Tuesday, 4 April 2017

Łukasz ORBITOWSKI - "Inna dusza"

Łukasz ORBITOWSKI - "Inna dusza"

Dotychczas recenzowałem Orbitowskiego (ur. 1977) tylko "Szczęśliwą ziemię" z 2013 i radziłem porzucenie fantastyki na rzecz realizmu. Omawiana jest z 2015 i zgodnie z moim życzeniem jest realistyczna aż do bólu. Rzeczywistość lat 90., wyjątkowo trudna, bo bliska i kontrowersyjna, widziana przez każdego inaczej.

Do tytułu autor nawiązuje pisząc o dodatkowym duchu/duszy siedzącym w każdym i skłaniających do uczynków wbrew własnej woli (s. 120):
|„..– Ja za głupi jestem na takie rzeczy. Nie mówię, że w ogóle jestem głupi, tylko do myślenia o takich sprawach się nie nadaję. Takich duchów, co chodzą po cmentarzach, na pewno nie ma. Ktoś by sfilmował, no nie? Ale chyba są inne duchy, wiesz, takie, w człowieku obok tych naszych dusz, zwyczajnych. I czegoś tam sobie chcą. Niektóre są ciche, inne głośne. Wrzeszczą, hałasują. To jest nie do wytrzymania. Znaczy, tak mi się wydaje, że z takim duchem w środku strasznie ciężko żyć, zwłaszcza jak on chce czegoś, na co ty nie masz ochoty....”

Omawiana książka jest konsekwentną kontynuacją „Szczęśliwej ziemi”, o której Wit Szostak powiedział:
"Kawał znakomitej prozy obyczajowej - przenikliwy, mocny i miejscami bolesny portret naszego pokolenia".

Zmieńmy może końcówkę "naszego pokolenia" na "Polski lat dziewięćdziesiątych". Również jak w tamtej książce widać poniekąd kontynuację "realizmu peryferyjnego" Marka Nowakowskiego, co wzmacnia miejsce akcji - podbydgoski Fordon. Bardzo udana jest forma, gdyż połączenie opisu w trzeciej osobie z relacją w pierwszej, przybliża bohaterów czytelnikowi, a autorowi umożliwia logiczne przedstawienie nie tylko zdarzeń, lecz przede wszystkim wnętrza bohaterów. Do wszystkich pochlebstw jeszcze jedna, ważna z mego punktu widzenia czyli starucha: Orbitowski nie przekroczył dobrego smaku w sytuacjach ostrych pod względem seksu. Nic obscenicznego! A to duża zasługa na tle rynsztokowych ciągot innych pisarzy, a szczególnie pisarek.

Achów i ochów wystarczy, a ja wspomnę, nie bez kozery, że autor w podziękowaniach wymienia dwóch autorów: Szostaka i Twardocha, a ja właśnie obwieszczam nową wielką "trójcę", tym razem - żyjących, "STO" (dwóch wymienionych plus autor). Oczywiście, tak jak przy trójcy WGS (Witkacy, Gombrowicz Schulz) niezależnie wielki pozostawał Parandowski czy Lem, tak i tu jest miejsce dla wielkich np Masłowskiej czy Sieniewicza.

Perfidnie daję 9 gwiazdek, by zmobilizować Orbitowskiego do pogłębienia w następnej książce.