Thursday, 16 June 2016

Marcin KĄCKI - "Maestro. Historia milczenia"

Marcin KĄCKI - "Maestro. Historia milczenia""

Temat węższy niż w dopiero co recenzowanym "Białymstoku"(7 gwiazdek), może za to ocena będzie wyższa. Przed przeczytaniem książki wiem już z jakim pytaniem bez odpowiedzi pozostał autor i czytelnicy:
JAK TO MOŻLIWE, ŻE MĘŻCZYŹNI ŚWIADOMI DEWIACJI POSYŁALI SWOICH SYNÓW W RĘCE ZBOCZEŃCA????
Nim przejdziemy do książki parę słów o pozornie głównym bohaterze Wojciechu Kroloppie. Pozornie, bo prawdziwym bohaterem jest Plica polonica tj polski kołtun, lecz o tym później. Na podstawie Wikipedii podaję:
„Wojciech Aleksander Krolopp (1945 – 2013) –polski dyrygent, długoletni śpiewak. (..), dziennikarz, menedżer, dyrektor i kierownik artystyczny „Polskich Słowików”....
...Od 1957 był solistą Międzyszkolnego Chóru Chłopięcego założonego przez Jerzego Kurczewskiego; w 1961 przemianowanego na Poznański Chór Chłopięcy....
….W 1968 roku, w wieku 23 lat, został zastępcą Jerzego Kurczewskiego do spraw artystycznych i menedżerem Zespołu....
….W roku 1990 przejął po Jerzym Kurczewskim dyrekcję i kierownictwo artystyczne...
….Informacje o molestowaniu chórzystów przez Kroloppa pojawiały się już od lat 60., nigdy jednak nie zostały sformułowane w postaci doniesienia o popełnieniu przestępstwa...
…....16 czerwca 2003 został zatrzymany... ...13 stycznia 2004 rozpoczął się proces o molestowanie seksualne małoletnich chórzystów, którego dyrygent dopuszczał się w latach 1994 -1998....
…..u Kroloppa zdiagnozowane zostało zaawansowane AIDS.....
…..sąd skazał Kroloppa na karę ośmiu lat.... ...Sąd Okręgowy w Poznaniu skrócił wyrok do sześciu lat pozbawienia wolności....
….Ze względu na stan zdrowia karę odbywał z przerwami...”

Czyli praktycznie nie odbywał, ergo NIE PONIÓSŁ ŻADNEJ KARY. Teraz Państwo rozumiecie, że do lektury przystąpiłem wzburzony, a czytając pierwsze strony byłem bliski apopleksji, gdy już na samym początku padło pytanie o którym mówiłem we wstępie (s. 10,5 - numeracja e-booka):
„Wiosna 2013 - Niech mi pan powie... - Wojciech Krolopp, leżąc w łóżku, podnosi do góry palec... - skoro molestowałem tę kanalię M, to dlaczego oddał mi potem swojego syna?”

Gwoli prawdy, trzeba zaznaczyć, że M. wracał do Kroloppa z własnej woli, dla pieniędzy i prostytuował się dalej z nim w wieku 19 lat. Ważną okolicznością jest kalectwo i odrażający wygląd Kroloppa, co niewątpliwie wpłynęło na rozwój jego dewiacji:
(s. 10.5) (Rok 1972) Siedziałem w tym samochodzie i patrzyłem na jego strasznie długie palce. Ramiona też miał długie, jak pająk. I jeszcze ten garb, który maskował, wypychając marynarkę. Do tego krostowata, brzydka twarz.
(s. 38) Na zdjęciu z kartoteki chóralnej z 1957 roku Wojtek Krolopp ma małe, bystre oczka i karykaturalnie odstające uszy. Jego półprofil można by uznać za poważny jak na 12-latka, gdyby nie te uszy. Z kompleksem będzie się zmagał latami, w końcu problem rozwiąże operacja plastyczna. Inny problem to szwadron krost, pozostałość po młodzieńczym trądziku agresywnym jak ospa. Nigdy go nie pokona.
(s. 54) Krosty trądzikowe goją się paskudnie, dziurawiąc buzię, zniekształcając brodę. Odstające uszy, długi nos, małe oczy. Po ojcu odziedziczył skoliozę kręgosłupa, która wypycha jedną z łopatek i zmusza do maskowania garbu luźnymi, o rozmiar większymi ubraniami. Garb przekrzywia sylwetkę, jedno z ramion opada – wygląda na nienaturalnie długie. Wygląda jak Quasimodo, bohater Hugo z powieści o katedrze Notre Dame, który ucieka przed światem....

Ani Kącki, ani ja nie bronimy zboczeńca, lecz uczciwość wymaga podkreślić, że chował się bez ojca, u ciotki dewotki, a gdy trafił do chóru jego inicjacją zajął się Kurczewski (s. 50,3);
„ – Byliśmy na kolonii chóru w Kobylnicy. Miałem 14 lat. Przyszedłem do Kurczewskiego, gdy leżał w łóżku, po ogłoszeniu ciszy nocnej. Było chłodno, wpuścił mnie, włożył rękę w majtki i onanizował. Chciałem się odwzajemnić, ale odmówił. Wiem od niego, że takie kontakty miał też z innymi chórzystami. Mówił mi, bo miał pełne zaufanie, traktował jak syna. Dwa dni później wróciłem do jego łóżka, bo mi się podobało, ale on już tego nie chciał. Nigdy więcej tego nie powtórzył, ale też nie kazał trzymać w tajemnicy. Wydawało mi się to naturalne, że dyrygent ma do tego prawo. I że między sobą również możemy to robić...”

