Saturday, 25 June 2016

Nadieżda MANDELSZTAM - "Wspomnienia"

Nadieżda MANDELSZTAM - "Wspomnienia"

UWAGA!
1. Niezorientowanym w temacie polecam moją recenzję Anny Piwkowskiej "Achmatowa czyli Kobieta"
2. Wikipedia o Osipie Mandelsztamie:
"...Pisane przez niego później wiersze nie mogły już zostać wydane ze względu na wszechobecny stalinowski terror. Dużą część utworów napisanych pod koniec życia poety przechowała i uchroniła przed zapomnieniem jego żona. Początek światowej sławy Osipa rozpoczął się dopiero w latach siedemdziesiątych XX w., za sprawą wdowy, Nadieżdy Mandelsztam, opisującej w swojej książce "Nadzieja w beznadziei" los swego zmarłego męża. Ocalone wiersze złożyły się na "Woroneskie zeszyty".Obecnie Osipa Mandelsztama, obok Borysa Pasternaka i Anny Achmatowej, stawia się na piedestale największych poetów rosyjskich XX wieku..."

Nadieżda Mandelsztam (1899 – 1980), żona Osipa (1891 – 1938), filolog, opiekowała się spuścizną męża, a "Wspomnienia" publikowała sukcesywnie: pierwszy tom ukazał się w Nowym Jorku w 1970 roku drugi - w Paryżu w 1972, a trzeci - też w Paryżu w 1978. W Polsce "Wspomnienia" ukazały się w ubiegłym roku, ze wstępem Josifa Brodskiego (1940 -96), ucznia i wielbiciela Achmatowej, który czuł się zaszczycony niosąc jej trumnę. Zaczyna on od podsumowania:
"Na osiemdziesiąt jeden lat swojego życia Nadieżda Mandelsztam dziewiętnaście lat przeżyła jako żona największego rosyjskiego poety tego stulecia, Osipa Mandelsztama, a czterdzieści dwa – jako wdowa po nim. Na resztę złożyły się dzieciństwo i młodość. Wśród ludzi wykształconych, zwłaszcza literatów, wystarczy być wdową po wielkim człowieku, by zdobyć sobie pewną pozycję..."

Analizując sytuację w jakiej zaistnieli akmeiści Brodski mądrze stwierdza (s. 23):
"....Cierpienie zaślepia, ogłusza, łamie i nierzadko – zabija. Osip Mandelsztam był wielkim poetą, n i m wybuchła rewolucja. Tak samo Anna Achmatowa i Maryna Cwietajewa. Każde z nich zostałoby tym, kim zostało, nawet gdyby nie nastąpiło żadne z wydarzeń, które w XX wieku stały się udziałem Rosji. Ponieważ byli u t a l e n t o w a n i. Talent z samej swej natury nie potrzebuje historii..."

Brodski docenia wartość "Wspomnień" mówiąc (s. 24):
"....Okazało się bowiem, że wątłej sześćdziesięciopięcioletniej kobiecie udało się, jeśli nie wstrzymać na dalszą metę, to przynajmniej zahamować proces rozkładu kultury całego narodu. W swoich wspomnieniach Nadieżda Mandelsztam zawarła więcej niż tylko świadectwo swego czasu: ukazała mianowicie historię w świetle sumienia i w świetle kultury. W takim oświetleniu historia wykrzywia twarz, a jednostka uświadamia sobie stojący przed nią wybór – między ciążeniem do źródeł owego światła a popełnieniem antropologicznej zbrodni przeciwko samej sobie..."

Nim przejdę do treści podkreślam doskonałość przypisów, które zawdzięczamy (chyba) tłumaczowi Jerzemu Czechowi oraz ich autorom, którymi są Pavel Nerler i Sergej Vasilenko.

