Friday, 12 June 2015

Piotr Ibrahim KALWAS - "Salam"

Piotr Ibrahim KALWAS - "Salam"

Jeśli macie Państwo ochotę na najprzedniejszą zabawę, to szybko bierzcie się za Kalwasa /ur.1963/. Ten Polak, który został muzułmaninem, obdarzony niezwykłą spostrzegawczością i umiejętnością cennych porównań potrafi rozbawić każdego malkontenta. Spójrzmy na porównanie sławnego Bazaru Różyckiego z bazarem w Nuakszott /Mauretania/:
"Zapamiętałem taki obrazek z Różyka: w zimowy, deszczowy wieczór przy wejściu od strony Ząbkowskiej siedział fioletowy facet bez nogi, a na wymiętej gazecie przed nim leżała tylko jedna, zardzewiała śruba. Cały jego kram. Facet delirycznym głosem zachwalał zalety śruby przechodzącym ludziom... ..Na bazarze w Nuakszott, jest też sporo mężczyzn bez jednej nogi. Nie mają fioletowych twarzy i zazwyczaj nie sprzedają starych śrub. Pozbawieni kończyn z powodu chorób lub min zajmują się tu krawiectwem..."

Omawiałem wczoraj książkę Stasiuka "Dziewięć", która wielu z Państwa nie przypadła do gustu m.in. z powodu "śmierdzącej" atmosfery, brutalności i obscenicznośći w przedstawianiu rzeczywistości ostatnich 30 lat ubiegłego wieku. Macie więc Państwo teraz wspaniałą alternatywę, bo Kalwas te same lata opisuje z humorem szwejkowskim. Naśmiewa się /i to słusznie/ z "gitów" i "apropagów'", charakterystycznych dla lat siedemdziesiątych, z brzydkich nauczycielek - bezterminowo, a przede wszystkim z ich niewiedzy.
Moją sympatię zaskarbił sobie już na str. 42, gdy ironizował na temat Oriany Falacci (której nie cierpię):
"Nasze katedry są piękniejsze od ich meczetów" – pisała Oriana Falacci w swoim eseju o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Ramadanem.
Ta elegancka, kulturalna kobieta widziała też podobno kiedyś grupę nielegalnych Somalijczyków, jak szczali na placu Świętego Piotra.
"A ja chcę się pieprzyć z kim chcę, jak chcę i gdzie chcę!!" - tupała nogą temperamentna Włoszka, opisując rolę kobiety w świecie islamu. I według mnie włoska dziennikarka pisała prawdę. Przewrotną prawdę. Oddawała uczucia zdecydowanej większości białych, którzy tak naprawdę gardzą wszystkimi czarnymi, ale nie przyznają się do tego, bo nie pozwala im na to fałszywa correctness panująca w krajach Zachodu....."

Mimo zapowiedzi kwestie religijne wypadły marginalnie, i całe szczęście, bo książkę zdominowały arcyciekawe autobiograficzne szczegóły z życia autora w Warszawie, jak i ze zdobywania pieniędzy poprzez pracę zagranicą. Przypomnijmy, że pochodził z bogatej, prawniczej rodziny; jako dzieciak był "apropagiem", potem "punkiem" nielubianym przez poppersów, zawsze leniem, nastawionym agresywnie do wszelkich instytucji i działań formalnych.
Tylko, że tak już bywa, że działaniom celowym, pozytywnym zawsze towarzyszą zjawiska negatywne. I tak tutaj się stało. Dokładność, drobiazgowość wspomnień doprowadziła do utraty śmieszności tekstu, czyli cała zabawność sytuacyjna została rozmydlona detalami. To jeszcze inaczej powiem: z każdą stroną częstotliwość moich eksplozji śmiechu malała. Ale zaciekawienie trwało, i dlatego książkę Kalwasa mogę polecić, jako wiarygodne żródło wiadomości o tamtych czasachś