Tuesday, 8 April 2014

Henry David THOREAU - "WALDEN"

Henry  David  THOREAU  -    “WALDEN”

PRZECZYTANE  Z  OBOWIĄZKU,  a  jak  ja,  to  i  inni  winni  przeczytać.  A  że  tematyka  bogata  i  twierdzeń  dyskusyjnych  sporo,  siedem  aż  gwiazdek  daję,  poniekąd  wbrew  sobie.

Jako  stary  dziad,  sceptyczny  i  złośliwy  muszę   zapytać:  PO  COŚ  PAN  WRACAŁ,  PANIE  THOREAU?”.

Z   jego  życiorysu  wiemy,  że  był  ekscentrykiem  i  samotnikiem,  że  niewątpliwie  był  pod  silnym  wpływem,  starszego  o  14  lat  Ralpha  Valdo  EMERSONA,  o  którym  Wikipedia  pisze:

„...nie  stworzył  SPÓJNEGO  systemu  filozoficznego..” /podk.moje/

Dalej,  że   w  1841  roku,  zamieszkał  u  Emersonów  i  pełnił  rolę  korepetytora  dla  dzieci,  ogrodnika  i  człowieka  do  wszystkiego,  że  spowodował  pożar  1,2 km kw.  lasu  WALDEN  Woods  w  1844,   no  i  że  w  1845 r,  jego  rówieśnik,  poeta  Ellery  Channing /1817-1901/,  przekładajac  „na  nasze”  powiedział  tak:  „Chłopie,  masz  28  lat,  nie  masz  żadnej  dziewczyny,  siedzisz  za  służącego  u  Ralpha,  czego  tu  się  będziesz  pętał?  Śmigaj  do  lasu,  chałupę  se  postaw  i  zastanów  się  nad  samym  sobą”.  No  i  4 lipca 1845  roku  Thoreau  rozpoczął  życie  eremity  nad  emersonowskim  stawem  Walden.  Wiemy  o  dwóch  przerwach  w  tym  pobycie;  jedna -  z  powodu  wycieczki  na  Mount  Katadhin  w  Maine,  a  druga  -  mniej  przyjemna,  bo  w  areszcie  z  powodu  niepłacenia  przez  6  lat  podatków.  Ciotka  za  nieudacznika  zapłaciła,  a  on  wrócił  do  buszu.  W  dniu  6 września  1847 roku  zakończył  happening i  zamieszkał  ponownie  u  Emersonów,  skad  się  wyniósł  ostatecznie  w  1849 r.,  by  resztę  życia /13 lat/  spędzić  na  łonie  rodziców  i  siostry.  Żadnej  kobitki,  żadnych  dzieci,  całe  życie  NIEPRZYSTOSOWANY.  No  i  moment,  w  którym  decyduje  się  na  erem;  ma  28  lat, za  dwa  lata  trzydziestka,  a  więc  granica  między  zbijaniem,  a  czerpaniem  z  jakiegokolwiek  zdobytego  dotąd  kapitału.

Ta  książka  jest  właśnie  pocieszającą,  podtrzymującą  na  duchu i pozwalającą  na  snucie  nierealnych  marzeń  lekturą,  przeznaczoną   dla  sfrustrowanych,  mających  problemy  z  asymilacją  w  cywilizacji  XXI  wieku.  Książka  ta  odżyła  obecnie,  dzięki  działaniom  propagandowym  i  marketingowym  Billa  McKibbena,  „leading  environmentalist”,  specjalisty  od  organizowania  „zadym”  związanych  z  „global  warming,  alternative  energy,  risks  associated  with  human  genetic  engineering”. Nie  wiem,  jak  w  polskim  wydaniu,  ale  amerykańskie  był  uprzejmy  „obciążyć”  swoją  nudną  przedmową,  w  której  instrumentalnie  traktuje  książkę  dla  propagowania  własnych  idei,  i  potwornymi  przypisami-komentarzami   służącymi  do  urabiania  opinii  czytelników  w  materii  poglądów  przez  siebie  lansowanych.  Przykład -  już  na  stronie  6  rozpisuje  się  na  temat  „symptoms  of  <burnout>”,  które  objawia  OBECNIE  71 % robotników  czując  się  „used  up”  pod  koniec  dnia  roboczego.  Nie  po  to  czytam  XIX-o  wiecznego  Thoreau,  by  XXI-o  wieczny McKibben  psuł  mnie  lekturę. 

