadnej amnestii nie będzie, natomiast łaskawość władz przejawi się w tym, iż więźniowie pod jego batutą odśpiewają specjalnie dla nich napisane oratorium 'Gnom'. Drugi akt opery rozgrywać się miał „ w pałacach Czerwonych ” (taki też był tytuł tego aktu) i przedstawiać różne znane wówczas osobistości partyjne, które namawiają Gnoma, by napisał dla nich operę. No i wreszcie akt trzeci, zatytułowany podobnie jak całość — "Targowica", najpierw miał przedstawić polowanie, jakie w owym czasie urządziły władze na podróżujący po Polsce z okazji Millennium święty obraz z Częstochowy, a następnie zwycięski festyn uliczny w stolicy, którego szczytowym punktem miało być właśnie prawykonanie "Targowicy"— wielkiego dzieła Gnoma, bezwzględnie i ostatecznie rozprawiającego się z brużdżącym mu reakcyjnym klerem".
Najważniejsze, że Gnom się o nas troszczy (ponadczasowo) (s. 61):
"...Gdy wydajność jest do kitu
wiek obniżę emerytów —
mniejszy będzie płacy koszt
za to jaki zgonów wzrost...
....I uśmiechnął się jak słońce
dobroczyńca nasz i wódz
on, co troszczy się bez końca
jak urządzić polski lud.
Wreszcie znalazł rozwiązanie
mądre, trafne oraz tanie:
choć nie będzie raju w kraju
wkrótce wszyscy będziem w raju!..."
Dalej mamy dwa pamflety z 1966 roku: "Balladę o cudzie na Woli" (W Warszawie na Woli ukazał się duch Bieruta i sprzedawał kiełbasę po 26 zł za kilo) oraz "Lament Wysokiego Dygnitarza".
Pierwszy utwór dostępny na: http://literat.ug.edu.pl/szpot/cudnaw.htm , a drugi na http://literat.ug.edu.pl/szpot/lament.htm,
No i wspaniała "Ballada o Łupaszce" z 1968 roku, dedykowana Pawłowi Jasienicy, który walczył pod Łupaszką, pod swoim prawdziwym nazwiskiem (Leon Lech Beynar). W wypadkach marcowych Gomułka chciał zniszczyć Jasienicę sugerując żydowskie pochodzenie nazwiska Beynar. Czysta logika nakazuje wnioskować, że i Łupaszka też Żyd. A, że Żyd jest cwany, to: "Przepaskę na bielmo założył nasz krajan/ i teraz on słynny/ generał jest Dajan". Całość dostępna na http://literat.ug.edu.pl/szpot/ballup.htm. Wiersz ten w swojej warstwie stylistycznej jest parodią artykułów na temat spisku rewizjonistyczno-syjonistycznego, jakie masowo ukazywały się w polskiej prasie w marcu 1968 roku.
Jeszcze zgrywa z Gomułki w "Rozmowie w kartoflarni" z 1968, dostępna na: http://literat.ug.edu.pl/szpot/kartof.htm (Jak podała prasa polska w ogłoszonym z okazji 60. rocznicy urodzin życiorysie tow. Gomułki, podczas pobytu w więzieniu w Rawiczu przed wojną pracował on w więziennej kartoflarni wraz z pewnym poetą ukraińskim.) Gnom – Gomułka mówi (s. 84)
"....A kto nie będzie Gomułki kochał,
ten będzie w lochu jęczał i szlochał"
I "GNOMA" kończy niedokończona "Gnomiada" z 1976 r., dostępna na: http://literat.ug.edu.pl/szpot/gnomiad.htm Temat i powody przerwania pracy nad nim wyjaśnia autor we "Wprowadzeniu", które Państwo zapewne przeczytacie, więc ja ograniczam się do przytoczenia najistotniejszych ostatnich słów (s. 85):
"...rozwścieczony Gnom przepędza gości, przeklinając w długiej tyradzie „niewdzięczny naród polski"....."
Proszę Państwa, jeśli jeszcze nie sięgnęliście po Szpotańskiego, to nie jego wina, lecz moja; moja mała zdolność argumentacji. Kliknijcie którykolwiek z podanych adresów, a gwarantuję świetną zabawę.
Część II to
CARYCA
..a w niej "Caryca i zwierciadło" z 1974 roku, dostępna na: http://literat.ug.edu.pl/szpot/caryca.htm
Jest to satyryczna wizja dziejów Rosji i ZSRR. Z Breżniewem w roli tytułowej Carycy. A do tego świetna zabawa lingwistyczna (s. 102):
"..Im tolko w głowie — wodka, żopa,
a mnie się marzy wsia Jewropa!.."
No i carycę Leonidę, zgodnie z jej życzeniem, całowali w usta, co i tak nie miało żadnego znaczenia dla ludu, bo... (s. 112):
"...Dla ludu - eto wsio rawno.
Czy car, czy chan jest jego katem.
Bo lud to swołocz i gawno.
Batem go, batem! Batem ! Batem!".
