Thursday, 13 October 2016

Kurt VONNEGUT - "Sinobrody"

Kurt VONNEGUT - "Sinobrody"

Jeszcze jedna pozycja Vonneguta. Popatrzmy na dotychczasowe zestawienie samoocen autora i gwiazdek ode mnie:
1961- „Matka noc” A+ (dziesięć gwiazdek)
1963 - „Kocia kołyska” A+ (dziesięć gwiazdek)
1965 - „Niech... ..Rosewater” A (dziewięć gwiazdek)
1969 - „Rzeźnia numer pięć” A+ (dziesięć gwiazdek)
1973 - „Śniadanie mistrzów” C (jedna gwiazdka
1981- „Niedziela Palmowa” C (jedna gwiazdka)
1991 - „Losy gorsze od śmierci” (brak samooceny), (jedna gwiazdka)

Omawiana książka została wydana w 1987 roku, a więc w okresie „nieciekawym”, co nastawia mnie ujemnie do tej lektury. Początek mnie się podoba, bo dużo ironii, a i uwagi warte wynotowania, jak ta…(s. 26 ):
„...życie człowieka da się streścić jednym słowem: ‘skrępowanie’...”
….bądź ta, odzwierciedlająca także moje odczucia….(s. 31):
„…- Jeśli ktoś odkrył o co chodzi w życiu, to za późno. Mnie to już nie interesuje...”

Vonnegut wyjaśnia tytuł (s. 62-3):
„…...Sinobrody to fikcyjny bohater bardzo starej baśni dla dzieci… ..W baśni żeni się wielokrotnie.. ..W końcu poślubia następne.. ..i przywozi do zamku. Oblubienicy wolno wchodzić do wszystkich komnat prócz jednej… ..nowa żona.. ..zagląda tam. Sinobrody przyłapuje ją na tym w chwili, kiedy, osłupiała, patrzy na trupy jego poprzednich żon, które - z wyjątkiem pierwszej - zabił za zaglądanie do komnaty. Pierwszą zabił bowiem za co innego...”

W książce zamiast komnaty mamy kartoflarnię, a w niej……. Nie mogę zdradzić; niech każdy doczyta do końca i wyrobi sobie niezależną opinię. Bo moja jest miażdżąca: to nie jest mój Vonnegut z lat 1961 -1969, który dostał ode mnie trzy razy po dziesięć gwiazdek i raz dziewięć. To jest Vonnegut, bardzo mierny pisarz z lat późniejszych, gdy jego twórczość wykazuje silną tendencję spadkową. I dlatego utwory te honoruję PAŁĄ, bo sprawiły mnie wielki zawód. Gdyby kto inny był ich autorem, dałbym każdemu z nich 5 gwiazdek, ale w jego przypadku to jest kompromitacja.

Oczywiste, że rutyna nie pozwala pisarzowi tej klasy co Vonnegut napisać książki nudnej, więc czyta się ją lekko i zauważa humor autora. Lecz, niestety, widzę w niej same dyrdymały i banialuki, a ujawniona tajemnica kartoflarni nie współgra, według mnie, z dotychczasowym nastrojem.
Może się mylę skoro większość recenzentów zachwyca się, lecz wiem na pewno, że nie ma to nic wspólnego z a r c y d z i e ł a m i wymienionymi wyżej