Saturday, 12 April 2014

Sergiusz PIASECKI - "Zapiski oficera Armii Czerwonej"

Sergiusz PIASECKI - “Zapiski oficera Armii Czerwonej”

Trudno uwierzyć, że parę dni temu, piałem peany na cześć Piaseckiego, a jego wspaniałej książce pt „Siedem pigułek Lucyfera” z przyjemnością dałem 10 gwiazdek, a dziś pozostaję zniesmaczony niestrawną lekturą PRYMITYWNEJ groteski, napisanej, by wzbudzić rubaszny rechot „rusofobów” i tych z Polaków, którzy pogardzają Rosjanami.

Nie ja wymyśliłem prawdę, że POLACY MAJĄ KOMPLEKS NIŻSZOŚCI WOBEC ZACHODU I KOMPLEKS WYŻSZOŚCI WOBEC WSCHODU.

Miłosz wielokrotnie pisał o swoim rozmiłowaniu w literaturze i muzyce rosyjskiej, a ja biorę do ręki, leżący na moim biurku „The WORLD ALMANAC 2007” i w dziale „Noted Personalities”, w rubryce „Writers of the Past” z adnotacją /Russ/ kolejno znajduję: Achmatową, Aleichema, Babla, Błoka, Brodskiego, Bułhakowa, Czechowa, Dostojewskiego, Erenburga, Gogola, Gorkiego, Lermontowa, Mandelstama, Majakowskiego, Nabokowa, Pasternaka, Puszkina, Randa, Szołochowa, Tołstoja, Turgieniewa - razem 21, wobec „naszych” 3 - Herberta, Miłosza i Singera. W rubryce „Composers of Classical and Avant Garde Music” widzę: Borodina, Glinkę, Chaczaturiana, Musorgskiego, Prokofiewa, Rachmaninowa, Rymskiego-Korsakowa, Szostakowicza, Strawińskiego, Czajkowskiego - dziesięciu, wobec „naszych” znów trzech: Chopina, Paderewskiego i Pendereckiego. A może w nauce mamy kogoś porównywalnego z np Mendelejewem? Więc troszkę ostrożniej z tym rechotem.

Zacofanie cywilizacyjne Wschodniej Europy ciągnie się przez całą historię, a wraz z nim historia wszy. W szkole nas uczono jak Piotr I, po powrocie z Holandii, obcinał bojarom zawszone brody, ale ja dobrze poznałem jak wszy gryzą, i to w Polsce. Po raz pierwszy pogryzły mnie w 1944 r, „na wygnaniu” tzn gdy w panice przed zbliżającymi się do Warszawy wojskami sowieckimi, w wyniku szerzącej się rusofobii, wyniesiony /bo miałem rok/ zostałem przez rodziców do zawszonej wsi. Gdy poszedłem w WARSZAWIE /a nie kołchozie/, do szkoły w 1949, co miesięczna kontrola zawszenia w klasie dawała pozytywny rezultat od 10 do 50% /to 50 - po koloniach, obozach etc,/. Na wielu koloniach golono łby /mnie w Bukowinie w 1953/ przymusowo. A ponad wszystko, Drodzy Czytelnicy, proponuję wystukać PLICA POLONICA bądż POLISH PLAIT tzn kołtun, to dowiecie się z jakim narodem kojarzy się na całym świecie ta JEDNOSTKA CHOROBOWA.

