Friday, 21 October 2016

Peter WATTS - "Ślepowidzenie"

Peter WATTS - "Ślepowidzenie"

Zdarzyło mnie się przeczytać i zrecenzować "Kroki w mieznane. Almanach fantastyki 2010" i właśnie stamtąd znam Wattsa. Pisałem wówczas:
"..Peter Watts (1958) "Rzeczy". Wg Obarskiego (s. 579):
"...autor sięgnął do kultowego filmu 'The Thing" (1982), będącego mieszanką horroru i science – fiction. Opowiedział całą historię raz jeszcze, tyle że z zupełnie innego punktu widzenia...."
Koncepcję zespolenia biomasy versus indywidualizm człowieka zrozumiałem, tym bardziej, że biomasa skojarzyła mnie się z wyższą inteligencją oceanu magmy u Lema. Gorzej z wykonaniem: sknocić tak ciekawy pomysł to sztuka; wyszła nuda, a ze spodziewanego horroru nic nie pozostało. Dla mnie - przeciętność tzn 3 gwiazdki..."

Odbiór "Ślepowidzenia" wg Wikipedii:
Carl Hayes w recenzji dla Booklist napisał „Watts umieszcza masę nie dających spokoju idei, wystarczyłoby ich na kilka powieści, co więcej nadaje nowy rozmach wszystkim najważniejszym motywom od rzeczywistości wirtualnej po biologię pozaziemską“. Kirkus Reviews pisze „Watts zbytnio komplikuje i wszystko co oferuje to ciągłe poszukiwanie, mieszanie szyków, wyzwania i czasem przeszywające uczucie ciekawości”. Jackie Cassida „Watts doskonałą umiejętnością narracji wciąga swoich czytelników w niesamowitą opowieść“. Publishers Weekly „Watts w zadziwiający i oryginalny sposób opowiada znaną historię Pierwszego Kontaktu”
Odbiór wg LC:
1876 ocen; 215 opinii; średnia 7,83

Czas umierać, bo dla mnie to bełkot absolutnie nie do przyjęcia, całkowity organiczny brak finezji. Jeszcze nim umrę wspomnę o towarzyszach niedoli z LC:

eR: Straszliwie i potwornie nudna.
Nie da się tego czytać.
Sami entuzjaści widzę,nie wiem co w tej książce dobrego znaleźli.
Pisarz -jakby się naćpał i umieścił na stronach pierwszy bełkot,jaki mu przyszedł do głowy.

Lena: Bełkotliwe, męczliwe, niespójne. Obrazowanie jak na prochach, postacie papierowe. Ciężko dotrwać do końca i nie urwać szczęki od ziewania.

Nesihansu: Prawie same dobre recenzje. Cóż, nie posądzam autorów ich wszystkich o snobizm, może rzeczywiście znależli w lekturze to, co twierdzą, że znaleźli. Nowatorskie? Genialne? Dla mnie to był jeden nieprzerwany bełkot. Nie jestem w stanie powiedzieć o czym właściwie była ta książka. Usiłowałam skupić się na tekście ale moje myśli co i rusz nieuchronnie odlatywały w kosmos. To nie jest tak, że unikam tytułów które wymagają wysiłku intelektualnego aby je zrozumieć. Ale jeśli już mam się wysilać to wolę coś popularnonaukowego np z fizyki. Nigdy więcej Petera Wattsa.

Mojrzesh: Bałem się przejrzeć opinie na temat tej powieści. Bałem bo z każdej przeczytanej recenzji bił blask geniuszu opiewany przez recenzentów. Bałem bo do mnie ten geniusz jakoś nie doleciał. Nie rozumiem czemu zachwycać się tym technologiczno egzystencjalnym żargonem, który według mnie jest kompletnie nie strawny a powieść mnie tylko nużyła, po lekturze byłem tylko zmęczony. Nie rozumiem geniuszu Ślepowidzenia gdzie już wiele lat temu Stanisław Lem w Solaris opisał identyczna sytuacje (próba kontaktu z obcym bytem) i zrobił to w o wiele przystępniejszy i ciekawszy sposób. Notabene Solaris ubóstwiam od lat.

