Thursday, 20 October 2016

Kira GAŁCZYŃSKA - "Jak się te lata mylą..."

Kira GAŁCZYŃSKA - "Jak się te lata mylą...."


Kira Gałczyńska (ur. 1936), córka poety snuje wspomnienia od 1952 roku, podkreślając różnice wywołane śmiercią Stalina w 1953 roku. I od pierwszych stron jestem mile zaskoczony trafnością opisu ludzi, zdarzeń i atmosfery. W dniu śmierci Stalina chodziła do klasy maturalnej u Żmichowskiej w Warszawie, a ja dopiero do czwartej klasy podstawówki, więc może mniej rozumiałem, lecz równie dokładnie nastrój tamtych dni pamiętam. Na pewno ma ona rację pisząc (s. 29): „..o ogólnym nastroju rozpaczy...” Wprawdzie nie dlatego, że……:
„…..W piątek 6 III przestało bić serce wodza ludzkości”
lecz z obawy o przyszłość, ze strachu przed niewiadomym, a w tej niepewności przyszło nam żyć prawie 3 lata, aż do referatu Chruszczowa na XX Zjeździe KPZR.
Polityka pozostaje na marginesie, bo ważniejsze co się działo i gdzie się bywało. A więc; oczywiście, basen Legii i dawna YMCA; wydanie przez Tyrmanda kultowej książki „U brzegów jazzu”, no i kiełkujący jazz. Wydanie „Złego” czyli warszawskich „Tajemnic Paryża”, jak ładnie to Gałczyńska nazywa (s. 44) i dancingi w „Kameralnej”. Wreszcie matura czule wspominana, a dalej dziesiątki nazwisk wspólnych znajomych i wiele ciekawostek na ich temat.

Mniej więcej od 55 strony wspomnienia osobiste przeplatane są wydarzeniami politycznymi, a jednym z pierwszych upadek Berii (w prasie wiadomość już 11 lipca). Autorka wspomina Karola Makuszyńskiego, który zmarł również w 1953, jak i zmarłego w uprzednim roku Borejszę. Lecz 1953 rok to dla autorki, przede wszystkim śmierć ojca, a i trzy tygodnie później Tuwima, który dopiero co deklarował pomoc „ojcowską”.
Gałczyńska wspomina plejadę sławnych postaci zamieszkujących Aleję Róż, jak i podejmowanych w leśniczówce Pranie. (Wśród tych ostatnich „krwawą” Lunę Bristigerową). Ciekawostkę wyczytałem o Dziadzi ze „Wspólnego Pokoju” Uniłowskiego. Gałczyńska pisze (s. 96):
"...z największą czułością zawsze wspominać będę Stanisława Marię Salińskiego, popularnie nie tylko przez nas zwanego Dziadzią. "Zapisany" pod tym imieniem we "Wspólnym Pokoju" Uniłowskiego, pozostał na zawsze "Dziadzią" właściwie dla wszystkich..."
Wspomnienia ciągną się do zamknięcia „Po Prostu” i odwilży po Polskim Październiku. Imponujący materiał, boleśnie zgodny z prawdą, którą potwierdzam, bo nastawiony bojowo (każdy co innego pamięta) nie złapałem autorki na niczym. Duża rzecz!!!