Monday, 21 April 2014

Mario Vargas Llosa - "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki"

Mario   Vargas  Llosa  - 
                          “Szelmostwa  niegrzecznej  dziewczynki”

Najtrafniejszą  recenzję  tej  książki,  a  ściśle -  samo  zakończenie,  znalazłem   w  „lubimy  czytać”,  pod  godłem  „marta0312”:

Książka  dla  zrelaksowania  się  jest  dobra.  I  NIC  WIĘCEJ”  /podkr.moje/

I  ja  powinienem  na  tym  poprzestać,  ale  nie  mogę,  bo  skoro  ja  na  tego  Harlequina  straciłem  tyle  czasu,  to  i  Państwu,  choć  parę  minut,  zamierzam  z  życia  wyrwać.  Najpierw  istotna  uwaga  odnośnie  wieku  autora,  bo  wiek  starczy  zobligowuje  do  pewnej  przyzwoitości.  A  wiem  coś  na  ten  temat,  bo  mam  dokladnie  tyle  samo  lat  co  Vargas  w  momencie  pisania  tej  książki,  czyli  SIEDEMDZIESIĄT.  W  tym  wieku   szczegółowe  opisywanie   seksu  oralnego,  i  to  w  sposób  rażąco  prostacki,  jest  CHORE,  NIEPRZYWOITE.  To  co  uchodzi  młodym,  starym  nie  wypada.  NORMALNI  starzy  to  robią,  ale  nie  gadają  o  szczegółach,  chyba,  że  w  gronie  geriatriofilów.  A  teraz  już  ad  rem.

Zacznę  od  „spraw  polskich”.  Nie  przyzwalam,  by  jakiś  Peruwiańczyk,  w  dodatku  dewiant  seksualny,  robił  sobie  „dżadża” /pisze  się   „yaya”/,   z  wiary  moich   rodaczek,  tym  bardziej  że  Ameryka  Południowa  w  „żarliwości”  nam  niewiele  ustępuje.  A  on  pisze: /str.155/

„...zakochał  się...  ..w  pewnej  Polce,  katoliczce  tak  żarliwej,  że  za  każdym  razem,  gdy  się  kochali,  miała  wyrzuty  sumienia  i  zalewała  się  łzami”.

Vargas  nie  zna  dżwięków  wydawanych  przez  normalne,  młode  Peruwianki,  gdyż,  w  wieku  19  lat,  w /wielce  prawdopodobnie /  stanie  dziewiczym, ożenił  się  z  własną  ciotką  starszą  o  lat  dziesięć  i  wkrótce  przeniósł  się  do  Paryża.

Druga  „polonica”  to   BEŁKOT   NIEUKA  na  temat    YILALA  Gravoskiego /str.206/;

„Nazwali  go  „Yilal”  ze  względu  na  polskiego  przodka  Simona,  postać  mityczną,  który...  ..został  ścięty  w  przedrewolucyjnej  Rosji,  zaskoczony  podczas  aktu  cudzołóstwa  z   samą  carycą.  Ów  królewski  faworyt  był  ponoć  także  teologiem-kabalistą,  mistykiem,  przemytnikiem,  fałszerzem  pieniędzy  i  szachistą”    

To  królewski,  czy  carski,  cesarski?  No  cóż  autor,  który  zasłużył  się  tworzeniem  mitów  polskich  powinien  być,  w  Polsce,  zwany  honorowo  WARGĄ.  Co  do  samego  „wargowego”  mitu,  /jak  i  samego  YILALA/,  uważam, że  naganne  jest  ze  strony  tłumaczki,  jak  i   Wydawnictwa „Znak”,  nieumieszczenie  żadnego  przypisu.  Jeśli  ktokolwiek  wie,  co  to  za  YILAL,  proszę  o  kontakt.  Z  mojej  strony,  dygresja  dla  młodzieży:  najprawdopodobniej  chodzi  o  Rasputina /1869-1916/,  który  został  potraktowany  trucizną,  strzałem  w  serce,  masakrą  głowy,  oraz  wrzuceniem  do  rzeki,  w  której  w  końcu  utonął.  Był  faworytem  carycy  Aleksandry  Fiodorownej,  lecz  przede  wszystkim  dzięki  umiejętnościom  niesienia  pomocy  synowi  cara,  choremu  na  hemofilię.