rad88: Ksiazka jest bardzo slaba, chaotyczna. Narracja jest niespojna, postaci sa nieczytelne na rowni z dialogami. Nie sadze ze to tylko kwestia polskiego tlumaczenia. Autor szafuje pojeciami ktorych nie rozumie, konstruuje jakies belkotliwe wywody na rozne pseudo-naukowe tematy rzekomo wokol natury ludzkiej swiadomosci. Nie wiele z tych wynurzen wynika. Do tego jeszcze jacys obcy. Ogolnie pozycja bardzo meczaca i nic nie wnoszaca do swiata pozycji S-F. Po prostu meczacy belkot grafomana. 
Wysoka note na stronach takich jak ta czy biblionetka pl moge wytlumaczyc jedynie albo sponsoringiem wydawcy, albo tym ze wiekszosc ludzi oceniajacych to dzielo nigdy nie mialo stycznosci z wartosciowym S-F takich autorow jak Asimov, Philip K. Dick czy Zajdel.

Kika: Psuedonaukowy chaos, treść nie tworzy fabuły, postacie trudne do uchwycenia, właściwie nie wiem, jakie są. Żargon nieczytelny, opisy przesadnie literackie - kto o wypuszczaniu sond pisze o "porodzie"?! Dla mnie to słaba pozycja ze względu nie na pomysły sf, ale kaleką formę. Nie wiem, czy autor silił się na "poetyckość" czy tłumacz poległ na froncie, ale końcowy efekt mierny.

Polu: Ale jazda, jakby się człowiek w psychiatryku znalazł

Wiseman: Nie gustuję w tym gatunku, ale znajomi polecali, to przeczytałem. Przykro mówić, ale dla mnie z literaturą ma to niewiele wspólnego, totalny bełkot. Bardziej niż sama książka podobało mi się posłowie. Żeby nie było - miałem styk z matematyką i fizyką na poziomie uniwersyteckim i Hawkinga czytam z przyjemnością ;)

Lintu: "Redefinicja fantastyka naukowej". "Genialna, egzystencjalna opowieść". Niestety uwierzyłem w te hasła. Gdyby nie to, być może dodałbym +1 do oceny.
Uważam się za dość nieźle wyrobionego i oczytanego osobnika, ale nie mam pojęcia, o czym była ta książka i w czym leży jej wartość. Nie rozumiem, co się w niej działo, dlaczego i przede wszystkim po co. Fabuła jest miałka, sztampowa do bólu i rozwijana w ślimaczym tempie, do tego poszatkowana i niespójna. Postaci są płaskie, płytkie i nijakie, a marne próby ich psychologizacji wzbudzają jedynie pusty śmiech i poczucie narastającego absurdu. W niczym nie pomaga pseudonaukowy bełkot, któremu nie udaje się ani trochę przykryć dziur wywołanych przez brak właściwej treści. Wszelkie wątki zdają się być powierzchowne, szczątkowe i zwyczajnie słabe (że wspomnę o motywie dzieciństwa głównego bohatera czy wątku romansowym).
A Obcy? Spodziewałem się rewolucyjnego podejścia do Pierwszego Kontaktu - przecież to miał być główny atut tej książki! Ale... no cóż, nie wyszło, jak i wszystko inne - nie ma w koncepcji Obcych niczego oryginalnego ani zaskakującego, a wydawałoby się, że po 50 latach od Solaris i Niezwyciężonego można by się wysilić na jakieś świeże pomysły.
Reasumując - dawno nie czytałem powieści tak mocno przereklamowanej, tak totalnie bezwartościowej i o tak wielkim stężeniu bzdur. Tragedia.

itd itp

Wszystko powiedziane, więc ja już nic nie muszę.... Podoba mnie się przypomnienie o genialnym "Solaris". Ale nie tylko, Po prostu "cudze chwalicie swego nie znacie". Nie musicie być etuzjastami Lema, bo jest o wiele młodszy Dukaj, którego fanem wcale nie jestem, ale Dukaj jest a r c y m i s t r z e m w porównaniu z taką m i e r n o t ą jak Watts.

PS Młodzi znajomi z LC przekonali mnie do Philip Dicka; i to wszystko.