Monday, 27 June 2016

Jerzy ANDRZEJEWSKI - "Miazga"

Jerzy ANDRZEJEWSKI - "Miazga"

Dysponuję wydaniem "PULS PUBLICATIONS" nad którym pracował Antoni Libera, lecz nie znam wstępu, o którym on mówi w swojej recenzji na: http://www.antoni-libera.pl/node/93
"....Pełna, zredagowana przeze mnie wersja, ukazała się dopiero w 1992 roku w Pulsie. Pracowałem nad tą edycją z wewnętrznymi oporami i ze ściśniętym sercem. Doprowadziłem jednak sumiennie rzecz do końca, spłacając dług Autorowi z niezapomnianą chwilę złudnego szczęścia w młodości.
Dziś otrzymujemy do rąk wydanie ostateczne i “pomnikowe”: krytyczną edycję Biblioteki Narodowej, przygotowaną i nad wyraz rzetelnie opracowaną przez Annę Synoradzką-Demadre. Jej ponad 100. stronicowy wstęp, w którym pieczołowicie rekonstruuje ona całą tę historię i komentuje wszelkie jej aspekty, czyta się jednym tchem – jak pasjonujący reportaż. Zdumiewające zjawisko! Legenda narodzin i porażki dzieła, które chciało być wielkie, lecz nie wyszło, przerosła je i przetrwała, stając się czymś samoistnym i jeśli nawet nie bezwzględnie wartościowym, to z pewnością pouczającym. Taki jest casus “Miazgi”..."

Po stwierdzeniu kompetentnego Libery:: "... porażki dzieła, które chciało być wielkie, lecz nie wyszło..", temat wydaje się być zamknięty, jednak wskutek niedosytu recenzji na LC, postanowiłem trochę pogawędzić. Po pierwsze Libera, z którego recenzji będę jeszcze korzystał, ma u mnie 10 gwiazdek za "Godota i jego cień", a w recenzji jego "Błogosławieństwa Becketta" pisałem:
(Libera Andrzejewskiego) "...mobilizuje do dokończenia „Miazgi” będąc 20-letnim studentem, do tego jest cholernie inteligentny i wszechstronny.."

To stwierdzenie zmusza mnie do powrotu do recenzji Libery, od której swoją pisaninę zacząłem: Najpierw ocena pomysłu Andrzejewskiego:
"... Punktem odniesienia w myśleniu o tym przedsięwzięciu stało się “Wesele” Wyspiańskiego. Cóż bardziej wyrazistego i bogatego w znaczenia w literaturze polskiej jak archetyp wesela! “Kochajmy się” Mickiewicza, “Na wsi wesele” Dąbrowskiej, “Ślub” Gombrowicza, dopiero co powstałe “Tango” Mrożka. Andrzejewski pragnał wpisać się w tę tradycję. Postanowił wymyślić i opisać współczesne polskie wesele – wesele reprezentatywne, czyli takie, przez które przemawia duch czasu – i wtopić w ten obraz swój autoportret jako współczesnego Poety: pisarza-sumienia-narodu...."

To teraz o wspomnianej mobilizacji:
"......napisałem do niego list – z wyrazami uznania i podziękowaniem za postawę. W tym momencie nie znałem go osobiście. Odpowiedź otrzymałem na wiosnę 1969, tuż przed moimi 20. urodzinami (byłem wtedy na drugim roku studiów). Andrzejewski dziękował mi za słowa wsparcia i proponował spotkanie...."

Całą historię inspiracji i współtworzenia "Miazgi" znajdziecie Państwo pod adresem podanym na początku, a ja ten wątek zakończę wyznaniem Libery:
"....Przełom lat 1969-70, aż do sierpnia tego roku, kiedy to Andrzejewski definitywnie “Miazgę” ukończył, był jednym z najdziwniejszych okresów w moim życiu. Oto w ciągu dość krótkiego czasu z marzyciela, błędnego młodzieńca nieco naiwnie zauroczonego literaturą, stałem się tej literatury animatorem, postacią książki... ..a wreszcie swoistym jej współautorem. Zdawałem sobie sprawę, że jest to przygoda niezwykle rzadka czy nawet jedyna w swoim rodzaju... .. Los u schyłku wczesnej młodości ofiarował mi spełnienie dziecinnego, nieziszczalnego marzenia o wejściu w fikcyjny świat powieściowy.."

Nim przejdę do mojej oceny proponuję ciekawy fragment z recenzji LEKTORA w "Tygodniku Powszechnym": http://www2.tygodnik.com.pl/tp/2810/lektor.php
"...W wersji zaprezentowanej w 'Twórczości' w roku 1966 osią fabularną 'Miazgi" jest ślub pary warszawskich aktorów... ...Na bankiecie weselnym w podwarszawskim pałacu w Jabłonnie artyści spotykają się z ludźmi "aparatu i rządu".. ...Pierwotna wersja nie została dokończona... ...Zmiana dotyczyła najpierw czasu akcji: maj 1965 zastąpiony został kwietniem 1969, a "na biografiach protagonistów zaciążyły doświadczenia 1968 roku". Tłem dla niedoszłego wesela stał się rozdział "Intermedium, czyli życiorysy Polaków"... ..Całość zaś kadłubowej fabuły wchłonięta została przez dziennik jej twórcy.. ...Tomasz Burek.. ..pytał z niepokojem, czy przypadkiem "Miazga" nie okaże się "wielkim dziełem spóźnionym" i "książką dla nikogo" ?.... "

Nie wiem, czy dla nikogo, na pewno nie dla mnie. Po pierwsze spoiwo, czyli dziennik autora, to szczyt nudziarstwa, podobnie "Intermedium czyli życiorysy Polaków", a w ogóle Andrzejewski jest pusty i nie ma nic do powiedzenia. Nie dziwię się, że tyle lat męczył się z tą książką, bo przypomnijmy, że jego ostatni udany utwór to "Idzie skacząc po górach" z 1963 roku a poprzednie to "Bramy raju" z 1960 i "Popiół i diament" z 1950. Pamiętam jak drukował (lata 70.) w odcinkach "Z dnia na dzień" katorgą była lektura tego, a "Grze z cieniem" dałem pałę. I jeszcze jedno: nauczyłem się od Giedroycia rozdzielać dzieło od autora, lecz apoteoza Andrzejewskiego (1909 - 1983) zmusza mnie do przypomnienia, że to przedwojenny endek ściśle współpracujący z faszystowskim "Prosto z mostu" Piaseckiego, że to komunistyczny mutant, ALFA w "Zniewolonym umyśle" Miłosza, a ponadto (co mnie nie przeszkadza) alkoholik i pederasta - tylko takiego określenia wtedy się używało. Nie wyolbrzymiajcie znaczenia "Listu 34" dotyczącego przydziału papieru dla pisarzy.
Reasumując: nie polecam