Sunday, 10 July 2016

Michaił BUŁHAKOW - "Mistrz i Małgorzata"

Michaił BUŁHAKOW - "Mistrz i Małgorzata"

Mój Drogi Paweł przysłał mnie tego e-booka; "aluzju poniał" jak ten mołodiec otrzymawszy telegram, że ma przyjechać, bo chata wolna, będziemy uprawiać seks. Widocznie Paweł zobaczył moją dotychczasową recenzję, co najmniej zdawkową. Oto ona:
"Czytana w latach 60-tych - kultowa, arcydzielo; obecna /2014/ weryfikacja - przereklamowana, wiele szumu o nic, nie przetrzymala /dla mnie/ próby czasu"
Dałem jej 5 gwiazdek, a w zamian dostałem 63 plusy. Czyli trafiłem w słaby punkt. Przywołany obecnie czuję się zobligowany do rozbudowy i weryfikacji swojej opinii. W dodatku dysponuję edycją w której interwencje sowieckiej cenzury wyróżniono kolorem niebieskim. Te niebieskie fragmenty wywołują we mnie dwa spostrzeżenia: pierwsze, że cenzorzy do durnie, lecz drugie, chyba ciekawsze, że autorowi odpowiada rola prześladowanego, męczennika i stara się stworzyć taki mit.
Już sam tytuł, nieadekwatny do treści, wydaje się podkreślać słuszność mojej uwagi Bo Mistrz - powieściowy pisarz to Bułhakow, a Małgorzata - jego trzecia żona, Helena Siergiejewna Szyłowska. A męczeństwa Bułhakowa, ani jego prześladowań dopatrzyć się nie potrafię. Czytam w Wikipedii:
„....W 1931 roku zawarł trzecie, w końcu udane małżeństwo z Heleną Siergiejewną Szyłowską, która była pierwowzorem Małgorzaty z "Mistrza i Małgorzaty". Szyłowska (z domu Nürenberg) pochodziła z Rygi, z rodziny Niemców bałtyckich, była dobrze wykształcona i władała trzema językami. Dla niej to było również trzecie małżeństwo; decydując się na związek z pisarzem porzuciła wygodne życie u boku gen. Eugeniusza A. Szyłowskiego, naczelnika sztabu okręgu moskiewskiego.
Stalin umożliwił Bułhakowowi zatrudnienie się w charakterze asystenta reżysera w Teatrze Artystycznym oraz pracę konsultanta w Teatrze Młodzieży Robotniczej. Równolegle do pracy dla teatru Bułhakow kontynuował pisanie "Mistrza i Małgorzaty". W roku 1934, na zamówienie Teatru Satyry powstała sztuka "Iwan Wasiliewicz" – rzecz o przeniesieniu Iwana Groźnego w czasy współczesne pisarzowi...."
Bo mnie wychodzi, że to elita stalinowskiego Imperium, beneficjenci stalinizmu, którzy asekurują się mitem. Pisał, pisał, szwagierka przepisywała, poprawiał, szwagierka znowu przepisywała i tak "ad usranem mortem", bo po co się narażać? A drukowane fragmenty, że Boga nie ma, toż to dobrze przez władze bolszewickie widziane. Umarł w każdym razie w chwale. Wikipedia:
".....Michaił Bułhakow zmarł 10 marca 1940 o godzinie 16.39. Następnego dnia odbyły się uroczystości żałobne w gmachu Związku Pisarzy Radzieckich... ...12 marca urnę z jego prochami złożono na cmentarzu Nowodiewiczym w kwaterze Mchat-u graniczącej z kwaterą Teatru Wielkiego.... ..."Lilieraturnaja Gazieta pisała w nekrologu o twórcy „bardzo wielkiego talentu i wspaniałego kunsztu”, który „przeszedł trudną i skomplikowaną drogę i wejdzie do historii literatury jako wybitny i oryginalny mistrz”..."
Piszę to by odmitologizować Bułhakowa, bo wtedy odbiera się książkę bez fałszywego bagażu opozycjonisty!! Recenzenci przypisują Bułhakowowi walkę z totalitarną władzą. Po pierwsze słowo to weszło do powszechnego użycia ponad dziesięć lat po śmierci autora, aby zrównać zbrodnie stalinizmu i hitleryzmu, a pomogli w tym Hannah Arendt i Joseph McCarthy. Lepiej więc byłoby używać reżim, zamordyzm, zniewolenie, stalinizm, autorytaryzm, tyrania czy bolszewizm. Po drugie Bułhakow objawia się defetystą i jedyną drogę do wolności widzi w śmierci i przeniesieniu się do innego świata. Z kolei jako pisarz żąda wolności tworzenia, a Massolit zabrania Mistrzowi pisania o postaciach biblijnych bo państwo jest ateistyczne. Niemożność głoszenia prawdy doprowadza Mistrza do załamania nerwowego. Potrzeba istnienia wolności słowa i twórczości bawi mnie szczegónie w kontekście Polski, bo w zniewalającym PRL-u biedni, prześladowani, cenzurowani pisarze pisali "do szuflady", a po 1989 rku okazało się, ze szuflady są puste. Wolnością natomiast może szczycić się Małgorzata porzucająca dostatnie życie i podążająca za pustym Mistrzem. Kto zrozumie kobietę?
Co do warstwy groteskowej, to przy czwartym czytaniu już mnie nie bawi, a nawet gorzej - żenuje. Ta cała diabelska banda z gadającym kotem, z fałszywymi strojami, z przenoszeniem w czasie i przestrzeni, jak i Małgorzatą podróżującą na miotle bawi przy pierwszym czytaniu, a przy czwartym powstaje pytanie: a z czego właściwie ja się śmiałem?
Nie sposób opisać tutaj weryfikacji wszystkich wątków, lecz na pewno muszę wątek o Piłacie i Jezusie. Nie bawi mnie koncepcja pozbawienia Jezusa boskości, bo wtedy jego historia staje się banałem. Nie po to najtęższe głowy pracowały nad wprowadzeniem filozofii greckiej, a konkretnie tutaj interesuje nas Słowo – Logos inkorporowane (wcielone) w Jezusa, (a Słowo ciałem się stało) do doktryny chrześcijańskiej, by Bułhakow wszystko spłaszczył. Do tego Piłat żałuje swojej decyzji i bezsensownie każe zabić zdrajcę Judę z Kiriatu. Przywiązywanie znaczenia do populistycznej wersji o zdradzie Judasza, którą podważa większość teologów jest dla mnie żenująca. Jeżeli już naruszać apologię Jezusa, to wolę wersję Anatola France'a z opowiadania "Prokurator z Judei" z 1891 roku, w którym trzydzieści lat po domniemanych wydarzeniach w Jerozolimie, stary, schorowany Piłat zapytany o ukrzyżowanego Galilejczyka odpowiada, że żadnego Jezusa nie pamięta.
Jeszcze powracam do krytyki bolszewizmu. Przekonany jestem, że złożonej problematyki "Mistrza i Małgorzaty" większość czytelników nie rozumie, a chwali książkę, bo tak wypada. Polecam więc Erenburga "Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca", które jest zrozumiałe dla każdego, wyśmiewa sowiecką Rosję bezlitośnie i bawi nawet przy pięćdziesiątym czytaniu.
Potwornie się zmęczyłem; przeczytałem mrowie na temat Bułhakowa i jego dzieła, w tym uwagi Drawicza. Mimo chęci dostosowania się do większości, zmuszony jestem zostać przy swojej pierwotnej opinii podanej na początku. Sorry!