Tuesday, 29 April 2014

Tadeusz RÓŻEWICZ - "Matka odchodzi"

Tadeusz RÓŻEWICZ - „Matka odchodzi..”

Potrzeba upamiętnienia refleksji nad swoim związkiem z matką skrystalizowała się 40 lat po śmierci matki, gdy poeta osiągnął wiek 77-78 lat. Dla mnie Różewicz to przede wszystkim autor „Kartoteki” z 1960 r. oraz „Stara baba wysiaduje..” z 1966 r., przeto wspomnienia wydane pod tytułem „Matka odchodzi”, prawie 40 lat póżniej, różnią się wszystkim. Na uwagę zasługuje bardzo interesujący układ uwzględniający, obok wierszy i fragmentu dziennika poety, z ostatnich dni matki w 1957 r., również jej wspomnienia z okresu dzieciństwa i urodzenia Tadeusza, jak i szkice obu braci - rozstrzelanego Janusza i reżysera Stanisława.

Jako, że z zasady poezji nie opiniuję, gdyż tłumaczenie „co poeta chciał nam powiedzieć” uważam za bezcelowe i irracjonalne /bo jak ktoś nie „wyczuwa”, to i tak nikt nie pomoże/, przeto pozostaje mnie wyrazić wzruszenie lekturą, ponoć suchego, dziennika z maja-lipca 1957 roku. Sam jestem w wieku zbliżonym do Różewicza, gdy opracowywał omawiane wspomnienia, i tak jak on przeszedłem niegdyś odchodzenie chorej na raka Matki w warunkach domowych, z ostatnimi próbami ze strony umierajacej, nawiązania kontaktu z najbliższymi.

Ale w ogóle całość tomiku sprawia wielkie wrażenie, ino, że smutne. A że nie chcę, by lekturę mojej notki ktoś kończył w ponurym nastroju, to zacytuję autora ze str.97:

„Środowisko literackich sutenerów jest ciągle czynne.. Występują teraz w roli „rewolucjonistów” - moralistów - reformistów. Takie męty moralne jak Ważyk uważane są za prekursorów „polskiego pażdziernika”...”

No i humor, od razu się poprawia.