Tuesday, 14 June 2016

Marcin KĄCKI - "Białystok Biała siła, czarna pamięć"

Marcin KĄCKI - "Białystok. Biała siła, czarna pamięć"

Nie znałem Kąckiego (ur. 1976), a teraz wpadły mnie w ręce dwie jego książki: tytułowa, z zeszłego roku i wcześniejsza – "Maestro". Rekomendacje, że był "Dziennikarzem roku" nie robią na mnie wrażenia, natomiast informacje z Wikipedii, że nie ma wykształcenia, że jest dziennikarzem śledczym, w dodatku z tych co węszą bez żadnych etycznych ograniczeń i organizują prowokacje, wzbudziły we mnie raczej niechęć niż sympatię do jego osoby.
W trakcie lektury targały mną sprzeczne uczucia do autora, które przyniosły w efekcie podziw dla jego odwagi w rzucaniu się z motyką na słońce. I mam na myśli tak drażliwość tematów, jak i ich wielość, której by starczyło na kilka książek. Do tego poruszone problemy nie są „białostockimi”, lecz ogólnopolskimi, a niektóre ogólnoludzkimi. Trafnie podkreślił to „Jonasz” w swojej notce na LC:
„...Jak w soczewce skupiają się w nim wszstkie problemy i patalogie współczesnej Polski: rasowe uprzedzenia, ksenofobia, zawiść, homofobia, bigoteria, klerykalizm, niajasne powiązania między prywatnym biznesem, władzą i kościołem...."
Zrozumiałem, że Kącki swoje przesłanie do czytelników zawarł w „Zamiast zakończenia” umieszczonym na ostatniej stronie:
„Idea Zamenhofa, by ludzie żyli w zgodzie, zawarta symbolicznie w języku esperanto, została w 1977 roku wyryta na złotej płytce i umieszczona w sondzie Voyager, z pozdrowieniami dla obcej cywilizacji. Sonda minęła Układ Słoneczny, jest dwadzieścia miliardów kilometrów od Białegostoku i ciągle się oddala…”

Cała książka jest o zgodzie, a właściwie o braku jej i w efekcie o brak tolerancji i nienawiści wszystkich do wszystkich. Naiwny Żyd białostocczanin Ludwik Zamenhof inicjując esperanto, żywił nadzieję, że „wspólny” język pomoże w realizacji dążeń do zgody.
Ale zacznijmy od początku mojej znajomości z tą książką. W swoim „Dzienniku” pisałem:
"11.06 g.5 Paweł wracając z Polski, kończył w samolocie lekturę Marcina Kąckiego "Białystok. Biała siła, czarna pamięć" i obiecał włożyć tą książkę do następnej bibliotecznej "walizki" dla mnie. Poczytałem na jej temat i już jestem wstrząśnięty - reakcją na nią. Oprócz zdroworozsądkowych czytam na LC 20-letniego czytelnika:
"...Sam fakt, że autor pracuje w GW maksymalnie odwracał mnie od tej książki, lecz postanowiłem się z nią zmierzyć i dostrzec te wszystkie złe cechy Podlasia i Białegostoku. Cóż dalej pisać? Postaram się zachować kulturalnie i zwyczajnie ,,opisać" książkę. Takich ,,pierdół" dawno nie czytałem...."
Kryterium - "pracuje w GW". Gratulacje prezesie Kaczyński! To owoc waszej perfidnej indoktrynacji! Taką młodzież kształcicie! Preparujecie nacjonalistycznych kretynów...”
Teraz, po przeczytaniu książki, winien jestem sprostowanie: to nie tylko Kaczyński winien i podlegli mu pisowcy, to CAŁE SPOŁECZEŃSTWO, KTÓRE BYŁO DOROSŁE W 1989 ROKU. Bez względu na partyjną przynależność, o czym będzie dalej. A młodzi indoktrynowani kłamstwem, obłudą, a przede wszystkim NIENAWIŚCIĄ powinni dojrzeć, otrzeźwieć i adekwatnie wam podziękować.
Paweł przesłał e-booka. W trakcie lektury pisałem:
„Dzisiaj skończę "Białystok", przy którym zasnąć nie sposób, za to migrena i globus łeb rozwalają. Pierwsze sto stron jechałem z rezerwą, że to naśladownictwo Krall i Grossa. Lecz Kącki tak się rozwinął, że sam nie wiem co w recenzji napiszę. Chyba pożyczę tytuł od mego mistrza ks. J. Tischnera - "NIESZCZĘSNY DAR WOLNOŚCI"...."
Niezły pomysł, bo ta "wolność" nawiedziła zdeformowane społeczeństwo, niedojrzałe do niej i dlatego stała się w dużym stopniu tischnerowską "ślebodą". Do dzisiaj bajdurzy o niej byle ciul, nie będąc w stanie zrozumieć, że jego wolność, nie może naruszać wolności innego. Ergo: konieczna jest tolerancja i kompromis. A TEGO NIE MA.
Jednym z ważniejszych problemów poruszanych przez Kąckiego jest aktualny antysemityzm, wywodzący się z zabobonów i kłamstw głoszonych przez „czarnych”, mimo, że JP II przypominał, że Żydzi są dalej narodem wybranym, bo Bóg swoich wyborów nie zmienia, że walczył z antysemityzmem i kultywował swoją przyjaźń z Żydem Jerzym Klugerem. Co zrobić, gdy prowincjonalny duchowny mówi wbrew stanowisku Watykanu (s. 261):
„... Ksiądz pociesza: „nie ma się co litować, Żydzi zabili pana Jezusa, Hitler porządek zrobił”....”

