Tuesday, 21 June 2016

Winston GROOM - "Forest Gump"

Winston GROOM - "Forrest Gump"

Książkę wydano w 1986, lecz sensacji nie wzbudziła; dopiero po sukcesie filmu Roberta Zemeckisa opartym na tej książce w 1994, ponowne wydanie stało się bestsellerem. Czytelnicy często sięgali po książkę po obejrzeniu filmu i stąd duża część recenzji dotyczy bardziej filmu niż książki. Ja również film obejrzałem, i to wielokrotnie, wiele lat temu, a książkę przeczytałem obecnie. Aby zamknąć kwestię filmu, to oświadczam, że uznałem go za jeden z najlepszych jakie w życiu widziałem, a widziałem dużo tak ze względu na wiek, jak i długoletnią przynależność do różnych klubów filmowych. Zrozumiałem go jako satyryczny obraz c a ł e g o pokolenia Amerykanów, tego któremu przypadł akurat w udziale, i ruch hippies i wojna w Wietnamie. Podziwiałem reżysera za głębię socjologiczną i psychologiczną, a końcowa scena identyczna z początkową podkreślała naszą małość wobec świata. Koło się zamknęło, a nasze wstrząsające losy nie miały ż a d n e g o wpływu na bieg historii. Dodatkowo słuchacze, zmieniający się niezauważalnie dla snującego opowieść Forresta, utwierdzali mnie w odczuciu o uniwersalnym przesłaniu tej opowieści.

Po przeczytaniu książki wzrósł mój podziw dla reżysera, który z banalnej opowieści o niedorozwoju zrobił tak fascynujący film, samą zaś książkę postanowiłem oceniać w oderwaniu od filmu. I przy takim podejściu książka zyskała. Bohater to kompilacja paru postaci znanych z literatury np. Szwejka z infantylnym olbrzymem z „Myszy i ludzi” Steinbecka., a humor - prostacki, typowo amerykański, znany nam z „Paragrafu 22”. Podobnych podobieństw można znaleźć dużo, lecz wydaje się najważniejsze, że książkowego Forresta lubi się od pierwszej strony, a fabuła wywołuje zdrowy śmiech. I dobra zabawa trwa do 119 strony, gdzie autor pękł, po prostu wyczerpała się jego inwencja twórcza, bo wysyłanie w Kosmos Forresta z babą i z małpą, to brzytwa dla tonącego.

Na temat dalszych losów nic nie powiem poza wzmianką o upływającym czasie (s.141):
„..Mijają dni, miesiące, lata, a ja, Zuzia i major Fritch codziennie zasuwamy na plantacji bawełny.....”
Gagi się mnożą i wesoło jest do samego happy endu. I dobrze, i za to należy się dobra ocena. Dostaliśmy bezpretensjonalną, śmieszną, relaksującą opowiastkę, akurat na jeden wieczór. A to, że na tej fabule reżyser zrobił ambitny i mądry film to jego zasługa. Co do książki należy podkreślić umiejętny dobór polskich błędów językowych, przez tłumaczkę Julitę Wroniak, do poziomu umysłowego Forresta.