No i mamy część III, najbardziej znaną obok gęgaczy:
SZMACIAK
Pierwszy jest "Towarzysz Szmaciak czyli wszystko dobre, co się dobrze kończy" z 1977 dostępny na: http://literat.ug.edu.pl/szpot/szmaciak.htm
Towarzysz Szmaciak to ironiczna apoteoza PRL-u, dzieło będące kwintesencją jego twórczości. Kąśliwa satyra została napisana w odezwie na wydarzenia 1976 roku, główny bohater towarzysz Szmaciak to partyjny tępak, a genialność tego utworu polega na ponadczasowości, bo towarzysz Szmaciak jest szczególnie wszechobecny aktualnie. Zacznijmy od dwuwiersza, który wszyscy znamy:
„Ale, niestety, są układy,
a na układy nie ma rady!”
Teraz fragment charakteryzujący towarzysza Szmaciaka:
„..Ze wszystkich rzeczy świata Szmaciak
tych dwóch najbardziej nienawidzi:
pierwszą z nich jest inteligencja,
a drugą zaś stanowią Żydzi.
Dlatego, jak to wszem wiadomo,
Szmaciaki duszą są pogromów,
a także lubią „białą rączkę”
przyprawić o śmiertelną drżączkę....”
I kontynuacja:
"...Ludzkość to całość, jak wiadomo,
a nie zaś zbiór, gdzie byle homo
może na własną rękę rościć
sobie pretensje do wolności.
Za filozofa idąc radą,
nareszcie sobie to uświadom,
że Wolność właśnie tkwi w przymusie
i z entuzjazmem, poddaj mu się.
By mogła zapanować Równość,
trzeba wpierw wdeptać wszystkich w gówno;
by człowiek był człowieka bratem,
trzeba go wpierw przećwiczyć batem;
wszystko mu także się odbierze,
by mógł własnością gardzić szczerze...."
Szpotański snuje przerażającą wizję dla Szmaciaka, by jednak w epilogu go pocieszyć:
"Wszystko się jednak dobrze kończy,
chociaż się mogło skończyć źle!
Choć straszne rzeczy się zdarzyły,
lecz się zdarzyły tylko w śnie!......
......Wszystko się jednak dobrze kończy,
bo kończy się triumfem zła!
Niech żyje Szmaciak! Hurra! Hurra!!
A przed autorem —chapeaux bas!"
Teraz następuje "Glossa do poematu 'Szmaciak' ", z 1980 roku, dostępna na: http://literat.ug.edu.pl/szpot/glossa.htm , zaczynająca się od słów (s. 179):
"Szmaciak siedzi w swej willi, ale nie w Zbójnikowie,
tylko w innej, z modrzewia, którą wzniósł w Górnej Bździnie.
Wydarzenia ostatnie nadszarpnęły mu zdrowie,
szuka więc ukojenia w ulubionym swym płynie...."
Bo Szmaciak zawsze spada na cztery łapy. Kontynuację napisał Szpotański w 1983, pod wpływem stanu wojennego i opatrzył tytułem "Szmaciak w mundurze czyli wojna pcimska" (dostępna na: http://literat.ug.edu.pl/szpot/wojna.htm)
Opowieść zaczyna się od marzenia sennego pijanego Szmaciaka, ze odwiedza go Caryca Leonida (Breżniew), całuje go w usta i mianuje go królem Polski (s. 183)
"...Koronę tę Najwyższa Władza
na głowę Szmaciakowi wsadza
i głaszcząc go po pysku czule,
powiada: „Otoś Polszy królem!”......"
Budzi się skacowany, a tu starzy towarzysze przyjeżdżają i powołują go do służby w stopniu pułkownika. Toczą humorystyczną walkę ze ściekami i wysypiskiem śmieci Kombinatu, a po zwycięstwie toczy się bezpardonowa wojna, kto z meldunkiem pojedzie do Warszawy, co daje nadzieje na poważny awans. Padają ciężkie słowa i zarzuty, a ostatniego kandydata, z braku innych argumentów oskarża się o pochodzenie żydowskie (s, 202):
"...i ryknął, że aż zahuczało:
„Ach, ty żydowska wredna mordo!!”
Nielichą gafę strzelił przy tym,
bo Fuks bynajmniej nie był Żydem,
tylko niemieckie miał nazwisko.
Lecz to szmaciakom jedno wszystko,
bo dla obecnych Polski panów,
kto nie jest z ich — szmaciaków — klanu,
nie jest Polakiem. Cham jest to, Żyd,
chuligan, agent i pasożyt
lub jakieś inne też barachło,
oni natomiast — polską szlachtą,
którą bóg socu stworzył po to,
by rządzić nami, tą hołotą,
która ma jeszcze czelność biadać,
że się ją łupi i okrada...."
Szmaciak oczywiście wykorzystał patową sytuację i do Warszawy pojechał sam. Na zakończenie tej części mamy "Sen tow. Szmaciaka, jadącego nocą z wieścią o victorii pcimskiej na straszny czerwony dwór", z 1984 roku, dostępny na: http://literat.ug.edu.pl/szpot/sentow.htm
W trakcie jazdy Szmaciakowi śni się piekło oraz niedawna pcimska wojna z Kombinatem (s. 210):
„..Wpatrzone w siebie groźnie, stoją
w nagłego brzasku blask spowite -
i oto nagle drgnął Kombinat
i ruszył z wolna na Komitet.
