Friday, 4 April 2014

Amos OZ - "Czarownik swojego plemienia"

Amos   OZ   -  “Czarownik  swojego  plemienia”

PRAWDA  nie  popłaca.  Dwóch  wielkich   pisarzy  pomijanych  przy  Nagrodzie Nobla:  KUNDERA  i  OZ.  Z  tym  „noblem”  znajduję  współwyznawcę  w  Stefanie  Bratkowskim,  który  w  „Posłowiu”  do  tej  książki,  wyznaje  nadzieję,  iż  doczeka  przyznania  go  Oz-owi..

Ojciec  z  Wilna,  matka  z  Równego,  kształceni  w  polskich  gimnazjach,  przywlekli  do  Palestyny /tak  się  nazywał  protektorat  brytyjski  do  1948 r./:

„..model  polskiego  patriotyzmu  wywodzący  się  z  tradycji  romantycznej.  Owego  heroizmu  połączonego  z  poczuciem  misji,  samoudręczenia,  tragizmu  i  kompleksu  ofiary....  /polscy  Żydzi/ ..przyłączali  się..   ..do  skrajnej  prawicy,  odnosząc  się  do  Arabów  dokładnie  tak,  jak  endecy  w  Polsce  traktowali  Żydów..    ...Żydzi  z  Polski  stali  się  endekami,  przypisując  Arabom  rolę  „Żydów”.  Tak  to  ofiara  staje  się  prześladowcą,  imitując  jego  zachowanie”.

Oz,  pracę  w  kibucu  dzielił  z  pisaniem,  które  uważa  za  rodzaj  misji.  W  różnych  miejscach  książki  definiuje  problemy  piętrzące  się  przed  pisarzem:

„Ludzie  oczekują,  by  poeci  i  pisarze  byli  przewodnikami  duchowymi,  wskazywali  drogę...  Pisarz  może  mieć  pewną  wrażliwość....,    ..jeśli  jednak  ubrda  sobie,  że  jest  prorokiem -  grozi  mu,  że  stanie  się  pośmiewiskiem...   
Gdzie  indziej:
Pisarz  powinien  rozpoznać,  że  wszędzie  tam,  gdzie istotę  ludzką  nazywa  się  pasożytem  albo  zarazkiem,  wcześniej  czy  póżniej  pojawią  się  szwadrony  śmierci  i  nastąpi  eksterminacja”.

Bardzo  klarownie  odpowiada  na  pytanie  dręczące   mnie  od  ponad  pół  wieku:  „przypadek  czy  konieczność ?:
„...PRZYPADEK  nie  odgrywa  w  świecie  żadnej  roli. To,  co  się  wydaje  ślepym  trafem,  jest  po prostu  skutkiem  naszej  ograniczonej  percepcji,  braku  wyobrażni,  niemożności  przewidzenia  następnego  kroku,  który  jest  zawsze  KONIECZNY  i  nieunikniony..” /podk.moje/

Nie  jestem  przekonany do  Oza  „teorii  zmierzchu”,  ale  z  obowiązku  ja  sygnalizuję.  Otóż  pisarz  twierdzi,  że  zdecydowana  wiekszość  arcydzieł  powstała  w  okresach  zmierzchu.  I  tak   Dante  „stoi  w  pół  drogi  między  średniowieczem  a  renesansem”,  Cervantes  i  Szekspir  u  progu  epoki  nowożytnej,  a  Gogol,  Tołstoj, Dostojewski  i  Czechow  tworzą  „przy  akompaniamencie  dzwonów  zwiastujących  koniec  prawosławnej,  carskiej  Rosji”.  A  jeszcze  Mann i  Kafka – to  schyłek  „przytulnej  mieszczańskiej  Europy”.  

Oz  pisze  o  życiu  w  kibucach,  o  wojnie  Jom  Kipur,  lecz  najwiecej  czasu  poświęca  syjonizmowi,  a  w  tym  m.in.  wpływowi  twórczosci  Turgieniewa,  Tołstoja  i  Dostojewskiego  na  doktrynę  syjonistycznego  socjalizmu.  Analizuje  izraelski  tygiel,  w  którym  ścierają  się  poglądy  przyniesione  z  najodleglejszych  zakątków  diaspory.  Omawia  różnice  w  mentalności  Żydów  sefardyjskich  /z Afryki  Północnej/ i  aszkenazyjskich /z  Europy  Wschodniej/,  a  przede  wszystkim  różnice  w  mentalności  pokoleniowej,  co  objawia  się  możliwością  łatwiejszego  porozumienia  się  z  dziadkami,  niż  z  rodzicami.  Ale  to  już  NIE  TYLKO  u  ŻYDÓW !

W  sumie  arcyciekawa  publicystyka,  której  daję  dziewięć  gwiazdek,  podobnie  jak  jego  „Panterze  w  piwnicy”  i  urokliwej  bajce  „Nagle  w  głębi  lasu”.