Friday, 7 April 2017

Kurt VONNEGUT - "Trzęsienie czasu"

Kurt VONNEGUT - "Trzęsienie czasu"

Wikipedia:
"....Tytułowe 'Trzęsienie czasu' to cofnięcie się wszechświata do sytuacji sprzed dokładnie 10 lat. Książka składa się z dużej ilości krótkich rozdziałów luźno ze sobą powiązanych głównie osobą Pstrąga Zabijuchy - ekscentrycznego kloszarda piszącego w ciągu każdych dziesięciu dni opowiadanie. Autor przytacza w sposób luźny i skrócony treści niektórych opowiadań Pstrąga, które niosą ze sobą sarkastyczne i głębokie zrazem przesłanie. Ponadto w książce dużo jest luźnych przemyśleń zarówno zmyślonego pisarza jak i samego autora. Treść jest ułożona chaotycznie, co jednak nadaje jej szczególny klimat. .."

Na okładce oświadczenie autora:
"To moja ostatnia powieść. Więcej pisać już nie będę"

I dobrze, tylko szkoda, że mój u l u b i o n y pisarz podjął taką decyzję tak późno. Aby uzasadnić swoje słowa przypomnę wykaz recenzowanych przeze mnie książek:

1959 - „Syreny z Tytana” samoocena A ; moja ocena 9
1961- „Matka noc” A+ 10
1963 - „Kocia kołyska” A+ 10
1965 - „Niech... ..Rosewater” A 9
1969 - „Rzeźnia numer pięć” A+ 10
1973 - „Śniadanie mistrzów” C 1
1979 - „Recydywista” A 7
1981- „Niedziela Palmowa” C 1
1982 - „Slapstick..” D 4
1987 – "Sinobrody" brak 1
1991 - „Losy gorsze od śmierci” brak 1
1997 - "Trzęsienie czasu" brak ??????

Proszę zauważyć, że od 1969 roku nie napisał nic wartościowego, z czego zresztą zdawał sobie sprawę w chwilach trzeźwości. A przedtem trzy a r c y d z i e ł a oraz dwie wybitne książki. Tak w samoocenie, jaki i przez moją skromną osobę. A od arcymistrza należy wymagać i to co wybaczam początkującym, jemu nie wybaczę.

Koncepcja oklepana tj przeżyjmy to jeszcze raz. W rzeczywistości jest jednak jeszcze gorzej, bo autor upłynnia remanenty swoich szuflad w formie sztucznie łączonych mini rozdzialików, głównie osoba pisarza Pstrąga Zabijuchy.

Ma przebłyski humoru jak (s.17):
"...powiedziała, że nienawidzi Chińczyków.. ...nienawidzić tyle osób naraz to dziwactwo.."

Niestety, parę humorystycznych czy absurdalnych historyjek nie jest w stanie uratować bełkotu, w którym dominuje żenujące bredzenie faceta, który zatracił zdolność samokrytyki. Jego popisy intelektualne są żałosne, a ekstrawagancje dla mnie niezrozumiałe, jak np. (s. 134):
„Pytanie: Co to jest, to białe, w ptasim gównie?
Odpowiedź: Też ptasie gówno".

Szkoda gadać! PAŁA!!