Thursday, 17 April 2014

Gabriel Garcia Marquez - "Nie ma kto pisać do pułkownika"

Gabriel Garcia MARQUEZ
“Nie ma kto pisać do pułkownika”

Napisane w styczniu 1957, a gdzie ? Oczywiście w Paryżu. Gombrowicz triumfuje. Przestrzegał kogo mógł, by pisarze Ameryki Południowej nie pisali „pod Paryż”, bo stracą autentyczność. Nic nie pomogło, wszyscy walili do Paryża, a nielicznym udało sie tam zdobyć popularność. Ci nieliczni to Cortazar, Vargas Llosa i właśnie Marquez. Ale szkoda słów, przejdżmy do tego opowiadania.

BANALNA historia, POZBAWIONA LOGIKI i jakiegokolwiek sensu. Na okładce czytam super BZDURĘ: „...studium o ludzkiej samotności i godności”. Może nadejdzie czas, gdy Pan Redaktor zostanie samotny na starość i będzie bohaterowi zazdrościł wsparcia żony, która przez 50 lat toleruje leniwego nieudacznika. Bo nasz bohater został pułkownikiem w wieku 20 lat, a przez ponad 50, nic pożytecznego nie zdziałał. Mało tego, kolportuje nielegalną prasę, opozycyjną w stosunku do obecnego rządu i jednocześnie domaga się od tego rządu, przeciwko któremu knuje - wsparcia finansowego. Czyli wkroczyliśmy na pole godności. Dla Pana Redaktora pułkownik walczy o godność, a dla mnie - mały kombinator i oszust. Pobiera zaliczkę za koguta, wystawiając do wiatru miejscową społeczność, która karmi przyszłego „zawodnika”, by wygrał walkę i przyniósł im satysfakcję i zyski. Nasz bohater podkrada kogutowi żarcie!!!, zaliczkę w dużej części wydaje, a uwagę żony o konieczności zwrotu zaliczki, kwituje stwierdzeniem w stylu śp Andrzeja Leppera, że odda, jak będzie miał...

Do tego tani chwyt z serduszkiem przestraszonego koguta. Nie masz na co liczyć kogucie, twój pan to podły facet; jak nie zginiesz w ringu, to i tak ci łeb ukręci. No i tłumaczka dostosowała się do całości, męcząc czytelnika „trzewiami” i FATALNĄ stylistyką.