Wspomnienia zaczynają się od spoliczkowania Aleksieja Tołstoja przez Osipa w 1934 roku i telefonowaniu do Achmatowej o pomoc. I podobne sytuacje będą się zdarzać często, a do zrozumienia ich pomocna jest wspomniana w nagłówku biografia Achmatowej. To jest początek końca wielkiego poety, bo 27 grudnia 1938 umrze, a więc przed nim i nami trochę ponad cztery lata. Rano 14 maja 1934 zabierają go....
Czytam powoli, bo studiuję obszerne przypisy, podziwiam odwagę i determinację Nadieżdy, lecz trudno mnie nie zauważyć sprzeczności, gdy wielokrotnie twierdzi ona, że trzymali się z daleka od polityki, a równocześnie podaje przyczynę zsyłki - wiersz o Stalinie, za który autor mógłby być rozstrzelany. Osip cieszy się z zsyłki do Woroneża, świadom uniknięcia śmierci. Osip ma świadomość, lecz skutecznie indoktrynowany lud jej nie ma, Skazanie za wiersz uważa za kłamstwo (s. 139):
„....Był przekonany, że u nas rozstrzeliwuje się tylko szpiegów, dywersantów i szkodników. Co innego, mówił, w krajach burżuazyjnych, tam jak się napisze jakiś nieprawomyślny wierszyk, to już przepadło, mogą człowieka wysłać na tamten świat...”
Przeczytałem, co do tej chwili napisałem i uważam, że najistotniejsze jest sformułowanie Brodskiego: "...ukazała mianowicie historię w świetle sumienia i w świetle kultury..”, którą pozwalam sobie rozszerzyć: „napisała najwierniejszą dokumentarną historię ZSRR, dzięki akcentowaniu mentalności społeczeństwa”.
Wracamy do zsyłki: najpierw Czerdyń, potem Woroneż. Oceniając pracę lekarzy obozowych autorka wypowiada słowa słuszne dla wszystkich zawodów i w całym systemie, a więc i w PRL-u (s. 181):
„...Wszyscy robimy wyłącznie to, co nam kazano. Wszyscy żyjemy „zgodnie z instrukcją” i nie ma co udawać, że jest inaczej....”
Uczestnicząc poniekąd w tworzeniu poezji przez wielkiego Osipa, pięknie to ujęła (s. 183,3):
„...Mam wrażenie, że wiersze istnieją, zanim jeszcze zostaną stworzone. (O.M. nigdy nie mówił, że „napisał” wiersz. Najpierw „tworzył”, potem zapisywał). Cały proces twórczy polega na tym, że się w napięciu wychwytuje i ujawnia nie wiadomo skąd wysyłaną, ale już istniejącą, harmonijną i znaczeniową całość, która stopniowo przyobleka się w słowa.....”
Dalszy ciąg jej rozważań na ten temat, pozwala mnie zacytować krótki wiersz Osipa, więc trudno żebym z tego nie skorzystał. Pisze ona bowiem (s. 184,5):
„...W pracy nad wierszami widziałam nie jedno, ale dwa „westchnienia rozkurczu i ulgi”. Jedno, kiedy pojawiają się w wersie czy zwrotce pierwsze słowa, a drugie, kiedy ostatnie właściwe słowo wypędza przypadkowych przybyszy. Wówczas proces wsłuchiwania się w samego siebie, ten sam, który szykuje glebę do rozstrojenia wewnętrznego słuchu, do choroby, zatrzymuje się. Wiersz jakby odpada od autora, przestaje brzęczeć i dręczyć go. Opętany jest wolny. Biedna jałówka Io uciekła przed pszczołą.....”

No to posłuchajmy przywołanego wiersza (z przypisu):
„...Zachwyca mnie tkanki powstanie, / Gdy spazm wreszcie jeden czy drugi / Obróci się niespodziewanie / W westchnienie rozkurczu i ulgi...” (1933, przekład Adama Pomorskiego).
Powyżej wspominałem o świetnych przypisach, teraz jeden prezentuję odnośnie ostatniej frazy cytowanego wiersza:
"......Io – kochanka Zeusa, który zaskoczony przez Herę zamienił Io w krowę i podarował zazdrosnej żonie. Ta powierzyła straż nad nią stuokiemu Argusowi. Z namowy Zeusa Hermes uśpił Argusa i uwolnił Io. Hera jednak nasłała na nią złośliwego gza, przed którym nieszczęsna musiała uciekać aż do Egiptu".
Przyznacie Państwo, że to bardzo rzadkie ułatwienie w dogłębnym zrozumieniu lektury

Epokę i system charakteryzowało donosicielstwo. Nikt nikogo nie był pewien. Najzabawniej to ujął Erenburg „W burzliwym życiu Lejzorka Rojtszwańca”, gdy po miłosnym zbliżeniu Lejzorek ścigał się z tow. Pukie, kto szybciej „zakapuje” niedawnego partnera. U Mandelsztam nabiera to charakteru refleksji, że po latach nie jest pewne czy nimi były wskazane osoby, bo życie nauczyło, że szpiclem często był najbliższy przyjaciel.
Wielokrotnie autorka powraca do wyroku wykonanego na Nikołaju Stiepanowiczu Gumiłowie (1886 – 1921), twórcy akmeizmu i pierwszym mężu Achmatowej, jak i ojcu ich syna Lowy, (np. na s. 277):
„...Gorki zdecydowanie Gumiłowa nie lubił, ale obiecał, że podejmie starania. Obietnicy nie dotrzymał, bo wyrok wydano nadspodziewanie szybko i od razu ogłoszono o jego wykonaniu. Gorki nie zdążył więc nic zrobić...”
Proszę Państwa, omówiłem zaledwie ćwierć książki i z przyczyn objętościowych musi to wystarczyć do zachęty Państwa do tej lektury. Ze względu na wielką przyjaźń Osipa i Achmatowej kończę cytatem o wakacjach jakie w Woroneżu urządziła im poetka (s. 354):
„....Zimą Woroneż był jednym lodowatym polem, wieczną ślizgawicą, kryształami Achmatowej, pośród których „przechodzi nieśmiało”.... ... Do Zadońska udało się nam pojechać, bo Anna Andriejewna zdobyła pięćset rubli od Pasternaka i dodała pięćset swoich. Poczuliśmy się bogaczami i spędzili w Zadońsku całe sześć tygodni....”
Miłej lektury, bo to trzeba przeczytać !