Tuesday, 25 October 2016

Stefan KISIELEWSKI "KISIEL" - "Lata pozłacane, lata szare"

Stefan KISIELEWSKI - "Lata pozłacane, lata szare"

Stefan Kisielewski - "Kisiel" był, obok "Kibica" (Urbana), "Hamiltona" (Słojewskiego), "Bywalca" (Passenta) oraz KTT (Toeplitza), najpopularniejszym felietonistą PRL. Pełnili oni role „gwizdków bezpieczeństwa” reżimu, podobnie jak kabarety studenckie czy „Koń” i „Owca” Dobrowolskiego. Czyli pompatycznie mówiąc „podtrzymywały ducha narodu”.
Do niniejszego zbioru felietonów z lat 1945 – 1987 podchodzę z dużą rezerwą, bo jestem po lekturze pośmiertnie wydanych „Dzienników”, które, niestety, odkryły prawdziwe, wykrzywione oblicze Kisiela. W recenzji „Dzienników” pisałem:
„..Piszę opinię na podstawie wydania z 2001 roku, tj 10 lat od jego śmierci i tak sobie myślę, że jeszcze następne 10 lat zwłoki by się przydało, bo pióro Kisiela jest kąśliwe, subiektywne, czasem do bólu szczere, nawet wobec przyjaciół i bliskich znajomych.…"
i kończyłem ją uwagą:
„...Kisielewski wyznaczył pięcioletni okres kwarantanny dla "Dzienników", bo zdawał sobie sprawę, że zszokuje i zawiedzie wielu znajomych, a część z nich oceni jego postępowanie jako WREDNE….”
I niestety okazało się, że ta „wredność” psuje mnie przyjemność aktualnej lektury. Nie chcąc się powtarzać, polecam moje recenzje wspomnianych „Dzienników” (6 gwiazdek), jak i „Bez cenzury” i „Felietonów pod choinkę” (po 8 gwiazdek)..
Wydawnictwo "ZNAK” wydało ten zbiór - 756 stron - bez jakichkolwiek przypisów, dzięki czemu jest on nieczytelny nawet dla mnie starego wiekiem i stażem czytelniczym felietonów Kisiela. Trudno wymagać od młodego czytelnika, by co chwila szukał w Wikipedii kto zacz, tym bardziej, że znalezione tam wiadomości mają się często nijak do treści felietonu. Dla przykładu w dwóch pierwszych felietonach pojawiają się dwie fascynujące postacie: Jerzy Borejsza i Jan Kott. Żeby zrozumieć stosunek Kisiela do nich, trzeba o nich coś wiedzieć, a tu i Wikipedia jest zbyt powściągliwa. A sprawa jest istotna, bo ich nazwiska pojawiają się wielokrotnie, a ilokrotnie nie powiem, bo Panom Redaktorom ze „ZNAKU” nie przyszło nawet do łba sporządzić indeks nazwisk.
Co ciekawe nie można nikogo personalnie wskazać, bo jedynym nazwiskiem, jakie udało mnie się znaleźć jest autor opracowania graficznego. Wyśledziłem i już wiem kto w 1987 roku, jako szef ZNAKU ponosi za to „dyrektorską” odpowiedzialność; to niestety, nieodżałowany Jacek Woźniakowski (1920 - 2012), który jak widać, miał nieodpowiedzialnych podwładnych.
Mimo tych wad daję 8 gwiazdek ze względu na wartość poznawczą nie do przecenienia.