Thursday, 11 June 2015

Andrzej STASIUK - "Dziewięć

Andrzej STASIUK - "Dziewięć"

Wydana w 2012 r., ale napisana w 1999. Stasiuk, urodzony 1960, jak jego bohater, za wczesnego Gomułki, świetnie czuje atmosferę Warszawy, tak końca lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, jak i tych po transformacji tj wczesnych dziewięćdziesiątych. Szczególnie znajomość Pragi jest imponująca, ale również Dworca Centralnego i okolic, a przede wszystkim tamtejszego savoir vivre'u. Stasiuk mówi:
"Ludzie są różni. Jeden lubi kwiatki, a drugi, jak mu nogi śmierdzą..."

I właśnie o skutkach tej różności jest ta książka. W PRL-u życie było szare, wszyscy byli "równi", nie uwidaczniała się ta różność, chyba, że w naszczaniu do beczki z ogórkami w obrabowywanym sklepie. A ile radochy z tego było, bo w wyniku tego rozkosznego czynu, wszyscy, nieświadomi tego, sąsiedzi spożywali ogórki z moczem. Po transformacji nie ma miejsca na śmiech, bo nastąpiło skrajne rozwarstwienie; jedni jeżdżą luksusowymi samochodami i dysponują olbrzymimi pieniędzmi, a inni złachudrzyli się i poszli w "menelstwo". To wyszło zbyt delikatnie, więc spróbuje inaczej. Prymitywy, margines społeczny zyskał na transformacji najwięcej. Mają kasę, rządzą miastem i... ..strasznie ich to męczy. Bo czy normalny człowiek ma problemy z dobraniem ubrania nie mówiąc o dezodorancie ? Stasiuk jest wspaniały, gdy pokazuje dylemat prymitywa, który znajduje salomonowe rozwiązanie i psika jedną pachę jednym dezodorantem, a drugą - innym. Z tego sztucznego awansu społecznego wykluwa się tęsknota za młodością, gdy walili alpagi /czyli wina marki "Wino"/ w plenerze. Dalej ich łączy sentyment do wydarzeń z dawnych lat, ale coraz rzadziej i tylko chwilowo, bo nowe życie jest brutalne i ich przerasta. Dwa równoległe wątki akcji, autor uzupełnia licznymi migawkami z życia innych przygodnych ludzi.
Wyczytałem w recenzjach zarzuty wobec Stasiuka, że zanudził czytelnika numerami tramwajów i autobusów. A ja, rdzenny warszawiak, jestem mu wdzięczny za drobiazgowość, bo to ułatwia mnie przywoływać własne wspomnienia. Ponadto zauważmy absurdalność takiego zarzutu, bo czym by były "Kwiaty Polskie" Tuwima bez dokładnych tras tramwajowych poszczególnych numerów ?
Ze względu na relatywnie niskie oceny, proponuję autorowi i wydawnictwu wyposażyć następne wydanie w szczegółowe przypisy, bo nie każdy czytelnik załapie specyfikę Dworca Wileńskiego, symbolikę Ząbek czy Pustelnika, nie mówiąc o monstrualnej bliskości: niedżwiedzi, Cerkwi, Komisariatu na Cyryla i Metodego i miejsca spotkań pod pomnikiem "Czterech Śpiących".
Mam nadzieję, że Państwo zrozumieli moją specyficzną sytuację, która zmusza mnie do dania 10 gwiazdek, bo dla mnie to szczytowe osiągnięcie realizmu peryferyjnego, w którym celował Nowakowski.