A  jeszcze  jedno  moje  zwarcie  z  McKibbenem.  Najpierw  w  przedmowie  oświadcza:

„Understanding  the  whole  of  the  book  is  a  hopeless  task”

a  w  przypisie  na  str.1  mnie  poucza:

„You  will  get  very  little  from  „Walden”  if  you  read  it  hunting  for  contradictions..”

McKibben,  WAL  SIĘ,  jak  mawia  dzisiaj  młodzież,  bo  ja  czytam  książki,  by  m.in.  móc  polować  na  sprzeczności,  czyli  wychwytywać  głupoty.
.
Nim  przejdę  do  książki,  czuję  się  zobowiązany  wyjaśnić,  że  czując  się  uczniem  ks. J. TISCHNERA,  powtarzam  za  nim,  że  człowiek  realizuje  się,  tylko  i  wyłącznie,  przez  drugiego  człowieka,  więc  ciągoty  alienacyjne  są  dla  mnie  z  innej  bajki.  Gdy  byłem  młody  było  nas 1,8  mld  i  katastrofiści  wróżyli  koniec  świata,  gdy  ludność  Ziemi  przekroczy  2,5  mld;  dzisiaj,  zdaje  się,  jest  nas  ponad  7 mld.....  Nauczmy  się  żyć  wśród  ludzi,  a  nie  uciekać  od  nich.

Osiemnaście  różnorodnych  tekstów,  ktore  łączy  poza  intelektualisty  i  infantylizm.  Widocznie  ukończenie  studiów  w  wieku  20  lat  było  przedwczesne,  a  i  brak  jakiegokolwiek  normalnego  zajęcia  skrzywiło  osobowość.  W  niektórych  kwestiach  trudno  zrozumieć  o  co  mu  chodzi.  Np  zglasza  pretensje,  że  klasyczna  literatura  grecka  i  łacińska,  czytana  w  tłumaczeniu  na  język  angielski  nie  pozwala  na  dokładne  zrozumienie  idei.  No  to  po  co,  chłopie,  siedzisz  w  lesie?  Wracaj  na  Harvard,  poducz  się  łaciny  i  greki,  i  studiuj  originały.  Ale  to  nie  zadziała,  bo  język  pisany  różni  się  od  mówionego,  a  ponadto  dużą  rolę  odgrywają  dialekty.  A  w  ogóle,  niespełniony  w  życiu  między  ludżmi,  ucieka  do  pustelni,  by  współżyć  z  naturą,  a  znalazwszy  się  tam,  filozofuje  i  otoczony  licznymi  książkami,  wyszukuje  w  nich  liczne  cytaty,  tracąc  czas,  który  miał  poswięcić  naturze.

Bardzo  staranną,  profesjonalną  analizę,  wraz  z  uwagami  Tadeusza  SŁAWKA  warto  przeczytać  w   polskiej  Wikipedii,  pod  hasłem  WALDEN;  ja  z  niej  się  dowiedziałem,  że  podobno  „Iliadę”  Thoreau  czytał  w  oryginale.  

Na  koniec  zdemaskuję  go  w  kwestii  zarobków.  Twierdzi,  że  tak  sobie  ustawił  życie,  że  wystarczy  mu  pracować  6 tygodni  w  roku.  Jak  to  ma  się  do  rzeczywistości?.  Przecież  całe życie  spędził  na  łasce  Emersona,  a  póżniej  rodziców i  siostry.  Jak  miał  pracować  6  tygodni,  skoro  był  służącym,  ogrodnikiem  i  korepetytorem?  Studia  skończył  w  1837 r,  do  Emersona  wprowadził  się  w  1841 r.,  a  w  lipcu  1846  trafił  do  więzienia  za  niepłacone  podatki.  A  swoje  wiekopomne  dzieło  wydał  własnym  sumptem  i  w  ciągu  8  lat  sprzedał  niecałe 2000  egzemplarzy.  Dodajmy,  że  szybko  zostało  zapomniane,  na  równi  z  autorem,  a  prawdziwa  rewitalizacja  nastąpiła  obecnie,  by  służyć  jako  manifest  ,  nazwijmy  to  skrótowo, -  zielonym.