Saturday, 13 June 2015

Dorota KRZEMIONKA "Bliżej siebie..."

Dorota KRZEMIONKA - "Bliżej siebie"
Rozmowy z mistrzami
o życiu, uczuciach, marzeniach, relacjach, zdrowiu,
finansach i możliwości zmiany siebie

Po wielu poszukiwaniach wydedukowałem, że autorem jest redaktor Krzemionka. A, że tyle kłopotu mnie narobiła, to postanowiłem się o niej czegoś dowiedzieć. Nie za bardzo mnie się udało, ale wiem, że formalnie nosi podwójne nazwisko Krzemionka – Brzózka, że jest adiunktem /a więc ma stopień doktora/ w Instytucie Psychologii Stosowanej UJ, że dyżuruje tam w środy, że mieszka w Kielcach, że jest redaktorem naukowym miesięcznika "Charaktery" /od 1997 roku popularyzującego wiedzę psychologiczną, w sposób zrozumiały dla przeciętnego czytelnika/, że napisała książki pt "Ja to wytłumaczę", "Czym jest psychologia" oraz "Wiara, nadzieja, zdrowie. Siły, które pokonują raka", ale ile ma lat, nie wiem.
Pani Doktor jest przerażająco rozmowna, bo książka zawiera aż około 50 rozmów a na pewno nie są to wszystkie jakie ona przeprowadziła. Oczywiście taka ilość uniemożliwia napisanie jakiejkolwiek sensownej recenzji, i dlatego ograniczę się do paru fragmentów, które mnie szczególnie zainteresowały. Oczywiście taki wybór jest skrajnie subiektywny, a więc nie reprezentatywny dla całości.
Jeszcze jedno: książka przynosi głównie truizmy, "oczywiste oczywistości", które niewątpliwie autorka z doktoratem z psychologii ma w jednym palcu. Ale ona nie pisze przecież podręcznika dla studentów czy też informatora popularno-naukowego. Ona rozmawia, a ważność padających słów podnoszą autorytety. Mamy schemat polegający na tym, że "objawianą prawdę", z reguły wspomnianą "oczywistą oczywistość" autorka wsadza w usta profesor Kowalskiej, która ją wygłasza jako odkrycie wybitnej profesor Malinowskiej. Przyjrzyjmy się przykładowi z pierwszych stron /str.14-15/
PROFESOR Hanna Brycz odpowiadając na pytanie DOKTOR Krzemionki, wykorzystuje autorytet PROFESORA Bernarda Weinera:
"...Bernard Weiner z Uniwersytetu w Los Angeles twierdzi, że szukając przyczyn zachowań, automatycznie wykorzystujemy trzy wymiary. Dostrzegamy, po pierwsze, przyczyny zewnętrzne, w sytuacji, bądż wewnętrzne, tkwiące w osobie; po drugie, stałe - np trudność zadania, lub zmienne - np. przypadek, szczęście lub pech; po trzecie, kontrolowalne, czyli takie, na które mamy wpływ – np. wysiłek, lub niekontrolowalne - np. pogoda. Ale odmiennie je wykorzystujemy: własne zachowania widzimy jako odpowiedż na sytuację, czyjeś - jako wyraz cech tej osoby..." itd itp

Na marginesie doktor Krzemionka wypisuje sedno danej wypowiedzi. Tu czytamy:
"Jeżeli się spóżniłam to zawiniły korki albo klucz się zaciął w zamku. Ale gdy ktoś się spóżnia, to mógł przewidzieć korki, więc jest nieodpowiedzialny.."

Niestety, wysiłek uczonych poszedł na marne w przypadku mojej osoby bo ja Biblię czytuję a tam stoi /Ew, wg Mat. 7, 3; Łuk. 6, 41./:
"Czemu widzisz żdżbło w oku brata twego, a nie widzisz belki w oku swoim ?"

Pomijam błąd w części: "..np. przypadek, szczęście lub pech"; błąd, bo szczęścia czy pechy są podzbiorami w zbiorze przypadków, a nie zbiorami równoległymi !!!

Na stronie 25 obserwujemy "uogólnienie heideggerowskie", które maksymalnie wykorzystał Stachura nazywając swojego bohatera "Się". Polega na wygłaszaniu prawd lub bzdur bezosobowo np "Mówi się, że twoja żona ciebie zdradza". Tutaj PROFESOR Hazel Rose Markus, w dodatku była żona PROFESORA Zajonca rzecze:
"..NIEKTÓRZY uważają, że pojęcie "ja" jest stosunkowo młodym wytworem. XII wiek JEST WSKAZYWANY jako czas, kiedy zaczęliśmy myśleć o sobie jako kimś odrębnym od innych ludzi.." /podk. moje./

Wniosek: JEST WSKAZYWANE, by NIEKTÓRZY uczeni pospieszyli do biblioteki i poczytali filozofów greckich. W tym miejscu wskazane wydaje się podanie odważnego stwierdzenia ze str.93:
"Wszyscy możemy być genialni, punktualni i oczytani"

Oj ! Oj ! Nie wszyscy !!! No jeszcze na zakończenie zaskoczenie ze strony 293:
"..Mało kto zdaje sobie sprawę, że osoby, które mówią cicho, ZWYKLE są bardzo wrogie"

A mnie, moje długie życie nauczyło, że ludzie kulturalni ZWYKLE mówią cicho, a czasem nawet chamy, ale z tych nieśmiałych.