Wednesday, 16 April 2014

Krystyna UNIECHOWSKA - "Franciszka Starowieyskiego Opowieść o końcu świata"

Krystyna  UNIECHOWSKA  - 
             “FRANCISZKA STAROWIEYSKIEGO
                OPOWIEŚĆ  O  KOŃCU   ŚWIATA”

Pełen  tytuł  ma  dokończenie   „...czyli  REFORMA  ROLNA”,  a  książka  - dedykację:

                                   Dzieciom  ziemiańskim
                                                     ku  pamięci
                                                      AUTORZY

Nie  byłem  dzieckiem  ziemiańskim,  ale  w  młodości  podziwiałem  Starowieyskiego  plakaty  i  /jak  wtedy  się  mówiło/  takie  różne  „świństewka”.  To  w  tamtej  epoce  /wczesnego  Gomułki/,             a  propos  wyczynów  Starowieyskiego,  opowiadano  o  pani,  która  w  Muzeum  wzięła  Grottgera  za  Fałata,  o  czym  słysząc  inna  zdziwiła  się:  „I  to  tak  publicznie?”.

Starowieyski  opowiada  głównie  o  latach  1939-1944,  a  więc  okresie  pomiedzy  9-tym  a  14-ym rokiem  jego  życia.  Dowiadujemy  się,  że  już  w  wieku  dziewięciu  lat  bezbłędnie  posługiwał  się  językiem  niemieckim,  a  język  francuski  używał  zgodnie  z  wymogami  jego  /ziemiańskiej/  klasy.  Jego  poglądy  zostały  ukształtowane  w  tym  środowisku:

/str.106/  „Nigdy  nie  bałem  się  Niemców.  A  bolszewików  bałem  się.  Bałem  się  po  prostu  Azji.  Niemcy  walczyli  przeciwko  nam,  ale  była  to  jakby  okrutna  rozgrywka  w  ramach  jednej  cywilizacji.  A  tu  przyszli  ludzie  z  obcej  cywilizacji,  żeby  ją  nam  narzucić  i  nas  zniszczyć”

To  znaczy,  że   hitlerowska  idea  ograniczenia  wykształcenia  PODLUDZI-POLAKÓW,  aby  stali  się  robolami  pod  nadzorem  niemieckim  nie  była  Starowieyskiemu  znana. Nie  słyszał  też  o  zagładzie  PROFESORÓW  UNIWERSYTETU  JAGIELOŃSKIEGO,  mimo  przebywania  80  km  od  Krakowa,  wśród  wykształconego  ziemiaństwa.  

A  jednak  noblesse  oblige,  tak  jak  w  1944,  gdy  ucztuje  się  przy  jednym  stole  z  hitlerowskim  oficerem  i  dowodcami  AK:

/str.76/   „...Jak  postąpić  nie  narażając  się  na  zarzut  fraternizacji,  w  jaki  sposób  można  dwie  sprawy,  dwa  zagadnienia  rozdzielić  - dystans  wobec  wroga  i  OBOWIĄZEK  wobec  człowieka,  gentlemana,  zachowując  przy  tym  odpowiednią  sztywność,  ale  i  nie  rezygnując  z  LOJALNOŚCI   KLASOWEJ”. /podkr.moje/

Prawie  cały  NARÓD  walczy  z  okupantem,  o  czym   Starowieyski  wie,  bo  w  kolacji  uczestniczą  dowódcy  AK,  w  okolicy  chłopstwo  walczy  w  Batalionach  Chłopskich,  a  w  nocy  przychodzą  „bandyci”  z  AL-u,  wśród  których  połowa   jest  ruskich /!!??/,  a  on  pieprzy  o  lojalności  klasowej.

Skoro  wg Starowieyskiego  polskie  dzieła  sztuki  zostały  zniszczone  bądż  zagrabione  przez  „azjatów”,  to  jak  to  się  stało,  że  tyle  odnaleziono  na  Zachodzie?  Do  czasu  tej  lektury  byłem  przekonany,  że  to  Niemcy   wywozili  z  Polski  dzieła  sztuki,  a  „azjaci”  nie,  bo  sie  na  tym  nie  znali.  Ale  szczytem  jego  mentalności  jest  wyznanie  o  „tamtym”,  wspaniałym,  ziemiańskim  świecie:

„TAMTEN   ŚWIAT  BYŁ  TAK  DOSKONAŁY  W  SWOJEJ  ISTOCIE,  ŻE  NIE  MÓGŁ  SIĘ  ZDEGENEROWAĆ”

No  comments.  To  książka  wyłącznie  dla  dzieci  ziemiańskich.