Takiej niesubordynacji nie spotkałem nigdzie indziej. A jeśli nawet Żydzi zabili... to proponuję Państwu odpór jaki dał Andrzej Stasiuk w mało znanym opowiadaniu „Bóg z radia” (dostępny w TP 47 z 20.11.2011) recenzowanym przeze mnie na LC pod pozycją „Wiersze miłosne i różne”:
„....Autor, jadąc przez Polskę w Wielki Piątek obserwuje otwarte kościoły, a w nich pobożnych Polskich katolików, co komentuje:
„Czuwają u zwłok Żyda. Zabitego przez naród niewierny. Od wieków przychodzą o tej porze, lamentują i oskarżają. Nic nie rozumieją. Ani księża, ani stare kobiety. ZAMIAST OSKARŻAĆ POWINNI DZIĘKOWAĆ, ŻE KTOŚ TO ZROBIŁ ZA NICH Że ktoś Go zabił za nich. Inaczej sami by przecież musieli, żeby SIĘ WYKONAŁO. Dwa tysiące lat obłudy...”
Stasiuk nie odpuszcza, prowokuje dalej, a może po prostu jest pewien, że „rydzykowe” po katolicki Tygodnik Powszechny nie sięgną, bo to nie ich katolicyzm:
„Ale im się udało... ŻYDZI ZROBILI ZA NICH WSZYSTKO. Od początku do samego końca. A ci stali z rozdziawionymi gębami i nic nie mogli pojąć. Nie mogli pojąć, że ktoś ich wyręczył, bo byli zbyt tchórzliwi, zbyt obłudni, zbyt dziecinni, by zrobić sobie prawdziwego Boga. Przyszli na gotowe i potem już nigdy nie mogli tego wybaczyć”.

Proszę Państwa, ze względu na wielotematyczność warto samemu tą książkę przeczytać, a ja tylko wyławiam istotne zdania. Książka nie jest jednokierunkowym atakiem na PiS czy nacjonalistyczną ekstremę, bo autor przypomina udział Komorowskiego w przekształceniu bezwzględnych bandziorów w „żołnierzy wyklętych” i pokazuje niezdrowe koligacje PO z przestępcami (s. 343)
„...Gulko pracuje w kancelarii adwokata Leszka Kudryckiego, znanego białostockiego prawnika, który zasłynął w latach dziewięćdziesiątych jako adwokat mafii, broniąc choćby „Dziada”, szefa grupy wołomińskiej. Kudrycki jest mężem Barbary Kudryckiej, posłanki Platformy Obywatelskiej, byłej minister nauki i szkolnictwa wyższego...”.
Wzorując się na prof. Miodku, kończę „kwiatkiem” językowym (s.120.5):
„…....Marek Winnicki, szef prokuratury, tłumaczy: osoby, które umieściły napis, działały w usprawiedliwionej nieświadomości bezprawności czynu......”
Dodajmy truizm socjolog Sztop – Rutkowskiej (s. 93,8):
„...– Jeśli nie dokończymy zbiorowego rachunku sumienia, to agresja, brak tolerancji, uprzedzenia wobec różnych grup, nie tylko Żydów, będą się nasilały...”
No i mamy obok rusofobii nowość - nienawiść do muzułmanów. Śmiechu warte, że takim samym Polakom w Toronto nie przeszkadza styczność naszego Kościoła w Scarborough z meczetem. No i skoro zaczęliśmy Zamenhofem, to i nim zakończmy (s.130.5):
„Szkoła imienia Zamenhofa znika w 2001 roku. Władze miasta przekazały ją wraz z gruntem kurii, która utworzyła Zespół Szkół Katolickich. Dostała nowego patrona – Matkę Bożą Miłosierdzia. Do szkoły tej chodził historyk Andrzej Lechowski. Pewnie nie wypadało, sądzi, by Żyd był patronem szkoły katolickiej..”

A jedyny przed wojną ksiądz katolicki, ŻYD -Tadeusz Puder (1908 -45). rektor Kościoła św Jacka został uderzony w twarz przez gorliwego Polaka, który wykrzyczał „To jest Żyd!!”; po wojnie nie było lepiej i ks. Weksler – Waszkinel, który dowiedział się jako dorosły człowiek, że jest Żydem, szykanami antysemickimi został zmuszony do wyjazdu do Izraela.
Proszę Państwa, ocena tylko 7 gwiazdek. Lecz nie z tego powodu, że ja - stary to wszystko znam, lecz za zbytnią pracowitość autora, wskutek czego nastąpiło tematyczne przeładowanie. Na koniec opisał nawet „cud” w Sokółce. Może to starość, lecz należę do dokładnych czytelników, a tacy mają trudność w przyswojeniu tylu nazwisk i szczegółów.