Tuesday, 18 April 2017

Jurgen THORWALD - "Stulecie chirurgów"

Jürgen THORWALD - "Stulecie chirurgów: według zapisków mojego dziadka, chirurga H. St. Hartmanna"

Jürgen Thorwald (ur. Jako Heinz Bongartz, 1915 – 2006) - niemiecki pisarz, dziennikarz i historyk, wydał "Stulecie chirurgów.." w 1956. O książce tej czytam w Wikipedii:
"...Praca przedstawia w zbeletryzowanej formie historię przełomowych odkryć w chirurgii, w XIX wieku na podstawie wspomnień H. St. Hartmanna, dziadka autora. Opisany jest proces rozwoju i powolnego przyswajania przez środowiska medyczne takich praktyk jak antyseptyka, aseptyka czy anestezja..."
Na LC rekordowy zapis: 8,09 (2138 ocen i 223 opinie).
Zacznijmy od historii znieczuleń (Wikipedia):
"...W starożytności pierwsze znieczulenia sporządzano z ziół takich jak opium czy marihuana. Dopiero w XIX wieku zaczęto przeprowadzać badania nad efektywnymi środkami znieczulającymi. W 1800 roku brytyjscy chemicy Humphry Davy i Thomas Beddoes stwierdzili znieczulające właściwości podtlenku azotu (tzw. "gazu rozweselającego"), jednak w tamtych czasach był jedynie wykorzystywany do rozrywek. Pierwszym, który wykorzystał go do znieczulenia był amerykański dentysta Horace Wells. W 1844 użył on podtlenku azotu podczas ekstrakcji zęba... ..Kolejnym znaczącym środkiem znieczulającym jest chloroform, odkryty w 1831 roku.. Jego skuteczność została potwierdzona dopiero w 1847.."
Zacząłem od znieczuleń, bo opis operacji bez nich, stawia mnie włosy na głowie. Teraz chciałbym skorygować temat książki wynikający z tytułu. Chodzi mnie o "stulecie". Taki tytuł bowiem zubaża ciekawie przedstawioną historię chirurgii na przestrzeni w i e l u wieków i wykraczającą poza notatki dziadka. Po prostu doceniam wkład i pracowitość autora, które w połączeniu z wybitnymi zdolnościami do gawędziarstwa, przyniosło w efekcie dzieło, od którego trudno się oderwać. Poniekąd dokument, a w lekturze - literatura grozy, sensacji i makabry. Jedyny mankament, to możliwość utraty apetytu na dłuższy czas. Brrrrr!!
Wypada podać przykład. Proszę bardzo (s. 136,2):
"......młody Holender Jan de Doot, dręczony straszliwymi bólami z powodu kamienia, pewnego dnia roku 1651 posłał swą żonę na targ rybny, by wykorzystać jej nieobecność i samemu wbić sobie nóż przez krocze do pęcherza. Rozszerzył ranę dwoma palcami, wygrzebał kamień — i pozostał przy życiu. Przypomniałem sobie jeszcze drugą z książek Thompsona, Obsermtiones niemieckiego chirurga Walthera. Opisywał on w niej historię czeladnika bednarskiego, który w roku 1701 „z rozpaczy sam sobie wyciął kamień”. Czeladnik wziął przyrząd do puszczania krwi, przez krocze wbił go sobie do pęcherza, dwukrotnie rozszerzył ranę, usunął kamień, przepłukał piwem, a potem natychmiast wstał i wśród przyborów do szycia swej matki szukał igły, by zaszyć ranę…"
Trzeba mieć mocne nerwy. I dlatego delikatnym, wrażliwym osobom, tej książki polecić nie mogę, co jednak nie ma wpływu na jej wysoką ocenę. (10 gwiazdek).