No  to  czas  na  bohaterów.  Jest  ich  dwoje:  dupek  i  kurwa.  Ze  znalezieniem  odpowiedniego  słowa  dla  „chudopachołka”  miałem  problem do  strony  352,  na  której  to  nasz  bohater  zaaprobował określenie  jego  osoby   przez  znajomą. – DUPEK.  Dla  bohaterki -  innego  adekwatnego  określenia  nie  znalazłem  bo,  jak  starożytni  Polacy  mawiali:  „prostytutka  to  profesja,  a  kurwa  to  charakter”, i  chociaż  staram  się  nie  używać  w  piśmie  słów  „nieparlamentarnych”,  to  w  tym  przypadku,  nie  widzę  możliwości  znalezienia  substytutu.

Jaki  jest  nasz  bohater?  Jedna  z  recenzentek  użyła  określenia  „płaski”.  Słusznie,  co  dalej?  Chorobliwie  niewyżyty  seksualnie,  poza  przygodą  hippiesowską,  naliczyłem  TRZY  partnerki  przez  ok.  30  lat.  Nie  dziw  więć,  że  przy  próbie  kontaktu  ma  .ejaculatio  precox.  Całymi  mieśiącami,  latami  nie  uprawia  seksu.  TO  JEST  CHORE!!.  Lecz  autor  udaje,  że  tego  nie  widzi  i  wciska  czytelnikowi,   że  NIEWYŻYCIE   SEKSUALNE  TO  MIŁOŚĆ.  A  potem  czytelnicy  piszą  o   „wielkiej  miłości”.   Przecież  tych  ludzi   ABSOLUTNIE   NIC  NIE  ŁĄCZY.    Ani  zainteresowania,  ani  marzenia,  ani  plany  na  przyszłość,  ani   nawet  seks.  Infantylny,  ograniczony,  mały  konformistyczny  Dupek   marzy  o  drobnomieszczańskiej  stabilizacji,  w  której  ona  się  dusi.  On,  jak  nastolatek  w  domu  publicznym,  „zakochałby”  się  w  każdej,  która by  „dobrze  mu  dała”,  a  ona  „mu  daje”,  jak  zawodowa  prostytutka,  bez  żadnych  emocji.  W  końcu  poducza  frajera  w  seksie  oralnym,  lecz  gdy  nadarza  się  okazja  na  seks  sado-macho,  który  by  ją  zadowolił,  on  mięknie,  nie  podejmuje  rękawicy,  tracąc  szansę  na  partnerski  sens.  W  koncu  Dupek  przedstawia  swoje  credo:  /str. 210/

„Od  tamtej  nocy  nie  spałem  już  z  nikim  i,  prawdę  mówiąc,  nie   przejmowałem  się  tym  ani  odrobinę,  W  wieku  CZTERDZIESTU  SIEDMIU  lat  udowodniłem  sobie,  że  mężczyzna  jest  w  stanie  prowadzić  całkowicie  normalne  życie  bez  seksu..”.  /podkr.moje/

Szkoda  gadać,  ŻYCIE  BEZ  SEKSU  NIE  JEST  NORMALNE.  To  pierwsza  prawda.  A  druga,  to,  że  MIŁOŚĆ  BEZ  SEKSU  JEST  MOŻLIWA,  lecz  trudna,  bo  łatwiej  o  seks  bez  miłosci  niż  vice  versa.

Tak  więc  to  czytadło,  to  historia  dupka  z  „dobrej”  rodziny  i  dziewczyny  ze  slumsów,  ludzi,  których  nic  „wielkiego”  nie  łączyło,  a  wszystko  dzieliło.  Acha,  jeszcze  o  FORMIE.  Dla  mnie  -  nie  do   przyjęcia,  gdyż   autor  zbyt  łatwo  wszystkie  boczne  postacie  uśmierca,  jakby  Dupka  chciał  pozbawić  otoczenia.  A  jest  to  zabieg  zbedny,  bo  on  znajduje  się  na  najniższym  poziomie  piramidy  Masłowa.