Saturday, 6 June 2015

Anne GOSCINNY - "Tato"

Anne GOSCINNY - "Tato"

Nie znałem tatusia autorki - Rene Goscinny'ego /1926-1977/, ani jego twórczości; z Wikipedii się dowiedziałem, że pochodził z Żydów polskich i że tworzył komiksy. Córeczka, pozbawiona tatusia w wieku 9 lat, pisze list do niego 34 lata póżniej, w wieku 43 lat. Odnoszę wrażenie, że ten infantylny list jest pisany, tylko i wyłącznie, w celach komercyjnych, dla podtrzymania mitu twórcy komiksów. Napisany jest żle, niespójnie, a w dodatku sugeruje jakąś niezdrową atmosferę, bo ojciec i jego wyimaginowany następca, lekarz, stają się symbolem MĘSKOŚCI. Do tego sposób wyrażania się o matce. Włosy dęba stają !!! /str.25/
"Wiesz, tato, za każdym razem, kiedy kochałam mężczyznę, wolałam tak naprawdę ciebie. Wytykałam twojej żonie....."

Żadnej empatii dla matki umierającej na raka. A co z mężem i dziećmi 43-latki ? Nie istnieją ? To wszystko jest CHORE !!! Wynurzenia autorki stają się obsesyjne, np: /str.39/
"Kochałam mężczyzn. Z niektórymi dobrze się bawiłam, z innymi spałam spokojnie. Byłam wierna tylko tobie..."
Przy równoczesnej negacji matki !!! Skąd ta nienawiść do matki ? Może dlatego, że była gojką? Wszak autorka pisze: /str.40/
"...że poślubiłeś gojkę.. ..ciotka Olga.. ..nienawidziła nie-Żydów, ponieważ jeden z jej braci został wydany gestapo przez własną żonę, katoliczkę..."
Przykład cioci mógł trafić na podatny grunt. Swoją drogą, dziwna ta okupacja we Francji, bo w Polsce za związek z Żydem dzieliło się jego los /dotknęło to m.in. osoby związanej z moją rodziną/
Autorka konsekwentnie zachowuje przyjętą formę mówienia o swojej matce, np gdy wspomina 1985 rok i wystawę poświęconą ojcu: /str.42/
"Kilka tygodni póżniej wykryto u twojej żony ciężki nawrót choroby. Rak ....."
Jak z kolei odczytać deklarację autorki ze str. 50
"Od śmierci twojej żony odgrywam podwójną rolę wdowy i sieroty..."
Czyż nienawistny stosunek do własnej matki był skutkiem (podświadomej) seksualnej rywalizacji o męża-ojca, samca Rene ? A jeszcze kwestia męża, którego nazwiska nie przyjęła i nam nie udostępniła: /str.52/
"...Miał prawie dwadzieścia pięć lat więcej niż ja, był pisarzem, jak ty.... ..Nie było cię, kiedy urodziłam dzieci. Simon pojawił się pewnego lutowego wieczoru.. ..Dwa lata póżniej urodziła się Salome.."
Autorka urodziła się w 1968 r., kiedy jej ojciec miał 42 lata; ona rodzi Simona w 2001, gdy ona ma 33, ale jej mąż 58 !!!. Przy drugim dziecku małżonek ma 60 !!! Nie jestem seksuologiem, a jako laik, rozpoznaję skłonności kazirodczo-geriatriofilne. Przecież ona chciałaby by jej partnerem i ojcem jej dzieci był TATUŚ!!!

Druga część jest o wiele gorsza. Autorka wykorzystuje wątki osobiste by napisać szmirę. W tym celu zmienia daty, jak i zawód zmarłego tatusia - na chemika. Poszczególne lata oznacza literami alfabetu hebrajskiego, ale nie wiem po co ? Opowiadanie kończy się ekshumacją drogiego tatusia po 20 latach, by nie leżał w jednym grobie z mamusią. Ciekawe, czy ANNE GOSCINNY będzie miała TUPET POSUNĄĆ SIĘ DO TEGO W REALU ?
GRATULUJĘ KATOLICKIEMU WYDAWNICTWU "ZNAK" WYBORU I POCZUCIA SMAKU !!!