Nie mam zamiaru bronić sowieckiej „dziczy”, która rabowała i gwałciła, m.in. bliską mojej rodzinie osobę, z którą najpierw opłakiwali śmierć jej 17-letniego syna w Powstaniu Warszawskim, by za chwilę w ponad 20 zgwałcić. Nie bronię też smakoszy pasty do podłóg „Dobrolin”, którzy nie usłuchali przestróg, znajomego mnie, kierownika firmowego sklepu i spożyli ją jako „sało”, a dostawszy krwawej biegunki wskutek zawartej w niej terpentyny, chcieli go rozstrzelać. Pamiętam też doskonale przygodę rosyjskiego generała podejmowanego na przyjęciu, we Lwowie, który znalazwszy się w łazience z porcelanowymi utensyliami, nie śmiał ich zbrukać, więc przykucnął w samym rogu, po czym, zobaczywszy sznurek rezerwuarowy, pociągnął go, a w lecącej wodzie, opłukał ręce. Mam też przed oczami „ruskich” obwieszających się orderami i zegarkami, lecz w beztroskim rechotaniu nad wszawicą, złotymi zębami, nieznajomością pasa do pończoch czy bananów przeszkadza mnie pamięć.
Pamięć warszawiaka z ekskluzywnej dzielnicy - Saskiej Kępy, wychowanego w inteligenckiej rodzinie, który dopiero na emigracji, w Kanadzie uczył się z mozołem spożywania większości „południowych” owoców. Ze swojej pamięci nie potrafię też wymazać rozmowy z Holendrem w Interklubie „Dziekanka” /kluby studenckie na okres wakacji przemianowywano na Interkluby otwarte do 2 w nocy, i w których codziennie grano jazz/, w końcu lat 60-tych, który nie mógł się nadziwić, że Polki nie depilują ,nóg, a i często, włosy spod pach im sterczą. A zęby? Do lat 90-tych, trudno było znależć Polaka z pełnym, zdrowym uzębieniem, a złotymi zębami niektórzy świecą do dziś.
Wybitnie zdolny Piasecki, znający wyjątkowo dobrze rzeczywistość ze względu choćby na swoją bogatą przeszłość kryminalną, wypisuje dyrdymały, by się przypodobać rusofobicznej londyńskiej emigracji wśród ktorej żyje, po ucieczce z kraju w 1946 roku, a dzisiejszy zachwyt nad książką jest wynikiem nawrotu tejże rusofobii.
Wskutek „poprawki” z 10-ej do maturalnej klasy, z rosyjskiego, którego ostentacyjnie nie uczyliśmy się, /co za głupota, przecież „wroga” język lepiej znać, co udowodniła niedawna okupacja niemiecka/, zmuszony byłem do nauczenia się kilku wierszy rosyjskich. I dziemu stałem się miłośnikiem Błoka i Jesienina, a potem z własnej inicjatywy - oczarowanie Achmatową, Cwietajewą czy Mandelsztamem. A z modą na brząkanie na gitarze WSZYSCY kochaliśmy Wysockiego, Wertyńskiego czy Okudżawę, co nie przeszkadzało nam coraz silniej buntować się przeciw zwierzchności Moskwy.
Piszę o tym, bo żeby było zabawnie musi być zachowana krztyna prawdy, a zbyt daleko posunięty radykalizm powoduje utratę wiarygodności. A to obserwujemy u Piaseckiego, np w sprawach religijnych. O ile możemy się uśmiechnąć, z reakcji naszego bohatera na widok, jak i przesłuchanie księdza katolickiego, mimo, że o nim dużo czytał /str.54/, to absolutnie niewiarygodne jest nazywanie Matki Boskiej - „damą z koroną” /str.73/. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie zakwestionuje twierdzenia, że Kult Maryjny zawsze był silny u Rosjan i że mimo SIEDEMDZIESIĘCIOLETNICH restrykcji przetrwał, jak i umiejętność PISANIA IKON, jako, że Rosjanie byli, są i będą IKONODULAMI. Spójrzcie na dzisiejszą Rosję; jej wielkomocarstwowość jest głoszona przez dysydenta Sołżenicyna na bazie zrewitalizowanego Kościoła Prawosławnego.
Ale i cała perfekcyjna indoktrynacja, która doprowadziła bohatera do bezgranicznej wiary w Stalina, staje się u Piaseckiego niewiarygodna, gdy z powodu niesprawdzonej plotki zostaje zniweczona: /str.123/
„Więc ja portret jego ze ściany zdjąłem i patrzę w tę fałszywą gruzińską mordę.. i przemówiłem:... ..rozumu na to miałeś za mało, więc wygnali ciebie z seminarium jak sobakę. A teraz znów durniem okazałeś się!”
Pamiętam 1956 rok i referat Chruszczowa na XX Zjeżdzie KPZR, obalający mit Stalina. Wielu ludzi nie przeżyło utraty tego „boga”, wielu trafiło do klinik psychiatrycznych; i to nie tylko w Rosji, również w Polsce, znam to z autopsji.
Ta cała dotychczasowa krytyka, to małe piwo, wobec najważniejszej kwestii. Otoż Piasecki, w ramach sianej nienawiści, zaprzecza niepodważalnej opinii, że Rosjanin ostatnią kromką się podzieli, że koszulę z grzbietu ściągnie, by pomóc potrzebującemu. Świadectwo temu dają we wspomnieniach m.in. SYBIRACY, pensjonariusze gułagów i łagrów, „turyści” zwiedzajacy Tajgę... W wielu polskich wspomnieniach czytamy, jak biedni Rosjanie pomagali przeżyć katorgę. Nie można NKWD, działalności rożnych funkcjonariuszy wrzucać do jednego wiadra z uciemiężoną duszą rosyjską. Autor delektuje się wymyślonym brakiem empatii u Rosjan: str 127, 128, 132 ; np:
„U nas to by nikt mnie pomocy nie okazał”.
No i finał. Za ponad dwa lata pomocy, jak się odwdzięczył. Proszę samemu przeczytać, dla mnie zbyt drastyczne. .... A to wredny kacap.
Dla panów z Londynu, którzy nie przeżyli okupacji w kraju, którym nie podobał się układ Sikorski-Majski, i tym obecnym, co plują w twarz WIĘŻNIOM ŁAGRÓW I GUŁAGÓW, którzy nie zdążyli wyjść z Andersem, więc przyszli z Berlingiem, na „SOWIECKICH CZOŁGACH”, książka może się podobać. MNIE NIE. Bo chociaż moja rodzina szczęśliwie przeżyła niemiecką okupację, a w PRL-u mój Ojciec został przez słynną „krwawą Lunę” Brystygierową wyrzucony na bruk z uczelni, to dalej wyznaję Jego dewizę, że „LEPIEJ RUSKIEGO W D..Ę POCAŁOWAĆ, NIŻ NIEMCOWI RĘKĘ PODAĆ”. Tylko ci ostatni nas nazywali Untermenschen.
A czytelnikom lubiącym dobrą satyrę na temat ZSRR polecam Erenburga „Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca”, Ilfa i Pietrowa „Złoty Cielec” i „Dwanaście krzeseł” oraz wszystko Bułhakowa.
PS Wyścigi w donoszeniu do NKWD Piasecki „zapożyczył” z Erenburga, gdzie Lejzorek stara sie ubiec /i vice versa/ towarzyszkę Pukie.