Proszę Państwa, znamy hasło „onanizm wzmacnia organizm”, i dobrze, bo jest on rzeczą naturalną i normalną w okresie dojrzewania, a fenomen, który tego nie robi ma deprymujące zmazy nocne. Również normalny jest onanizm grupowy, szczególnie praktykowany na koloniach czy obozach, Tylko, że istnieje cienka czerwona linia, której przekroczenie prowadzi do trwałego zboczenia. I tak niedopuszczalna jest żadna seksualna intymność między dorosłym a nieletnim. W ostatnim cytacie nasz późniejszy potwór od razu zasmakował w onanizowaniu jego przez Kurczewskiego i dwa dni później sam pchał się do pieszczot z nauczycielem. Dowiadujemy się też, że do tej zbiorowości ochoczo przystępują dwaj bibliotekarze. To na mój rozum, nikt z tej degrengolady bez defektu nie wyjdzie!!
Tak, bo ten potwór jest również ofiarą obłudy, zakłamania, zamiatania pod stół, jednym słowem dulszczyzny czyli poważnej choroby Plica polonica. Zainteresowanym tą chorobą polecam mój esej pt „Plica polonica a Żydzi” pod adresem wgwg1943.blogspot.com/2013/11/plica-polonica-zydzi.html...(esej nie polecany szerokiemu odbiorcy, ze względu na kontrowersyjny charakter)
Tutaj tylko fragment wstępu zacytuję:
"PLICA to fałda, zmarszczka, stąd się wzięła nasza PLISA; a PLICA POLONICA to KOŁTUN czyli twardy zlep włosów głowy powstający głównie wskutek wszawicowego ropnego zapalenia skóry głowy. Zaszczytny ten przymiotnik, sławiący POLSKĘ szeroko zawdzięczamy „fryzurze” polskich kobiet, nieznanej poza Polską od XIV wieku, a u nas „modnej” do XX wieku. Cenną definicję podaje Wł. Kopaliński „plica polonica [polonica, polska – gdyż kołtun, dawniej powszechny, na Zachodzie znikł nierównie wcześniej], zbity kłąb włosów na głowie powstały skutkiem brudu, niemycia i nieczesania głowy, połączony zwykle z wszawicą, uważany za objaw MAGICZNEJ choroby zadanej przez czary, przy czym OBCIĘCIE KOŁTUNA sprowadzać miało PARALIŻ i ŚMIERĆ osoby nim dotkniętej. Przesąd ten .....dotrwał .....do pocz. XX w.”.... …....Otóż, jak wszem i wobec wiadomo, kołtun ma jeszcze przenośne znaczenie, Jest to pogardliwe określenie człowieka zacofanego, o ciasnych horyzontach myślowych. Przykro mi lecz to bezdyskusyjna prawda, że określenie to jest trafne w stosunku do większości Polaków. Nie rozdrabniając się na rozważania o „Moralności Pani Dulskiej”.....”

Bo co kołtun - pani Dulska robi? Aby zaspokoić chucie panicza zatrudnia młodą dziewczynę w charakterze służącej, licząc, że młody lowelas przestanie spędzać noce poza domem. Obyczaje lowelasa się nie zmieniły, lecz brzuch służącej i tak urósł. Dulska wyrzuca dziewczynę na zbity pysk, a pieniądze pozwalają zamieść incydent pod dywan i dalej udawać przykładną, bogobojną, porządną, polską, katolicką rodzinę.
Motyw pieniędzy jest dalej istotny. W książce taka sama rodzina, a właściwie długi ich szereg, prostytuuje się dla pieniędzy i prestiżu. Dotyczy to różnorakich rodzin, głównie inteligenckich, lecz i dzieci policjanta, a nawet wojewody. Szeregowy chórzysta dostaje za jeden występ zagraniczny 25 $, tzn więcej niż miesięczna pensja rodziców. To jakie znaczenie ma boląca dupa dzieciaka, wobec możliwości wywyższenia się nad innych ? Przykładna, godna pozazdroszczenia rodzina, tyle, że na pokaz. HANIEBNA ZMOWA MILCZENIA umożliwia uprawianie procederu przez ponad 40 lat, a proces, do którego w końcu doszło, jak i wyrok, obraża godność ludzką i jest kpiną z moralności. KOŁTUN POLSKI znowu odniósł zwycięstwo wykorzystując perfekcyjnie preteksty i niuanse prawne, doprowadzając do osądzania zaledwie dwóch przypadków, pomijając zarażanie HIV-em i wydając żenujący wyrok 6 lat, z których i tak nasz potwór nie odsiedział nawet połowy.
Kącki, podobnie jak w „Białymstoku”, rozszerza swoje zainteresowania i serwuje nam vademecum polskiego homoseksualizmu. Świadczy to niewątpliwie o jego rzetelności i pracowitości. Jednak wolałbym, by w dalszych publikacjach, na które nota bene będę oczekiwał z sympatią, trzymał się bardziej wątku głównego. Może to wynika z mojej starości, bo ilość szczegółów przekracza granice mojej percepcji.
Reasumując: dla Kąckiego gratulacje, a dla czytelników uwaga, że zawężanie przez wielu recenzentów problemu do Poznania, zubaża przesłanie autora.