Saturday, 16 July 2016

Anatolij RYBAKOW - "Trzydziesty piąty i później"

Anatolij RYBAKOW - "Trzydziesty piąty i później"

Kontynuacja "Dzieci Arbatu". 1.12.1934 r, wytypowany przez Zaporożca, bolszewik Leonid Nikołajew (1904 – 1934) zabija Siergieja Kirowa (1886 - 1934), co daje początek stalinowskiej czystce teoretycznie wśród wiernych Grigorijewowi Zinowiewowi (oryg. Hirsch Apfelbaum) (1883 – 1936). Sam zamachowiec zostaje stracony 29 grudnia 1934. To jest tempo!!! Akcja książki zaczyna się po tym zamachu.
Zaczynam od stwierdzenia ponadczasowego o sile propagandy (s. 12):
"...W tych wiecach uczestniczą ludzie, którzy naprawdę wierzą gazetom, wierzą we wszystko, co im się wbija do głów. Są i tacy, którzy nie wierzą, ale pamiętają o swoich dzieciach..."

Zaczyna się „czystka”. Oto 6 z 29 członków KC, na których Stalin może liczyć (s. 74):
„...No tak, Woroszyłow, Żdanow, Kaganowicz, Mechlis, Mikojan, Mołotow. Ilu to? 6 z 29. Ten łajdak Wyszyński może być siódmy. A więc 7 z 29, nawet nie jedna czwarta...”

Charakteryzując elitę ZSRR w 1935 Rybakow wymienia również Tuchaczewskiego i w związku z tym podaje błędną interpretacje jego klęski w 1920 pod Warszawą (s. 81):
„...To samo powtórzyło się w 1920 roku pod Warszawą. Wbrew rozkazowi naczelnego dowództwa Stalin zatrzymał armię Budionnego pod Lwowem i tym samym umożliwił Piłsudskiemu zaatakowanie wojsk Tuchaczewskiego ze skrzydła, co rozstrzygnęło całą kampanię...”
Ani słowa o demoralizacji Czerwonej Armii, o poddaniu się ponad 100 tysięcy do niewoli..... Co do losów samej bitwy to oprócz Piłsudskiego i Matki Boskiej („Cud nad Wisłą”), zasłużył się Sikorski uderzając z flanki (p. N. Davies; John Eisenhower). Co gorsze, Rybakow klęskę Sowietów przypisuje Weygandowi (s. 116):
„...Czy generał Weygand zna się na wojnie gorzej od Tuchaczewskiego? Ten sam generał Weygand, który pogonił Tuchaczewskiego spod Warszawy....”
Owszem, Weygand był w Warszawie, lecz Piłsudski nie chciał go słuchać. Autor opisuje również udział Tuchaczewskiego w pracy nad projektem czołgu T-34 (s. 83), który, jak podaje Wikipedia:
„.Gdy po raz pierwszy pojawił się na polu bitwy w 1940, zyskał pozycję najlepiej zaprojektowanego pojazdu na świecie...."
Mniej więcej od 80 strony Rybakow, zamiast dotychczasowej spokojnej narracji, rozpoczyna totalną krytykę wszelkich, nie tylko poczynań Stalina, lecz i poglądów. Wolałbym, gdyby autor pozostawił większą swobodę oceny czytelnikowi. W rzeczy samej rozważania przypisane przez autora Stalinowi są ciekawe a niektóre zdumiewająco aktualne jak np. o nauce historii (s, 139):
„...Historia to sedno ideologii, środek ideologicznego wychowania narodu, gdyż masy wychowuje się nie na oderwanych pojęciach i dogmatach, lecz na konkretnych faktach historycznych i dokonaniach konkretnych historycznych postaci. Tylko taka historia jest historią żywą, tylko taka ideologia staje się zrozumiała, dostępna, zapada w pamięć, wchodzi narodowi w krew.....”

Także rozważania Stalina o sumieniu pozostają nader aktualne (s. 234):
„...'Sumienie' to pojęcie abstrakcyjne, pozbawione treści. 'Sumienie' to maska dla odmiennych poglądów politycznych. 'Nie jestem politykiem, nie mam żadnych poglądów politycznych, jedyne, co mam, to sumienie'. Chytra, zręczna formuła.
Ludzie, obdarzeni tak zwanym sumieniem, to ludzie niebezpieczni. Tacy ludzie są przekonani, że mają prawo sami decydować, co jest moralne, a co amoralne, i obejmują tym prawem wszystko..”
Oni chcą decydować nawet o tym, czy mogę kupić kondoma czy nie...

Książka kończy się wykonaniem wyroków w procesie Zinowiewa, Kamieniewa, a w sferze prywatnej - końcem zsyłki Saszy w dniu 19.01.1937 roku. Jest to niewątpliwie wybitne dzieło edukacyjne gdyż szeroki dostęp do archiwów sowieckich w latach pisania go, 1984 -1988, umożliwił autorowi zdobycie wielu istotnych szczegółów. Dla mnie starego - miejscami nużąca, bo znam temat z literatury, jak i częściowo z autopsji, bo system NKWD został wiernie przeniesiony do PRL, a obecnie po latach, jako anegdotę przypomina się rzeczywistość, że wsiadający do ubeckiej czarnej „cytrynki” nigdy nie wiedział czy wyląduje w kaźni czy na ministerialnym stołku. No i zasada: dajcie mnie człowieka, a paragraf sam znajdę. Czeka na mnie ostatnia część „Strach”. To do roboty!