Cóż to ma znaczyć? Co się dzieje?
I Szmaciak z nerwów we śnie mdleje,
a kiedy zemdlał, to się zbudził.
Jest świt. Mknie Wołga przez bezludzie..."

To teraz BANIA (1976 – 1979)
Jeden utwór, w dodatku niedokończony, za to z przydługim wstępem autora, dostępny na: http://literat.ug.edu.pl/szpot/bania.htm
Ze wstępu dowiedziałem się, że "miała to być satyra na tzw. nową lewicę..", lecz pozostała niedokończona z powodu powstania "Solidarności" i pojawienia się w związku z tym, wielu ciekawszych tematów. Niezbyt wiarygodne tłumaczenie, bo najlepsze utwory Szpotański tworzył w ciągu kilku dni, a tu proces tworzenia trwał już ponad trzy lata.
Zaczyna pesymistycznie, że nie uda się jemu spełnić marzeń i wyjechać do Paryża (s. 218):
„...Niestety, mnie już pewnie to nie będzie dane
i całe moje życie, średnie i zasrane,
spędzę w ojczystym kraju, tuż nad brzegiem Wisły,
szaleńcze rojąc plany i głupie pomysły..."
Autor rozwiązuje problem przenosząc się do Paryża we własnej wyobraźni. Zaczynamy zwiedzanie Paryża od burdelu, w którym urzęduje niezaspokojona Bonja (s. 224):
„Bonja ma lat czterdzieści z hakiem,
lecz nie dałbyś trzydziestu jej,
gdyż instytuty de beauté
wciąż sztafirują ją ze smakiem.
Gdzie trzeba, zręcznie ściągną skórę,
by znikła kurzych łapek sieć,
na twarz nałożą kremów furę,
by się zrobiła gładszą płeć,
włosy ubarwią i namaszczą,
wałkami zbędny tłuszcz wygłaszczą
i chytrą sztuczką biust podniosą —
więc Bonja jędrna jest i świeża,
słowem, wygląda tak jak Soso,
gdy jeszcze w mauzoleum leżał.."
W szczegóły jej problemów i prób ich usunięcia nie wchodzę, bo ważniejsze, że jest również pisarką, a do tego bywa w"towarzystwie". I tam poznaje prof. Lwa Levy – Stossa, którego (przypis s.229) "portret.. ..dedykowany jest Antoniemu Liberze"
Od Libery zaczynają się "schody" czyli dygresje, które są zaczynem do dalszych dygresji, skłaniających do następnych dygresji. I tyle tych dygresji się porobiło, że sam autor nie wiedział jak je pozbierać do kupy; no to niech je czyta kto chce, ja akurat chcę, bo mnie te wierszyki bawią. Np o feministce (s. 228):
„...Księżna de Guise, jak głosi fama,
jest wielce postępowa dama.
To gwiazda Woman Liberation,
jej hasłem: zmienić mężczyzn w gejsze,
największe zasię jej marzenie:
płci obu zrównać przyrodzenie
do tego stopnia, żeby książę
także zachodzić musiał w ciążę...".
Szpotański ożenił filozofa z prostytutką (s. 248) i zajął się księdzem Carrambą, a ściślej jego przodkiem Pedrem, który...... (s. 250):
"..... Tuż przed odjazdem na conquistę,
Pedro ślubował w Katalonii,
póty wieść w cnocie życie czyste..."
Tymczasem oczarowała go "Chuacopulka księżniczka Indian, seksu wulkan...". Nim Pedro zdobędzie księżniczkę musimy poznać całą bogatą mitologię Indian, a w niej wiele seksu i przemocy. To już pozostawiam bez komentarza, a przed dalszą lekturą wrażliwych przestrzegam, bo autor świntuszy, jak np na s. 290:
"[…] w kopulacyjną więc narrację
wprowadza nagle retardację
i rżnąć zaczyna ją pomału,
co doprowadza ją do szału..."
Ja przechodzę do części V, a mamy tu wybrane...
WIERSZE
Jest ich 18 ułożonych chronologicznie od 1951 do 1989 roku. Wypada przytoczyć ten ostatni, dostępny na: http://literat.ug.edu.pl/szpot/pozeg.htm:
"Pożegnanie z poezją
Czterowiersz z urwanym — wskutek totalnego znudzenia twórczością poetycką — zakończeniem
Żegnaj, poezjo! Żegnaj mi na zawsze.
Od poematów czasy są ciekawsze,
więc ci oświadczam, że już nie mam głowy
do wiązania mowy".
Zbiór kończą
PRZEKŁADY
Nazwiska przekładanych autorów (Szekspir, Goethe, Schiller, Hoelderlin, Kind, Heine, Rilke, Trakl, Benn, Brecht), pokazują szerokość zainteresowań Szpotańskiego, jak i, kompletnie niewykorzystany jego intelekt. Szczęśliwie jego spuścizną zajął się intelektualista, mój ulubiony Antoni Libera, lecz gros przepadło bezpowrotnie. A szkoda....